środa, 18 lipca 2018

Podróże #39: Lipcowa Lipnica Murowana

Witam!
Dziś kolejny post z cyklu "Podróże", w którym zabiorę Was do lipcowej Lipnicy Murowanej. Czemu akurat lipcowej, zapytacie? Myślę, że większość z Was to małe miasteczko w sercu Małopolski kojarzy wyłącznie z corocznym konkursem na palmy wielkanocne. Dlatego Lipnica Murowana bez tego jakże nienadzwyczajnego epitetu wymagałaby opisania i pokazania tych palm rekordzistek, które w każdą wiosnę zdobią tamtejszy rynek.
Na pewno kiedyś powstanie o tym osobny post, ale dziś wersja inna, mniej opisywana, ale tak samo ciekawa i fascynująca.

Spacer zaczynamy w już wspomnianym, niewielkim rynku. Miejsce to, przynajmniej mnie, urzeka swoją zwyczajnością, w której schowany jest pierwiastek niezwykłości. Może to przez kolumnę ze świętym Szymonem, która wznosi się w centralnej części placu?
Święty Szymon z Lipnicy żył w XV w. i był bernardynem, który zasłynął chociażby z pomocy niesionej ofiarom epidemii cholery z 1482 roku. Niestety sam zachorował i po sześciu dniach cierpień umarł z oczyma utkwionymi w Krzyżu. Przed śmiercią zapragnął podobno, aby pochowano go pod progiem kościoła, aby wszyscy po nim deptali. Po śmierci odnotowano kilkaset uzdrowień za jego wstawiennictwem. W 1685 roku został beatyfikowany, zaś ponad 300 lat później, w 2007 roku, kanonizowano go.



Droga w stronę Tymowej (DW 966)




Po zejściu z rynku, oczom ukazuje się niewielki pomnik Władysława Łokietka - króla Polski, założyciela Lipnicy, a za nim wznosi się Sanktuarium św. Szymona. W tamtym właśnie miejscu kilkaset lat temu stał dom świętego, zaś dziś, w tym niewielkim kościółku z XVII wieku, mieszczą się jego relikwie.




Dalej wędrujemy wybrukowaną uliczką, którą zdobią z obu stron XIV-wieczny Kościół św. Andrzeja Apostoła i niezwykle urokliwe, drewniane domki z XVIII wieku.


Jeden z urokliwych domków w Lipnicy

Taka oto ozdoba przy jednej ze starych lipnickich chatek


Kilkaset metrów dalej wznosi się nieduży rozmiarem, lecz ogromny historią, kościółek cmentarny św. Leonarda. Ta drewniana budowla w 2003 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jej początki sięgają końca XV wieku, kiedy to została zbudowana w miejsce wcześniejszej świątyni z XII wieku.
Sam kościół i jego otoczenie sprawiają, że chce się wziąć głęboki wdech i napawać się widokami wokół. Na miejsce prowadzi ścieżka przez mały park, który kończy drewniany mostek na Uszwicy (tam jest wszystko tak niewielkie i urokliwe, że przepraszam za nadmierne zdrobnienia i powtórzenia, ale tak właśnie jest). Po wejściu do świątyni bocznym wejściem z dość niskim stropem, można na chwilę zapomnieć się, że mamy XXI wiek, a nie średniowiecze. Wnętrze wygląda jakby nie było tknięte od naprawdę wielu lat, a w powietrzu unosi się jakże przyjemny zapach starego drewna i długiej, nieco burzliwej, nieco spokojnej historii.

Na wyposażenie świątyni składają się m.in. kopia tryptyku św. Leonarda, barokowe obrazy, kopie tryptyków św. Mikołaja oraz Adoracji Dzieciątka Jezus (wszystkie z XV wieku).


Uszwica






Widok na ołtarz

Ambona z tryptykiem Adoracji Dzieciątka Jezus

Tryptyk św. Mikołaja


Tryptyk św. Leonarda na ołtarzu głównym



Lipnica Murowana więc nie samą palmą stoi. Mała wieś z jakże bogatą i piękną historią - prawdziwa perełka leżąca w samym sercu Małopolski. Gorąco zachęcam zobaczyć te wszystkie miejsca na żywo, by poczuć tę magiczną atmosferę i cofnąć się w czasie, choć na chwilę. 😉😉
Pozdrawiam i do zobaczenia niebawem! 😃

poniedziałek, 9 lipca 2018

Podróże #38: Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach

Witam!
Wakacje to czas odkrywania coraz to nowszych i bardziej zadziwiających miejsc. Ostatnio byłem w rezerwacie przyrody "Skamieniałe Miasto" w podtarnowskich Ciężkowicach. Przed samą wizytą moje nastawienie kierowało się bardziej w stronę pesymizmu niż optymizmu, ale dziś zapewniam, że to miejsce jest jak najbardziej na duży plus.
Rezerwat ten chroni zespół skał, które w wyniku działania wiatru, wody, czy słońca przybrały dziwaczne, a zarazem urzekające kształty.

Z powstaniem Skamieniałego Miasta wiąże się również legenda, o to jej treść:

Dawno, dawno temu na szczycie dzisiejszego wzgórza Skała wznosił się warowny zamek. U jego stóp rozciągało się tętniące życiem miasto Ciężkowice. W zamku mieszkał rycerz Cieszko, który wszystko to zbudował własnymi siłami i ciągle powiększał swój majątek. Z wieży twierdzy często ogarniał swoje włości. Ciągnęły się prawie nieprzerwanie - prawie - bo po drugiej stronie [rzeki] Białej znajdowała się przepiękna wieś Kąśna należąca do Rożena z Rożnowa. Mimo wielu nalegań Cieszki Rożen za żadne skarby nie chciał odsprzedać posiadłości. Z tego też powodu na twarzy władcy Ciężkowic często gościł smutek.
Pewnego razu, będąc na wieży, Cieszko zauważył na drodze od strony Kąśnej tuman kurzu. Po chwili na dziedziniec zamkowy wjechał na rumaku jeździec. Jakież było zdziwienie Cieszka, kiedy z konia zeskoczyła "rzadkiej urody dziewica" i zaczęła błagać go, aby skrył ją przed panem z Rożnowa, od którego właśnie uciekła. Cieszko, wierny polskiemu prawu gościnności, wzniósł prawicę i przyrzekł uroczyście, że za żadne skarby tego świata nie wyda jej sąsiadowi zza rzeki. Wtem na dziedziniec wpadł zakuty w stal Rożen i grożąc zniszczeniem miasta i śmiercią jego mieszkańców, zażądał wydania zbiega.
Cieszko jednak nie uląkł się groźby. Wtedy przebiegły Rożen obrał inną taktykę. Wiedząc, jak panu z Ciężkowic zależy na Kąśnej, zaproponował sędziwemu rycerzowi zamianę dziewicy na wieś. Na te słowa zaświeciły się oczy Cieszka, uderzył w prawicę Rożena z okrzykiem: "Zgoda!". Tak opisał to w 1861 roku Feliks Piasecki: 

"Zgoda!", gdy rycerz powtórzył z Rożnowa,
Dziewica z jękiem boleści skonała.
I naraz cisza nastała grobowa,
I dwóch rycerzy skamieniały ciała.
Bóg skarał srogo gwałt ten gościnności;
Bo gdzie się wznosił zamek okazały
I gród stał, dzisiaj olbrzymiej wielkości
W dziwacznych kształtach sterczą nagie skały.

Szlak przez rezerwat rozpoczyna się przy skale zwanej Grunwald. Jest ona największą w całym Skamieniałym Mieście. Na ścianie od strony drogi znajduje się wykuta tablica upamiętniająca 500-lecie bitwy pod Grunwaldem z 1910 roku. Dla miasta była to ważna uroczystość, ponieważ w tejże bitwie uczestniczyło sześciu mieszkańców walczących w chorągwi Zygmunta z Bobowej. Ciężkowiczanie postanowili uczcić rocznicę nadając skale nazwę "Grunwald" (wcześniej nazywała się "Piekło"). W 2010 roku obok skały postanowiono dwa ogromne drewniane mecze (nawiązanie do "Krzyżaków" Sienkiewicza).




Obok Grunwaldu znajduje się Bar pod Grunwaldem otoczony kilkoma straganami z ekologiczną żywnością (chleb na naturalnym zakwasie, łąckie jabłka, soki). Obok niego znajduje się wejście do rezerwatu, gdzie nas przywitał padalec! 😃 Pierwsze dwie skały za bramą to Warownia Dolna i Górna. Razem tworzą coś w rodzaju bramy, broniącej dostępu do dalszej części "miasta".











Za Warowniami wznoszą się skały z grupy Borsuka. Pierwszą z nich jest Orzeł zawdzięczający swoją nazwę charakterystycznemu kształtowi, w którym wyraźnie widać podniesioną dumnie głowę i rozpostarte skrzydła.


Kilkanaście metrów wyżej znajduje się Piekiełko. Skała posiada charakterystyczne czerwonordzawe zabarwienie będące wynikiem występowania związków żelaza. Według legendy jednak, kolor ma brać się od oparów siarki ulatniających się z ognia piekielnego, który pochłonął niegdysiejsze miasto.



Kolejną skałą jest Borsuk, zwana tak, gdyż jej szczyt przypomina borsuczą głowę. Legenda mówi, że jest to skąpy rycerz, który ukarany po śmierci, został zamieniony w skamieniałego borsuka.



Następnie ścieżka prowadzi przez niewielką polanę, na której końcu stoi kolejna skała - Piramida.



Dalej idąc niebieskim szlakiem mijamy Pustelnię, która według legendy jest zamienionym w skałę domkiem pustelnika, który upominał mieszkańców, by prowadzili uczciwe i pobożne życie. Obok Pustelni znajduje się wiata turystyczna, a za nią malowniczy widok na okolicę Ciężkowic.








Po mocnym podejściu do góry, oczom ukazuje się Baszta Paderewskiego. Wspomina ona wybitnego pianista i premiera RP - Ignacego Jana Paderewskiego, który w latach 1897-1903 był właścicielem majątku w pobliskiej Kąśnej Dolnej. Do dziś w tejże miejscowości stoi jego dom, który pełni obecnie funkcję muzeum.



Kolejne skały, które mijamy na szlaku, to Cyganka, Grzybek oraz Skałka z Krzyżem (wieńczy jej szczyt), z którego rozciąga się piękny widok na Ciężkowice.


Cyganka

Grzybek

Skałka z Krzyżem

Kolejna część trasy, to wąwóz prowadzący do ciężkowickiego wodospadu, który rozpoczyna się niewielką, drewnianą bramą. Po 10-15 minutach drogi, po przejściu kładki nad dopływem Ostruszanki ukazuje się Wąwóz Czarownic bezpośrednio prowadzący do wodospadu (w zimie lodospadu). Niestety, długotrwała susza nie pozwoliła zobaczyć spadającej wody z półek skalnych, ale i tak widok zapiera dech w piersiach.






Wąwóz Czarownic z wodospadem
Niezwykle urokliwe miejsce, szlak malowniczy, choć nieco wymagający, zwłaszcza przy mocnych podejściach pod górę, ale warto zobaczyć te wszystkie skały i przekonać się na własne oczy, jakim cudotwórcą jest natura.
Pozdrawiam i do zobaczenia! :)

środa, 27 czerwca 2018

Czerwcowe pola w zieleni, złocie i fiolecie

Witam!
Ostatnio ciężko znaleźć nam miejsce, w którym można odpocząć i oderwać się nieco od wszego harmidru, panującego bezlitośnie. Czasami naprawdę jestem wdzięczny losowi, że pomimo tego iż całe dnie przesiaduję w Krakowie, który mimo swego piękna, dusi wiecznymi korkami na drogach, smogiem i wszechobecnym hałasem, resztę czasu mogę spędzić na wsi, nieco spokojniejszej i bardziej przyjaznej dla duszy i ciała. Jednak ten przysłówek "nieco" trochę psuje tę wiejską sielankę, do której nas tak ochoczo przekonywał chociażby Kochanowski. W dzisiejszych czasach, w XXI wieku, nawet i wieś zaczyna ślepo dążyć, aby nazywano ją miasteczkiem, czy nawet małym miastem, bo to jest tak nowoczesne i na czasie.
Na szczęście jednak nie jest tak w każdym przypadku, przez co czasem i ja mam jeszcze taką możliwość, by dosłownie parę kroków od domu, mogę poobserwować ten jakże osobliwy wiejski krajobraz.
Czerwcowe pola są chyba najbardziej kolorowe i urzekające; złocące się od dojrzewającej pszenicy i jęczmienia, zielone od jeszcze niedojrzałych zbóż, fioletowe od połaci facelii, która nie bez powodu jest nazywana "przyjaciółką pszczół", szafirowe od delikatnych kęp bławatków i całego sklepienia nieba, które zamyka tę całą boską kompozycję, białe od rumianów, czerwone od pojedynczych, skromnych, lecz rzucających się w oczy maków, beżowe od drobnego pyłu pokrywającego polną drogę... W takich miejscach można znaleźć każdy kolor, o jakim tylko człowiek zapragnie, ale co najważniejsze, zostawić za sobą codzienne problemy, obowiązki, myśli skupione nie wiadomo na co i chwilę popatrzeć na tę przyjemną fuzję barw, dźwięków i zapachów.














Na koniec zostawiam Was z wyżej wspominanym Janem Kochanowskim. Wiersz, mimo że znany, to za każdym razem wprowadza w przyjemny nastrój. Ja go bardzo lubię.


PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE (PANNA XII)
Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?


Człowiek z tej pieczy uczciwie
Bez wszelakiej lichwy żywie,
Pobożne jego staranie
I bezpieczne nabywanie.


Inszy się ciągną przy dworze
Albo żeglują przez morze,
Gdzie człowieka wicher pędzi,
A śmierć bliżej niż na piędzi.


Najdziesz, kto w płat język dawa,
A radę na funt przedawa;
Krwią drudzy zysk oblewają,
Gardła na to odważają.·


Oracz pługiem zarznie w ziemię,
Stąd i siebie i swe plemię,
Stąd roczną czeladź i wszytek
Opatruje swój dobytek.


Jemu sady obradzają,
Jemu pszczoły miód dawają,
Nań przychodzi z owiec wełna
I zagroda jagniąt pełna;


On łąki, on pola kosi,
A do gumna wszytko nosi.
Skoro ten siew odprawiemy,
Komin w koło obsiędziemy;


Tam już pieśni rozmaite,
Tam będą gadki pokryte,
Tam trefne pląsy z ukłony,
Tam cenar, tam i goniony.


A gospodarz wziąwszy siatkę
Idzie mrokiem na usadkę,
Abo sidła stawia w lesie;
Jednak zawżdy co przyniesie.


W rzece na gęste więcierze
Czasem wędą ryby bierze;

A rozliczni ptacy wkoło
Ozywają się wesoło;


Stada igrają przy wodzie,
A sam pasterz siedząc w chłodzie
Gra w piszczałkę proste pieśni,
A faunowie skaczą leśni.


Za tym sprzętna gospodyni
O wieczerzy pilność czyni,
Mając doma ten dostatek,
Że się obejdzie bez jatek;


Ona sama bydło liczy,
Kiedy z pola idąc, ryczy,
Ona i spuszczać pomoże;
Męża wzmaga jako może.


A niedorośli wnukowie,
Chyląc się ku starszej głowie,
Wykną przestawać na male,
Wstyd i cnotę chować w cale.


Dzień tu; ale insze zorze
Zapadłyby znowu w morze,
Niżby mój głos wyrzekł wszytki
Wieśne wczasy i pożytki. 



Pozdrawiam i do zobaczenia!😀