Opowieść o odnowieniu pięknej siły drzemiącej w wiejskiej kapliczce
Witam!
Długo, oj bardzo długo, zbierałem się do napisania tego wpisu. Ale tak to chyba już jest, gdy chce się stworzyć przestrzeń dla chwil leżących w najgłębszych zakamarkach własnego serca...
Główna rola w historii, którą Wam z największą przyjemnością pragnę opowiedzieć, przypadła pozornie niepozornej wiejskiej kapliczce. W 1899 roku mój prapradziadek, Wawrzyniec Kostuch, postanowił wznieść figurę na swoim kawałku ziemi i tym samym zawierzyć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa oraz Matce Boskiej los swój oraz całej rodziny. Rok wcześniej, 3 czerwca 1898 roku, na świecie pojawił się ostatni z synów rodziny Kostuchów, Piotr. Realia końca XIX wieku, a zwłaszcza na pełnych nędzy oraz niezabliźnionych jeszcze ran po chłopskich rabacjach terenach Galicji, nie chroniły wystarczająco nowego życia. Umieralność maluchów była naprawdę wysoka, wiele istot trafiało w szpony śmierci zanim na dobre wdrożyły się w swoją ziemską wędrówkę. Marię i Wawrzyńca taka tragedia spotkała kilkukrotnie, więc przeżycie pierwszego roku przez najmłodszego syna stały się źródłem ogromnej radości, ale też nadziei na lepsze jutro. A ów kapliczka, strażniczka posłana wprost z niebiosa, miała chronić całe dobro wokół...
Lata mijały, pokolenia także, a realia podkrakowskiej wsi zmieniały się co moment o 180 stopni. Obie wojny światowe, odzyskanie przez Polskę niepodległości, czasy PRL-u, a ostatecznie gwałtowny skok cywilizacyjny oraz globalizacyjny... świadkiem tych wszystkich trudnych procesów była właśnie ta przydrożna kapliczka. Ciągle trwała w swej roli będąc namacalnym Aniołem Stróżem dla całej okolicy. Z czasem stała się także miejscem spotkań majówkowych u Maryi, pełnych prawdziwej wiary i miłości.
I w taki sposób dotarliśmy do roku 2022, a właściwie pod jego koniec... Razem z sołtysem wsi, którego rodzina z biegiem lat stała się właścicielem gruntu przy drodze, podjęliśmy wówczas decyzję o odrestaurowaniu kapliczki. Chcieliśmy tchnąć w nią nowe życie, a tym samym otworzyć zupełnie nowy rozdział jej bogatej już historii. Poturbowana zbyt szybko pędzącym czasem figura opuściła zatem swój ukochany skrawek ziemi i wyruszyła na zasłużony odpoczynek.
![]() |
Kapliczka przed renowacją, okolice 2010 roku |
Brak środków oraz odpowiednich dotacji znacznie spowolnił proces odrestaurowania kapliczki. Dwa majowe miesiące spowiła niespotykana dotąd cisza. Przydomowy krajobraz stał się niepełny tracąc swój najjaśniejszy blask. W myślach jak bumerang powracało pytanie: "kiedy ona do nas powróci?"...
Z początkiem 2025 roku dotarły wieści o rychłym końcu całej misji. Z wielką niecierpliwością czekaliśmy na powrót naszej wiejskiej piastunki. W mojej wsi stoi łącznie 14 kapliczek oraz krzyży. Większość z nich doczekała się już swojej renowacji, więc byłem przekonany że z doświadczeniem sołtysa przywitamy figurę możliwie jak najpiękniej i najgodniej. Zgodnie z obecną już u nas tradycją na ten uroczysty i wzruszający moment składały się dwa wydarzenia: wypełnienie oraz poświęcenie kapsuły czasu dla przyszłych pokoleń, a także samo postawienie odnowionej kapliczki z uprzednim schowaniem w fundamentach ów kapsuły.
![]() |
Kapliczka tuż przed podjęciem decyzji o jej renowacji |
28 kwietnia 2025 roku odbyła się pierwsza ze wspomnianych uroczystości. Osoby najbliżej związane z historią kapliczki oraz wszyscy zainteresowani zgromadzili się w budynku wiejskiego OSP, by zobaczyć starannie przygotowaną przyszłą zawartość kapsuły czasu. Tworzyły ją banknoty oraz monety będące w obiegu w 2025 roku, okolicznościowe medale od gminnych władz, a co najważniejsze: arkusze czerpanego papieru wypełnione niemal po brzegi atramentem. Kilka osób spisało na nich między innymi drzewo genealogiczne mojej rodziny tych ostatnich 126 lat, historię wsi, czy szczegółowe zapiski o czasach nam współczesnych. Pod koniec spotkania całość spakowaliśmy do złotej łuski, po czym sołtys i zastępca wójta gminy szczelnie zakleili wieko kapsuły. Miejmy nadzieję, że dzięki temu wydarzeniu nasze istnienie nigdy nie zostanie zapomniane. Jak to pisał Horacy, "non omnis moriar"...
Kończąc ten fragment historii pragnę jeszcze raz podziękować Basi Wójcik z bloga "Pięć pór roku", której niekończące się talenty i dobroć spisały wspomniane już przeze mnie drzewo genealogiczne rodziny, od Wawrzyńca Kostucha do mojego pokolenia. Najpiękniej...
Podziękować też pragnę krewnemu moich sąsiadów, Maksowi, którego umiejętności wynajdywania cennych informacji z historycznych archiwów przekroczyły wszystkie możliwe oczekiwania. Dzięki jego rzetelnej pracy dowiedzieliśmy się o przodkach naprawdę, naprawdę wiele!
![]() |
Sołtys, trzymający w ręku młotek, oraz zastępca wójta przez dłuższą chwilę siłowali się z wiekiem złotej kapsuły... |
![]() |
Nie muszę chyba Wam tutaj pisać, że ta chwila będzie dla mnie wyjątkową do końca życia... |
Pradziadek Piotr, o którym wspominałem na początku historii, wyrósł na odważnego i pełnego pięknych idei mężczyznę. Z oddaniem walczył o wolną Polskę podczas I wojny światowej, a potem wojny polsko-bolszewickiej. Jego liczne zasługi zostały wynagrodzone srebrnym krzyżem orderu Virtuti Militari. Dzięki uprzejmości krewnych, którzy są w posiadaniu tego odznaczenia, zgromadzeni mieli okazję zobaczyć go na własne oczy i odbyć dzięki temu prawdziwą podróż w czasie.
![]() |
Moja ciocia, córka jedynego syna Piotra Kostucha, do dziś z ogromną starannością opiekuje się tą najcenniejszą rodzinną pamiątką. |
Jako przedstawiciel rodziny fundatora dostąpiłem zaszczytu współprowadzenia całej uroczystości, a także wygłoszenia specjalnego przemówienia będącego kwintesencją moich okołokapliczkowych emocji oraz przemyśleń. Jego treść umieszczam poniżej...
![]() |
Do teraz pamiętam jak drżały mi ręce podczas tego przemówienia! |
Witam wszystkich przybyłych na dzisiejsze wydarzenie wypełnienia kapsuły czasu pod kapliczkę Najświętszego Serca Pana Jezusa. Po blisko 3 latach renowacji doczekaliśmy się tego jakże wyjątkowego momentu, który buduje most pomiędzy teraźniejszością, a bogatą, lecz burzliwą przeszłością i historią ostatnich pokoleń. Kapliczka Najświętszego Serca Pana Jezusowego została wzniesiona w 1899 roku przez mojego prapradziadka, Wawrzyńca, w intencji opieki nad rodziną oraz dziękczynnej za życie najmłodszego syna, Piotra. Kilkoro dzieci Wawrzyńca oraz Marii z domu Włodek zmarło okołoporodowo lub w niedługim czasie po narodzeniu, więc dalsze przeżycie Piotra nie było pozornie taką oczywistością. Piotr ostatecznie przeżył 76 lat i przez niemal całe życie związany był ze swoją Małą Ojczyzną, którą wielce szanował, którą wielce kochał. Niemal, bo w czasach I wojny światowej oraz wojny polsko-bolszewickiej z oddaniem walczył w szeregach najpierw Armii Austro-Węgierskiej, a później Wojska Polskiego. Walczył o Polskę, której przez 123 lata nie było na mapach ówczesnej Europy oraz świata, walczył o wolność, walczył o polskość. Walczył także o nas, o przyszłe pokolenia, by ten krzywdzący dotychczas bieg historii został przełamany, a nam żyło się tutaj o wiele lepiej. Za heroiczną postawę, zwłaszcza podczas walk w trakcie wojny polsko-bolszewickiej pod Deraźnią (dzisiejsze tereny zachodniej Ukrainy), Piotr został odznaczony w 1920 roku Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari. Dzisiaj, dzięki uprzejmości rodziny, możemy zobaczyć tego jakże cennego świadka historii i dzięki niemu odbyć niepowtarzalną podróż do przeszłości. Piotr Kostuch do końca życia dbał o swoich, ale też pamiętał o potrzebach innych. Jego życiowa mądrość oraz doświadczenie wychowywały kolejne pokolenia, a pamięć o nim pozostaje żywa do dzisiaj.Jak już wspomniałem, dzisiaj budujemy most łączący przeszłość, teraźniejszość, ale też przyszłość. Przy okazji dzisiejszego wydarzenia warto zwrócić uwagę na to jak zmieniła się codzienność i rzeczywistość Cichawy, naszej Małej Ojczyzny, przez ostatnie ponad 100 lat. Kapliczkę wzniesiono w momencie w którym Polska jako państwo nie istniała, a Galicja pod panowaniem Austro-Węgier tonęła w biedzie. Wiek dwudziesty przyniósł dwie wojny światowe, a potem równie ciężkie czasy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. I tak ten bieg historii dotarł do czasów nam współczesnych... Czasów w których wszędobylska globalizacja, skok cywilizacyjny i pozornie spokojne czasy w których Polska wreszcie zaznała tej upragnionej wolności. To wszystko gubi naszą pamięć o tej burzliwej przeszłości. Pamiętając o tym dynamicznym i jakże zmiennym pędzie ostatnich stuleci chciałbym, aby każdy z nas, przy okazji dzisiejszego spotkania, spróbował zastanowić się nad tym jak będzie wyglądać nasza ukochana okolica za kolejne 100-200 lat, w momencie, w którym mam nadzieję nasi potomkowie, praprawnukowie poczynią podobne działania jak my obecnie. Być może oni też w pewnym momencie zadecydują o odnowieniu kapliczki, którą lada dzień powitamy z powrotem na cichawskiej ziemi. Wtedy zapewne odkryją kapsułę czasu dzięki czemu będą mieli okazję do odbycia jeszcze głębszej i pełniejszej wrażeń podróży w czasie. Jakie wydarzenia skrzyżują swe tory z dalszym trwaniem tej kapliczki? Z jakimi wyzwaniami będą musiały się zmagać obecne i przyszłe pokolenia? Historia niejednokrotnie pokazywała, że raz nadana wolność nie jest wieczna, że ciągle trzeba jej bronić, ciągle trzeba ją pielęgnować i nawet w szaleńczo pędzącej codzienności XXI wieku nie wolno o jej wartości zapominać. Ostatnie 126 lat zmieniły naszą rzeczywistość o 180 stopni w niemal każdym aspekcie życia, więc tym bardziej dalszy bieg historii może zaskoczyć licznymi zwrotami i niespodziankami. Pamiętajmy o tym na co dzień...
Kolejne dni minęły na stawianiu odrestaurowanej kapliczki na swoim ukochanym skrawku ziemi przy wiejskiej drodze. Figura dotarła na miejsce w trzech częściach, które dzięki staranności oraz szczerej pasji pana Eugeniusza ponownie stworzyły nierozerwalną, najpiękniejszą całość. Ten niepowtarzalny proces obserwowałem z nieskrywaną radością i zaciekawieniem. Popołudniami, po powrocie z zajęć w szpitalu, często schodziłem na dół do budowniczego, by potowarzyszyć mu w pracy. Nasze wartościowe pogawędki oraz serdeczność jakiej od pana doświadczyłem pozostaną ze mną na naprawdę długi czas...
![]() |
Krok po kroku... |
![]() |
Na bokach kapliczki pojawiły płaskorzeźby świętego Wawrzyńca... |
Nietrudno się domyślić, że termin powrotu kapliczki nie był przypadkowy. Każdemu zależało na tym, aby nadchodzące majowe wieczory płynęły w dźwiękach maryjnych litanii i pieśni. Udało się to. Pierwsza majówka od kilku lat wzruszyła do granic możliwości. Ja oraz moje serdeczne sąsiadki odkopaliśmy z szuflad śpiewniki, które tworzyłem i drukowałem z jakieś sześć, siedem lat temu, i z pełną wdzięcznością wróciliśmy do codziennych spotkań u wiejskiej piastunki.
![]() |
Przez cały maj tworzyłem bukiety z najpiękniejszych kwiatów ogrodu oraz pobliskich łąk i pól. Może i szybko one więdły, ale mimo to dawały multum radości i satysfakcji. |
Bieg każdego majowego dnia wreszcie zaczęły wyznaczać wieczorowe majówki. Po latach pandemii oraz niemal trzyletniej renowacji kapliczki odzyskaliśmy tę bezcenną sąsiedzką tradycję. Ta rozłąka tylko upewniła nas w przekonaniu o ogromnej sile drzemiącej w świętych figurach.
Po wejściu w piąty miesiąc roku z takim przytupem postanowiłem zaprosić do wspólnego śpiewania naszą parafialną organistkę, siostrę zakonną Natanę. Siostra to zaproszenie przyjęła i pewnego dnia zaszczyciła nas swoją obecnością. Po niemal godzinnej majówce i pokonaniu niemal całego śpiewnika wymieniliśmy między sobą miłe słowa, a także zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć.
Jak się później okazało, jedno z ujęć stało się okładką najnowszego numeru lokalnej gazety, której siostra Natana jest redaktorem! Na kolejnych majówkach nawet sobie żartowaliśmy, że dzięki kapliczce doczekaliśmy się swojej pierwszej okładki w życiu (a może i pierwszej z wielu :) ). Cztery egzemplarze, bo tyle dzięki różnym zrządzeniom losu udało mi się zebrać, otrzymały swoje honorowe miejsce w domowej biblioteczce.
Nie byłbym sobą, gdybym nie stworzyłbym wiersza na cześć tych wyjątkowych dla mnie chwil...
Sacrum pośród profanumw sędziwe kamienie tchnięto duszeboskie rysy zastygły w doskonałościzatrzymując pozornie czasw niepozornej prozie wiejskościbzem i pieśnią karmioneprostą ludzką pobożnością pojonetrwają i piastują piąte pokolenieby ciemne burze i wojny przepędzaća piękno nieba i wolność umacniaćexegi monumentum aere perennius
O odnowionej kapliczce pisały także inne lokalne redakcje. Dla zainteresowanych pozostawiam linki poniżej:
I taka to historia... Na przełomie kwietnia i maja wszelakie myśli i działania lawirowały wokół kapliczki i wszelkich dobroci wypływających z jej wyjątkowości. Czuję wdzięczność, czuję radość, czuję też dumę. W XXI wieku, w dobie wirtualnego, postępowego świata zapominamy o wartościach oraz pamiątkach przekazanych przez przeszłe pokolenia wobec których historia nie okazywała zbytniej łaskawości. Jestem dumny z tego, że udało nam się tchnąć nowe życie w naszego wiejskiego pośrednika pomiędzy sacrum a profanum, że nie zapomnieliśmy, że nie zlekceważyliśmy tego...
Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)
Dobrze napisane
OdpowiedzUsuńBardzo piękna historia. I taki śliczny happyend. Jak to dobrze, że się wszystko udało. Dobrze jest znać i cenić swoje korzenie, a zasługi przodków to dla nas przede wszystkim zobowiązanie. :)
OdpowiedzUsuńPrzepiękne wydarzenie a majowe pod kapliczką to przeżycie, bukiety Twoje piękne.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziękuję, że wreszcie postanowiłeś podzielić się z nami tym niecodziennym i pamiętnym wydarzeniem :) Ach, no i serdecznie gratuluję Twojej pierwszej okładki ;) Niech będzie niepozornym preludium do kolejnych - następna może pod tytułem: "Najbardziej utalentowany młody lekarz w Polsce"?
OdpowiedzUsuńTwój wpis uświadomił mi, jak rzadko widuję tutaj takie kapliczki. Tymczasem w mojej rodzinnej wiosce było ich całkiem sporo.
Na koniec chciałam jeszcze dodać, że... bardzo mi imponujesz! Inni młodzi ludzie powinni brać z Ciebie przykład! Bardzo podoba mi się też to, że w świecie, w którym coraz modniejsze jest szkalowanie i wyśmiewanie religijności, a także KK, Ty nie wstydzisz się swojej wiary. Twój prapradziadek byłby z Ciebie dumny. Zresztą... nie tylko on. Cała Twoja żyjąca rodzina i wszyscy bliscy na pewno są!
Piękna sąsiedzka inicjatywa!
W pełni się z Tobą zgadzam Taito.
UsuńMaksiu, brak mi słów by napisać jak bardzo piękne to było wydarzenie. Niewielu ludzi może się takimi przeżyciami podzielić. Kapliczka jest cudowna, a cały proces związany z jej renowacją to piękne dzieło jednoczenia społeczności lokalnej. Ogromnie się cieszę, że mogłam zamknąć tam swoją małą cząstkę udziału w tej wielkiej SPRAWIE. Zrobiliście ogrom wspaniałej pracy, a Twoje zaangażowanie i wiedza są bezcenne. Dzięki takim Młodym jak Ty, świat ma szansę ocalić i zachować najpiękniejsze wartości. Kolejny raz jestem z Ciebie dumna.
OdpowiedzUsuń