sobota, 2 września 2017

Podróże #35: Sopockie Grodzisko i skrawek Bałtyku

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie!
Pojutrze zabrzmi pierwszy dzwonek, a w raz z nim powrót do szkolnej, wymagającej rzeczywistości. Nowe wyzwania, zadania, więcej materiału do przerobienia i nauczenia... druga klasa liceum na pewno będzie jedną z trudniejszych, jak nie najtrudniejszych na dotychczasowej drodze. Jeśli chodzi o blog, to będę się starał bywać tu często, choć sam wynik i poprawność tych słów będzie uzależniony od czasu, który mi zostanie, ale też chęci.
Ale jeszcze zostało mi 1,5 dnia, więc chciałbym dziś pokazać i nieco przedstawić dwa magiczne miejsca w Sopocie - Grodzisko, a także molo z bałtycką wodą i piaskiem wokół.

Z Gdańska, w którym mieliśmy nocleg (szczegóły - KLIK), do Sopotu można dostać się na wiele sposobów, jednak najpopularniejsze są dwa: pociąg SKM, którym do celu dotrzemy w jakieś 20 min. lub pieszo, co zajmie około trzy godziny.
My, aby nie tracić czasu, wybraliśmy tę pierwszą opcję, czyli Szybką Koleją Miejską do sopockiego centrum.

Zaraz po wyjściu z dworca naszym oczom ukazał się Kościół św. Jerzego z 1901 roku. Ta neogotycka świątynia służyła do użytku wiernych wyznania ewangelickiego do końca II wojny światowej, kiedy to 8 maja 1945 r. przekazano ją polubownie na potrzeby duszpasterstwa wojskowego Kościoła rzymskokatolickiego z przeznaczeniem na kościół garnizonowy i szkolny.


 Obok kościoła swój początek ma słynny "Monciak", czyli ulica Bohaterów Monte Cassino, prowadzący pod sopockie molo. Miliony osób rokrocznie przemierza tą siedemsetmetrową trasę, aby dotrzeć przed oblicze ukochanej, lecz czasem niespokojnej i groźnej potęgi - Bałtyku. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony ulicy rozciągają się długie pasy restauracji, kawiarni, kiosków i sklepików z pamiątkami.
Szczerze powiedziawszy, to nie lubię takich miejsc: przeludnionych i z ogromną ilością punktów gastronomicznych. Tak samo z zakopiańskimi Krupówkami, jak cieszy mnie każda wizyta w Zakopanem, tak Krupówek nie znoszę.



Gdzieś tak w połowie Monciaka odchodzi ulica Jana Jerzego Haffnera. I nie byłoby nic w niej ciekawego, gdyby nie to, co kryje na swoim końcu, a mianowicie Skansen Archeologiczny - Grodzisko. Po zakupie biletów w pawilonie obok, powędrowaliśmy kamienistą ścieżką na dość wysoki, jak na morskie wybrzeże, pagórek. Na jego szczycie przywitała nas drewniana brama, a za nią niewielkie grodzisko, czyli pozostałość po osadzie obronnej, czyli grodzie. Datowane jest ono na VIII-IX wiek, a więc na czasy wczesnopiastowskie. Nastroju skansenowi dodaje buczyna rosnąca wokół, a także panująca wszędzie cisza i spokój, które przerywały co jakiś czas beczenie kóz i miauczenie puszystego, ogromnego kota.





















W jednej z chatek wisiały na wieszakach stroje z tamtej epoki, a o ściany oparte były hełmy, miecze, tarcze. Jako że nie było nikogo, postanowiliśmy przebrać się za wojów Mieszka I i porobić sobie parę zdjęć. Efekt? Zobaczcie sami, dla mnie, ta chwila będzie niezapomniana.


18:00 minęła, grodzisko zamknięto, więc korzystając z pięknego popołudnia, ruszyliśmy w kierunku molo. Bilet za wejście dość drogi, bo 8 zł za osobę, ale opłaca się, widoki rekompensują każdą cenę. Sopockie molo jest najdłuższym w Polsce, mierzy bowiem ponad 510 m długości! Budowę ukończono w latach 30. XX wieku przed II wojną światową, a dziś jego patronem jest nasz ukochany papież - św. Jan Paweł II.

Skwer Kuracyjny przy wejściu na molo





Statek "Pirat"


Widoki z sopockiego molo


Po zejściu z molo, ruszyliśmy w kierunku plaży. Złoty piasek, kolorowe muszelki i bursztyn zakryte pod jego ziarenkami, a w końcu chłodne, niewielkie fale niesione przez polskie morze. Wzdłuż Bałtyku szliśmy dobry kilometr, podziwiając bitwę barw na niebie, ogromne piaszczyste budowle wzniesione obok, smukłą latarnię otoczoną przez miejską zieleń, potęgę Bałtyku, rybackie łodzie cicho stojące na granicy morza i lądu, a także wyrzucone na brzeg chełbie siejące postrach wśród małych plażowiczów, ale też ich rodziców, choć niesłusznie, bo bałtyckie meduzy nie zrobią krzywdy!
Cudny czas...











Sopocka latarnia morska

Nasze polskie wybrzeże jest przepiękne, wystarczy tylko spojrzeć na nie dobrym okiem. Kolejne relacje już wkrótce...

Na sam koniec chciałbym bardzo Was zaprosić do obserwowania bloga i mnie na social media, gdzie jestem dostępny częściej:


Pozdrawiam i do następnego razu! 😌

sobota, 26 sierpnia 2017

Podróże #34: Gdańska Starówka i Westerplatte

Witam!
Tak jak niedawno mówiłem, w nadchodzących dniach, tygodniach będą kolejne części "Podróży". Dzisiaj zapraszam Was na różnorodny, kolorowy, ale też sentymentalny spacer po gdańskiej Starówce oraz na jeden z ważniejszych symboli niezłomności Polaków, czyli Westerplatte. Kilka dni temu, gdy będąc na wakacjach, razem ze starszym bratem, przeszedłem te wszystkie ścieżki i porobiłem te wszystkie zdjęcia, byłem pod ogromnym wrażeniem. Liczę więc, że Wam się również spodoba.
UWAGA: przez cały pobyt w Gdańsku chodziliśmy tymi ścieżkami dziesiątki razy, a na bloga wybrałem moje ulubione, więc proszę, nie zdziwcie się jak na jednym zdjęciu będzie wstawać dzień, a na drugim już się kończył 😄



Wycieczkę po starówce rozpoczęliśmy przejściem przez najbardziej reprezentacyjne ulice Gdańska: ulicę Długą i ulicę Długi Targ, które razem tworzą Drogę Królewską. Z jednej strony wieńczy ją Brama Złota, z drugiej zaś Brama Zielona. Cały trakt zachwyca licznymi kolorowymi kamieniczkami, przyjazną i miłą atmosferą, a także niewielkim, lecz przytulnym ryneczkiem, na którym górują XV-wieczny gotycko-renesansowy ratusz, XVII-wieczna fontanna Neptuna oraz wznoszący się za nim Dwór Artusa, który niegdyś stanowił ośrodek życia towarzyskiego, a obecnie mieści się tam siedziba Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

Brama Złota

Gdański ratusz z widoczną fontanną Neptuna nocą



Fontanna Neptuna z widocznym w tyle dworem Artusa



Malownicze kamieniczki gdańskiej starówki



Za Bramą Zieloną drogę przecina szeroka wstęga Motławy, nad którą wznosi się Zielony Most. Po jego przejściu wchodzimy na Wyspę Spichrzów, na której niegdyś (jak sama nazwa mówi) stały ogromne spichlerze, których w najświetniejszych latach było ponad 340! Ciekawą rzeczą są również nazwy ulic nawiązujące do wcześniejszego przeznaczenia gdańskiej wysepki, m.in. ulica Pszenna, Żytnia, czy Chmielna.
Główną ulicą na wyspie jest Stągiewna, która dzisiaj biegnie pomiędzy młodymi, ale urokliwymi kamienicami. Na samym jej początku z lewej strony wznosi się duży diabelski młyn, stanowiący dużą atrakcję, a zwłaszcza nocą, gdy cały jarzy się jasnym, bladym światłem.

Brama Zielona

Widoki z Zielonego Mostu

ulica Stągiewna

Widok na diabelski młyn



Po przejściu ulicą Stągiewną, wróciliśmy pod Bramę Zieloną i skręciliśmy w prawo na Długie Pobrzeże, nad którą wznosi się słynny Żuraw Gdański z 1444 roku, czy gotycka Brama Mariacka, przyozdobiona gdańskimi herbami. Obok niej, na niewielkim trawiastym placyku, stoją cztery baby pruskie, pochodzące z terenów zamieszkiwanych w okresie wczesnośredniowiecznym przez ludność kultury staropruskiej. Mimo iż posągi  na początku XV w. były wzmiankowane jako "heiligen Stein", czyli "święty kamień", to ich pochodzenie oraz funkcja dalej są owiane tajemnicą.
Z drugiej strony ulicy, na tafli Motławy cumowały statki turystyczne, kursujące na Westerplatte, a także na Hel, ale o tym w następnych postach.





Brama Mariacka od strony Motławy

Brama Mariacka od strony ulicy Mariackiej

Baby pruskie




Po drugiej stronie Motławy, równolegle do Długiego Pobrzeża biegła niewielka ścieżka, z której można było podziwiać w oddali Żuraw i wodne bramy nad rzeką. Gdzieniegdzie przy brzegu wędkarze łowili ryby. Jednego z nich podpytałem jakie ryby najchętniej biorą na Motławie. Starszy mężczyzna, słabym i niskim głosem odpowiedział mi, że przeważnie leszcze, płotki i ukleje.





Po pokonaniu Długiego Pobrzeża, Rybackiego Pobrzeża i ulicy Wartkiej dotarliśmy na malowniczą kładkę nad Motławą, z której podziwialiśmy całe pobrzeże, Targ Rybny, gotycką basztę Łabędź, a także ogromny gmach Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina.


Baszta Łabędź

Filharmonia Bałtycka





Wracając do Bramy Złotej, wędrowaliśmy ulicami Tokarską, Szeroką, Bosmańską, Mydlarską, ozdobionymi straganami Jarmarku św. Dominika. Tradycja "jarmarkowania" w sierpniowe dni liczy sobie ponad 750 lat i do dziś pozostaje jedną z największych imprez tego typu w Europie.
Stragany rozłożone były niemal w każdym zaułku gdańskiej starówki - zachwycały one różnorodnością produktów i przedmiotów do kupienia, ale także tym ogromnym kawałem czasu jakie sobie liczą.
Jarmarkowi towarzyszyły liczne koncerty, np. na placu przed Wieżą Więzienną, o której już za moment.

Jarmark na Zielonym Moście


Stragany na Szerokiej


Tylna część "Żurawia" od ulicy Bosmańskiej

Dotarliśmy na ulicę Mariacką, przy której mieści się ogromna Bazylika Mariacka Wniebowzięcia NMP. Zarówno w środku, jak i na zewnątrz robi ogromne wrażenie - monumentalny budynek z wysoką wieżą: prostą w swym kształcie oraz ozdobie, ale jak imponującą. Wewnątrz dookoła biła anielska biel ścian oraz dość skromny wystrój, jak na tak ważną świątynię. Wydaje mi się, że właśnie ta wszechobecna surowość powodowała, iż to miejsce ma w sobie czar i bliżej niż gdzie indziej czuć Opatrzność Boską.







Nasze okrążenie kończyliśmy przejściem ulicą Piwną i Tkacką skąd dotarliśmy pod Bramę Złotą. Przy zbiegu tych dwóch ulic wznosi się majestatyczny gmach Wielkiej Zbrojowni. Jego budowa była wynikiem przygotowań gdańszczan z początku XVII w. przed najazdem Szwedów i pełniła funkcję dużego arsenału. Dzisiaj ma tam swoją siedzibę chociażby Akademia Sztuk Pięknych.


Zaraz za Bramą Złotą stoi XIV-wieczna Wieża Więzienna. Powstała ona jako element średniowiecznego obwarowania Starego Miasta w Gdańsku. Dzisiaj działa tam bardzo ciekawe Muzeum Bursztynu.




Ostatnim miejscem godnym uwagi na gdańskiej starówce jest Dworzec Główny, który oprócz funkcji jaką pełnią miejskie dworce, stanowi również ciekawy element centrum Gdańska ze względu na swoją interesującą i pięknie wyglądającą architekturę.
Dworzec dzieli się na autobusowy i kolejowy. Autobusami można stamtąd dostać się do m.in. Łodzi, Krakowa, czy na Ukrainę, zaś koleją można udać się do Gdyni, Sopotu, Redy, Jastarni, Helu, Malborka i wielu innych polskich miast.





Po spacerze gdańskim Starym Miastem, ruszyliśmy na Westerplatte. Droga prowadziła nas tam bardzo ciekawa: przez stare torowiska, dzikie i zielone tereny nieopodal zakładów chemicznych oraz rondo na autostradzie. Mimo iż trasą nie jechał ani jeden pojazd (2 km od centrum, idąc około pół godziny), ciągle nas atakowały bąki i inne owady, to mieliśmy okazję poznać to drugie oblicze stolicy Pomorza - ciche i spokojne.



Widoki z mostu - kolejne, nieco większe torowisko


Po dwóch godzinach maszerowania dotarliśmy pod Westerplatte. Pod sam pomnik mieliśmy jeszcze kawałek, a do wyboru dwie drogi - asfaltowa przez las albo dróżka biegnąca wzdłuż morza. Bez chwili namysłu ruszyliśmy w tą drugą. Po chwili naszym oczom ukazała się potęga - wody Morza Bałtyckiego. Po raz drugi w swoim życiu miałem przyjemność zobaczyć nasze wspaniałe morze - jeden jedyny raz wcześniej widziałem je siedem lat temu, gdy byłem na zielonej szkole w Kołobrzegu.
Chwila ta na długo zostanie w mojej pamięci: dróżka wiodła wzdłuż kamiennego falochronu, o który bez chwili wytchnienia Bałtyk rozbijał swe niewielkie, błękitne fale. Z prawej strony, nieco w oddali skromnie prezentował się nieduży skrawek bałtyckiej plaży, dający miejsce wypoczynku kilkunastu osobom. Z lewej zaś, w kierunku pomnika na Westerplatte, trawa z piaskiem walczyła o przewodzenie na dużej polanie, zaś za nią, niczym granica, las liściasty z krzewami rokitnika oddzielał morze od kończącej swój bieg Martwej Wisły.







Idąc do celu minęliśmy wiele budowli przypominających o obronie Westerplatte w 1939 r.: Wieżę 25. Baterii Artylerii Stałej na którą udało nam się wejść, placówkę "Fort", kilka magazynów amunicyjnych, Cmentarzyk Obrońców Westerplatte oraz robiące piorunujące wrażenie koszary.

Wieża 25. Baterii Artylerii Stałej


Jeden z magazynów amunicyjnych

Placówka "Fort"

Cmentarzyk


Koszary


Wnętrze koszar





W końcu naszym oczom ukazał się dwudziestopięciometrowy Pomnik Obrońców Wybrzeża, czyli główny punkt Westerplatte. Odsłonięto go w 1966 roku na cześć Polaków, którzy zaciekle i wielce bronili Gdańska przed niemiecką napaścią we wrześniu 1939 r. Jak wyczytałem, jego kształt przypomina wyszczerbiony bagnet wbity w ziemię.
Pomnik stoi na podwyższeniu przypominającym kopiec. Na szczyt można dojść schodkami biegnącymi dookoła górki lub ziemną, stromą ścieżką obok wejścia na przedzie.
Będąc u góry warto przypatrzyć się olbrzymiemu napisowi stojącemu na placu obok monumentu - "Nigdy więcej wojny". Widząc go, przez moje ciało przeszły ciarki, ale też głęboka myśl, czy kiedykolwiek te trzy, jak banalne i trudne do spełnienia zarazem słowa miały swoje dobre dni? Dlaczego od początku istnienia ludzkości bezustannie jakiś rejon świata jest dotknięty wojną i bratobójstwem?
Dodatkowo, tknięty tablicą z wyrytym cytatem słów papieża Jana Pawła II z wizyty w czerwcu 1987 roku, pomyślałem o innej stronie Westerplatte. "Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu, jakieś swoje Westerplatte..." - to wskazanie i prośba o walkę o siebie, o swoje marzenia, plany, cele oraz ich obrona przed przeciwnościami losu. Jak to jest dzisiaj ważne!

Niezwykle wielkie miejsce, dla oczu, ale też dla myśli.






Wracając z pomnika na przystanek autobusowy, zatrzymaliśmy się przy starym, blaszanym wozie, gdzie niezwykle wesoły pan sprzedawał grochówkę oraz kiełbasę. Reklamował się bez żadnych zastrzeżeń, śmiałem się z bratem, że jakby trafił do telewizji, to na pewno zrobiłby wielką karierę. Potrafił przekonać każdego do dodatkowej miski grochówki, czy kolejnej kiełbaski. Obok wozu stało kilka drewnianych stołów z ławkami i gdy tylko widział, że ktoś kończy jeść swoją porcję, zaczął zagadywać, czy smakowało, a później w niezwykle autentyczny sposób namawiał na dalszą ucztę tekstami typu "po grochóweczce najlepsza kiełbasa w okolicy, no musicie po prostu spróbować i bez żadnego ale!". 😅😅😅







I tak o to pierwsza część moich wakacji trafia na Wasze pulpity, przed Wasze oczy. Niebawem kolejne wyprawy i piękne miejsca, które nad Bałtykiem trzeba koniecznie zobaczyć!

Na sam koniec chciałbym bardzo Was zaprosić do obserwowania bloga i mnie na social media, gdzie jestem dostępny częściej:


Pozdrawiam i do następnego razu! 😌