18:19

Czerwcowe pola w zieleni, złocie i fiolecie

Witam!
Ostatnio ciężko znaleźć nam miejsce, w którym można odpocząć i oderwać się nieco od wszego harmidru, panującego bezlitośnie. Czasami naprawdę jestem wdzięczny losowi, że pomimo tego iż całe dnie przesiaduję w Krakowie, który mimo swego piękna, dusi wiecznymi korkami na drogach, smogiem i wszechobecnym hałasem, resztę czasu mogę spędzić na wsi, nieco spokojniejszej i bardziej przyjaznej dla duszy i ciała. Jednak ten przysłówek "nieco" trochę psuje tę wiejską sielankę, do której nas tak ochoczo przekonywał chociażby Kochanowski. W dzisiejszych czasach, w XXI wieku, nawet i wieś zaczyna ślepo dążyć, aby nazywano ją miasteczkiem, czy nawet małym miastem, bo to jest tak nowoczesne i na czasie.
Na szczęście jednak nie jest tak w każdym przypadku, przez co czasem i ja mam jeszcze taką możliwość, by dosłownie parę kroków od domu, mogę poobserwować ten jakże osobliwy wiejski krajobraz.
Czerwcowe pola są chyba najbardziej kolorowe i urzekające; złocące się od dojrzewającej pszenicy i jęczmienia, zielone od jeszcze niedojrzałych zbóż, fioletowe od połaci facelii, która nie bez powodu jest nazywana "przyjaciółką pszczół", szafirowe od delikatnych kęp bławatków i całego sklepienia nieba, które zamyka tę całą boską kompozycję, białe od rumianów, czerwone od pojedynczych, skromnych, lecz rzucających się w oczy maków, beżowe od drobnego pyłu pokrywającego polną drogę... W takich miejscach można znaleźć każdy kolor, o jakim tylko człowiek zapragnie, ale co najważniejsze, zostawić za sobą codzienne problemy, obowiązki, myśli skupione nie wiadomo na co i chwilę popatrzeć na tę przyjemną fuzję barw, dźwięków i zapachów.














Na koniec zostawiam Was z wyżej wspominanym Janem Kochanowskim. Wiersz, mimo że znany, to za każdym razem wprowadza w przyjemny nastrój. Ja go bardzo lubię.


PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE (PANNA XII)
Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?


Człowiek z tej pieczy uczciwie
Bez wszelakiej lichwy żywie,
Pobożne jego staranie
I bezpieczne nabywanie.


Inszy się ciągną przy dworze
Albo żeglują przez morze,
Gdzie człowieka wicher pędzi,
A śmierć bliżej niż na piędzi.


Najdziesz, kto w płat język dawa,
A radę na funt przedawa;
Krwią drudzy zysk oblewają,
Gardła na to odważają.·


Oracz pługiem zarznie w ziemię,
Stąd i siebie i swe plemię,
Stąd roczną czeladź i wszytek
Opatruje swój dobytek.


Jemu sady obradzają,
Jemu pszczoły miód dawają,
Nań przychodzi z owiec wełna
I zagroda jagniąt pełna;


On łąki, on pola kosi,
A do gumna wszytko nosi.
Skoro ten siew odprawiemy,
Komin w koło obsiędziemy;


Tam już pieśni rozmaite,
Tam będą gadki pokryte,
Tam trefne pląsy z ukłony,
Tam cenar, tam i goniony.


A gospodarz wziąwszy siatkę
Idzie mrokiem na usadkę,
Abo sidła stawia w lesie;
Jednak zawżdy co przyniesie.


W rzece na gęste więcierze
Czasem wędą ryby bierze;

A rozliczni ptacy wkoło
Ozywają się wesoło;


Stada igrają przy wodzie,
A sam pasterz siedząc w chłodzie
Gra w piszczałkę proste pieśni,
A faunowie skaczą leśni.


Za tym sprzętna gospodyni
O wieczerzy pilność czyni,
Mając doma ten dostatek,
Że się obejdzie bez jatek;


Ona sama bydło liczy,
Kiedy z pola idąc, ryczy,
Ona i spuszczać pomoże;
Męża wzmaga jako może.


A niedorośli wnukowie,
Chyląc się ku starszej głowie,
Wykną przestawać na male,
Wstyd i cnotę chować w cale.


Dzień tu; ale insze zorze
Zapadłyby znowu w morze,
Niżby mój głos wyrzekł wszytki
Wieśne wczasy i pożytki. 



Pozdrawiam i do zobaczenia!😀
Copyright © 2014 Świat z mojej perspektywy , Blogger