20:22

Prośba o pomoc

Witam!

Dzisiejszy wpis będzie zupełnie inny od pozostałych. Dzisiaj chciałbym Was wszystkich prosić o pomoc...

Tydzień temu nasz jamnik Ruduś, którego na pewno kojarzycie z wielu wcześniejszych wpisów na blogu, przestał chodzić. Z dnia na dzień jego energiczność i radość z każdej chwilki musiała ustąpić bezsilności i cierpieniu, temu fizycznemu, jak i psychicznemu. Weterynarz, po wykonaniu badań, stwierdził zwapnienia krążków międzykręgowych oraz przepuklinę w odcinku lędźwiowym kręgosłupa, które skutecznie uciskają jego maleńki rdzeń kręgowy i sprawiają ogromny ból. Taki stan bezlitośnie odbiera Rudiemu czucie tylnej części ciała, które w tak naprawdę każdej chwili może nieodwracalnie zaniknąć. 

Wszystkie te wydarzenia dość mocno załamały moją mamę, silną i niezwykle dzielną kobietę po amputacji obu nóg, dla której Rudi jest największą radością życia i sensem, by walczyć o każdy kolejny dzień...

Operacja jest tak naprawdę jedyną drogą, by przywrócić naszemu Rudiemu sprawność w nóżkach, a tym samym beztroskę i szczęście w oczach, którymi zarażał na potęgę oraz uśmiech malujący się na twarzy mamy. Niestety... operacja jest bardzo kosztowna; razem z tomografią, którą trzeba wykonać pieskowi przed zabiegiem, jest to koszt około 4500 złotych, do tego jeszcze dochodzą koszty związane z trudną i żmudną rehabilitacją, którą nasz ukochany piesek będzie musiał przejść. Taka suma jest dla nas zbyt wysoka, nie stać nas po prostu na taki wydatek. 

Nie chcemy jednak się poddawać, chcemy walczyć o zdrowie i życie Rudusia, dlatego też zdecydowaliśmy się na założenie zbiórki w internecie. Wiem, że tutejsza społeczność potrafi zdziałać cuda, dlatego w imieniu swoim i mamy bardzo proszę Was wszystkich o wsparcie. Będziemy wdzięczni za każdą wpłatę, ale również za każde udostępnienie tejże zbiórki, na swoim blogu, czy na portalach społecznościowych, które sprawi, że historię Rudusia pozna więcej osób, a wtedy rośnie szansa na powodzenie zbiórki. Chcielibyśmy jeszcze kiedyś zobaczyć niewysłowione szczęście na pyszczku tego naszego małego urwisa i przyjaciela...


LINK DO ZBIÓRKI: https://pomagam.pl/rudusiek



Na pasku bocznym widnieje też specjalny banerek z linkiem do zbiórki, który możecie umieścić w swoich blogowych zakątkach.
Z góry dziękuję za każdą pomoc! Pozdrawiam Was serdecznie i do napisania! 


19:22

Pytania o przyszłość

Witam!

Pierwszy miesiąc wakacji minął u mnie dosyć szybko, jednostajnym, ale ciekawym krokiem. Po trzech tygodniach praktyk w POZ, gminnym ośrodku zdrowia, spędziłem tydzień na SOR-ze w krakowskim szpitalu uniwersyteckim, natomiast teraz nadrabiam zeszłoroczną praktykę pielęgniarską na oddziale chorób wewnętrznych i geriatrii w tej samej placówce. 


SOR nieco mnie rozczarował, bowiem liczyłem tam na większą dawkę adrenaliny i dynamikę samej pracy, która momentami okazywała się niemal zerowa. Jednego dnia miałem okazję uczestniczyć w reanimacji starszej pacjentki, drugiego mogłem sam przeprowadzić dwa wywiady lekarskie i tak naprawdę na tych dwóch czynnościach mogę zamknąć temat tej trzydziestogodzinnej praktyki.

Obecnie jestem po pierwszym tygodniu na oddziale chorób wewnętrznych i geriatrii, czyli mojej trzeciej wakacyjnej praktyki, i muszę przyznać, że jestem jak na razie pozytywnie zaskoczony. Niemal ciągle coś się dzieje, czy to rozrabianie leków pacjentom, przygotowywanie kroplówek, potem rozwożenie tego i zakładanie po salach, wymiana opatrunków, mierzenie glikemii, pobieranie krwi, czy transport pacjentów na badania i współuczestnictwo w nich... jak widać zadań jest sporo, choć nie ukrywam, że to ostatnie daje mi najwięcej satysfakcji. Na naszym oddziale każdego poranka wykonywane są badania USG, później natomiast wozimy poszczególnych pacjentów na tomografię, czy endoskopię, która dla pacjenta potrafi być niemałym przekleństwem, a dla mnie, jeszcze biernego obserwatora tej całej szpitalnej rzeczywistości, jest niesamowitym doznaniem udowadniającym jak potężną dziedzinę stanowi medycyna.

Praktyki kończę pod koniec sierpnia także zostanie mi jeszcze miesiąc na stuprocentowy odpoczynek i naładowanie baterii przed październikiem. Trzeci rok na lekarskim jest wyjątkowy, bo w końcu zaczynamy zajęcia kliniczne, studencka uwaga i siły częściowo zostaną już skierowane na część praktyczną zawodu co mnie niezmiernie cieszy. Mam nadzieję, że zamieniając niewielkie sale seminaryjne na szpitalne oddziały i mając za "świętą" księgę internę Szczeklika, będę mógł się w końcu poczuć, chociaż w 1%, lekarzem...

Bardzo lubię te szpitalne wózeczki, niesamowicie ułatwiają pracę na przykład w sytuacji, gdy każdego dnia w południe mierzę pacjentom poziom cukru

Trochę się naopowiadałem o praktykach i studiach, a ja w sumie wpadłem tutaj, by zostawić przemyślenia na nieco inny temat. Myślałem, że wakacyjną porą, nieco leniwszą i spokojniejszą, będę mógł w końcu przycupnąć na dłużej na blogosferze, zarówno na swoim blogu, kreśląc kolejne wpisy, jak i na Waszych stronach. Dni jednak mijały, a żaden nowy post nie powstał, odwiedziny zamarły, a w mojej głowie zaczęło coraz mocniej wybrzmiewać pytanie: czy to blogowanie ma jeszcze sens? czy to co piszę i zamieszczam na swoim blogu jest potrzebne i jakkolwiek ciekawe? 

W momencie, gdy powstawał "Świat z mojej perspektywy", moją ideą było przekazywanie innym ciekawych, wyjątkowych oraz przełomowych punktów, które wydarzyły się w moim życiu, ale także powolne tworzenie niejakiej księgi przeszłych wspomnień dzięki której za x lat bym mógł z uśmiechem i łezką wzruszenia powrócić w strony, które niegdyś trwały w najlepsze, a potem minęły bezpowrotnie.
 
Od owego momentu upłynęło jednak kilka lat, a moje życie zaczęło płynąć zdecydowanie bardziej statycznym ruchem na co dodatkowy wpływ miał wybuch pandemii w zeszłym roku. Od jakiegoś czasu tworząc tutaj kolejne wpisy czuję, że to nie to, że ciągle piszę o tym samym, tylko po prostu udaje mi się za każdym razem ubierać całość w inne słowa, inne obrazki. Przez to uczucie cały proces twórczy przestaje być źródłem radości, pasji i przysłowiowych motylków w brzuchu, przestaje być motorem napędowym i motywacją do dalszego działania.

Z jednej strony myśl zawarta w nazwie mojego bloga jest cały czas realizowana, bowiem za każdym razem przedstawiam Wam ten świat z mojej perspektywy. Z drugiej strony jednak kolejne wpisy nie sprawiają mi aż takiej przyjemności jak kiedyś; mam nieodparte wrażenie, że poświęcanie uwagi mojemu ogrodowi, spacerom po okolicznych polach wpadło w zwyczajną rutynę, staje się po prostu nudne, a nawet infantylne. Z trzeciej strony zadaję też sobie pytanie, czy w sytuacji, gdy brakuje czasu i przestrzeni na to co wielkie, wyjątkowe, zachwycające, nie warto czerpać i cieszyć się z małych, najzwyklejszych rzeczy, nawet jeśli są one powtarzalne i pozornie nijakie?

I tak o to w mojej głowie powstał dość spory dylemat... Dylemat, który z dnia na dzień coraz skuteczniej zniechęca mnie do pisania i w ogóle do bycia tutaj. Muszę poważnie zastanowić się nad przyszłością tego bloga, podjąć jakąś decyzję, która pomogłaby przełamać ten kryzys. Obecna forma i tematyka postów przestała mnie zadowalać, a zaczęła przytłaczać, chociaż są to sprawy bardzo drogie mojemu sercu i duszy. 
Nie wiem jaką obiorę drogę, czy zaakceptuję tę statyczność codzienności i powrócę do pisania o zwykłości, czy nadam temu blogowemu rejsowi inny kierunek, czy po prostu zakończę swoją przygodę z blogowaniem, a te słowa będą jednymi z ostatnich w tej przestrzeni. 
Potrzebuję na to wszystko chwili, krótszej, dłuższej, też tego nie wiem, ale potrzebuję...
Copyright © 2014 Świat z mojej perspektywy , Blogger