poniedziałek, 24 czerwca 2019

Kraina lat dziecięcych

Witam!
Ostatni tegoroczny czerwcowy poniedziałek płynie pod jasnoniebieskim sklepieniem i delikatną tarczą słoneczną. Przeraża nieco fakt, że znów nadciąga w nasze rejony afrykańskie powietrze, ale jak zima pokazuje swą potęgę pod postacią śnieżyc i dużych mrozów, tak lato też gorsze chce nie być i charakter swój pragnie także pokazać - ważne, aby pić dużo wody i nie eksponować się zbytnio na pełne słońce, a i takie ciężkie dni nie będą nam straszne.

Kilka dni temu nasza wieś gościła całą parafię na procesji Bożego Ciała - było to wielkie dla naszej malutkiej społeczności wydarzenie. Pisałem o tej pięknej uroczystości w ostatnim poście, który przyjęliście bardzo miło, a jego zasięgi przekroczyły dość duże granice mojej wyobraźni, za co po raz kolejny bardzo dziękuję.
Teraz, gdy już te emocje nieco ucichły, zapraszam Was serdecznie w podróż do mojej krainy lat dziecięcych... Nie bez powodu nawiązuję tu do słów z Epilogu w Panu Tadeuszu Mickiewicza, ponieważ jak dla niego, tak i dla mnie miejsce z którego pochodzę, w którym żyję, którego jestem drobną cząstką, jest dla mnie synonimem nieskończonego piękna, sielanki i najsłodszej miłości, bo do małej ojczyzny.
Wiele zdjęć będzie Wam pewnie znajomych, ale niech to będzie również post pięknie podsumowujący nasze małe wcześniejsze spacery po mojej krainie...


Aby przybliżyć Wam nieco historię Cichawy, zacytuję część opracowania historyczno-heraldycznego Włodzimierza Chorązkiego, którego jeden egzemplarz trzymam od lat kilku na jednej z półek mojej biblioteczki:

CICHAWA - ok. 680 mieszkańców. (Cychaua - 1375, Czychawa - 1470-80, 1529, Czichawa - 1530, 1581, 1629, Cichawa - 1680). Wieś położona w północnej części gminy [Gdów], na skraju Wysoczyzny Wielicko-Gdowskiej.
Cichawa powstała we wczesnym średniowieczu, ale pierwsza źródłowa wzmianka pochodzi z falsyfikatu, w którym wzmiankowano ją przed rokiem 1310. Wieś od początku istnienia należała do parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Niegowici i w całości należała do dóbr rycerskich. W latach 1375-1400 wzmiankowani są w źródłach właściciele: Jakusz i jego syn Zygmunt z Paczółtowic herbu Topór. Od roku 1400 w Cichawie pojawiają się przedstawiciele herbu Półkozic. Będą tu obecni ponad 230 lat. W latach 1400-1457 wzmiankowani są Mikołaj Marszowski oraz jego dzieci: Piotr i Jan zwany Chamiec oraz córka Katarzyna. 
Jan Długosz w "Liber Beneficiorium" (1470-1480) wspomina tę wieś w parafii Niegowić, ale nic nie pisze o stosunkach własnościowych i właścicielach. Niewykluczone, że na początku XVI wieku wieś należała już do Adama Niewiarowskiego, a następnie do jego syna. W roku 1552 dochodzi do podziału majątku po seniorze Adamie, przy jego synu zostaje wieś Cichawa. Po jego śmierci dziedzictwo obejmuje jego żona.
Rejestr poborowy z 1581 roku podaje, że wieś należy do Jędrzeja Kmity herbu Szreniawa. We wsi było 9 łanów kmiecych, 3 zagrody z rolą, 2 komorników bez bydła, 1 rzemieślnik oraz 1 karczma na jedną czwartą łana. W roku 1595 właścicielem dóbr był Stanisław Niewiarowski herbu Półkozic. Rejestr poborowy odbył się również w latach 1629 oraz 1680, kiedy to wieś należała do Antoniego Zygmunta Trembeckiego i żony. We wsi w tym czasie było osiem i pół łana kmiecego, młyn z kołem dorocznym, 3 zagrody z rolami, 2 komorników bez bydła i 2 rzemieślników.
W końcu XVII wieku Cichawa znalazła się w posiadaniu rodziny Żeleńskich herbu Ciołek. Pozostawała ich własnością do II wojny światowej.

Taka to historia mojej wsi do II wojny światowej... Ja jednak chciałbym Wam pokazać oraz przedstawić kilka miejsc, bez których Cichawa byłaby niekompletną i mniej ciekawą - ślady historii, pięknej historii, wszechmocnej natury i jej wyjątkowych darów, a to wszystko uzupełnione legendą o cichawskim kościółku, który ponoć dawno, dawno temu się tu wznosił.

Pierwszym urokliwym, lecz niestety zapomnianym i zaniedbanym miejscem jest dwór z 1935 roku oraz park z przełomu XIX i XX wieku.
Od zawsze pamiętam, jak z wielkim sentymentem moja mama wspominała o tymże miejscu, jak pięknie wracała do tych chwil, kiedy tamte tereny przeżywały swoją młodość oraz największą świetność. Majestatyczny, nienagannie wyglądający cichawski dwór do którego prowadziły ścieżki ocienione wielkimi lipami, dębami, a obok wspaniały park pełen zieleni, drzew, krzewów, którego centralną część stanowił mały staw - latem był wspaniałym kąpieliskiem, zimą - lodowiskiem. Miejsce to ściągało całą wieś, od pierwszej do ostatniej uliczki, wszyscy się tam cieszyli życiem, radowali i podziwiali piękno przyrody. Dzisiaj niestety już tak nie jest - dwór wraz z parkiem przeszedł w prywatne ręce, wszystko odgrodzono od reszty wsi, i tak z roku na rok można było obserwować powolny, ale nieodwracalny upadek owej świetności.
Zawsze mi smutno, gdy mijam to miejsce, bo wiem jaki miało ono potencjał i jaką miłą miał historię... Jednak z takim faktem rzeczy należy się pogodzić, a może kiedyś czas renesansu dotrze również tam i naprawi przeszłe błędy...

Ścieżka prowadząca do dworu

Ścieżka niegdyś prowadząca wokół stawu

Kiedyś ponoć w tym stawie i pobliskiej rzeczce było mnóstwo raków!


Widok na wieś i rzadkie już niestety krówki

Kolejnym punktem na mapie mojej wsi jest pomnik świętego Floriana stojący na grzbiecie dolinki od południowej strony, do którego z wyasfaltowanej dróżki prowadzi mała ścieżka, którą opiekują się smukłe lipowe drzewa. Z miejscem tym wiąże się pewna legenda...
Dawno, dawno temu nad Cichawą górował drewniany kościółek, który zawsze wypełniony był wiernymi i zawsze płynęły z niego czyste jak kryształ dźwięki religijnych pieśni. Pewnego razu, podczas jednego z niedzielnych nabożeństw powstała w ziemi ogromna szczelina, kościółek nagle zaczął się zapadać pod ziemię, wraz z mieszkańcami wsi, którzy nie zdołali się uratować, ponieważ tak szybko i niespodziewanie się owa rzecz zadziała. Po dziś dzień, podziwiając pomnik św. Floriana stojący na miejscu starego kościoła, można usłyszeć, jak z głębi ziemi wierni wyśpiewują  najpiękniejsze pieśni...
Sam mimo wielu prób i starań jednak nigdy owych pięknych dźwięków nie usłyszałem, ale kiedyś może słowa legendy się potwierdzą...
Pomnik postawiono na przełomie XVIII i XIX wieku, a jego fundatorką była właścicielka Cichawy i Dąbrowicy.







W innej części Cichawy stoi budynek starej szkoły, w której już od ponad 10 lat dzwonek niestety nie dzwoni... Ja miałem ogromne szczęście, że byłem przedostatnim rocznikiem, który mógł uczyć się za murami tej placówki pod ogromną, wiekową lipą. Przez trzy lata mogłem stać się małą częścią bogatej historii tejże szkoły - mogłem przetańczyć tam swój pierwszy bal karnawałowy, mogłem poznać pierwsze słowa po angielsku, mogłem po raz pierwszy zagrać na małym boisku w piłkę... te wspomnienia zostaną ze mną na zawsze, mimo że miałem wtedy sześć, siedem wiosen. Ostatnio, gdy miałem przyjemność wejść ponownie do tej wiejskiej szkółki z urokliwą biblioteką na drugim piętrze, zakręciła się łezka w oku...
W latach 1948-1949 w cichawskiej szkole religii uczył ksiądz Karol Wojtyła, który potem, jak dobrze wiecie, został papieżem - Janem Pawłem II, jednym z najważniejszych Polaków w dziejach naszej historii. Niegowicka parafia bowiem pod którą należy moja wieś, właśnie w tych latach gościła młodego Wojtyłę jako wikariusza - była to jego pierwsza parafia po święceniach kapłańskich w listopadzie 1946 roku. Rok temu odsłonięto nawet pamiątkową tablicę wmurowaną w ścianę budynku szkoły upamiętniającą to ważne wydarzenie...



W północnej części Cichawy, na środku jednego z pszenicznych pól, w cieniu kolejnej olbrzymiej lipy, wybudowano cmentarz wojenny, cmentarz wojenny nr 333 z okresu I wojny światowej.
Jest to niewielka nekropolia o powierzchni 2 arów, na planie kwadratu o boku 14 metrów.  Pomnikiem centralnym jest stojący na postumencie, przy ogrodzeniu od strony północno-wschodniej, krzyż. Poniżej niego znajduje się współczesna tablica z następującym tekstem:

CMENTARZ WOJENNY CICHAWA
1914-1915
KRIEGERFRIEDHOF CICHAWA
– WY, COŚCIE PADLI ZA OJCZYZNĘ W BOJU
WRÓG CZY PRZYJACIEL – DOKONAWSZY CZYNU
ŚPIJCIE ZŁĄCZENI W TEJ ZIEMI POKOJU -

Pochowano na nim 8 żołnierzy austriacko-węgierskich z 55 pułku piechoty oraz 13 i 14 batalionów strzelców polowych. Spoczywa tutaj także 44 żołnierzy rosyjskich. Polegli oni w dniach 6, 10 oraz 13 grudnia 1914 roku (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_wojenny_nr_333_%E2%80%93_Cichawa).
O tym cmentarzu kilka razy wspominałem Wam na blogu, na przykład przy okazji obchodów stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Piękne miejsce, ze smutną, lecz wielką historią...

Cmentarz cholerny jesienią...


...i zimą






Mówiąc o Cichawie, opowiadając o niej wspaniałe historie, chwaląc ją, nie sposób zapomnieć o wyjątkowych darach Matki Natury, które czynią wieś symbolem sielanki i beztroski. Niewielki las - Podskale, większy cichawski las pełen podgrzybków i zwierzyny, a także ogromne pasy pszenicy, kukurydzy, owsa i jęczmienia poprzecinane niewielkimi piaszczystymi dróżkami i ozdobione kwieciem szkarłatnego maku, szafirowego chabra, śnieżnobiałego rumianka i purpurowej wyki czynią moją wieś najpiękniejszą idyllą jaką można sobie tylko wyobrazić. Nie bez powodu właśnie na cichawskich łąkach i polach po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat zaobserwowano na ziemiach polskich dropia, ale też inne bardzo rzadko spotykane ptaki jak śniegule, siewki złote, kobczyki, czy górniczki...
Tam gdzie króluje łąka, pole, najpiękniejsze dźwięki wznoszą delikatny szmer kłosów pszenicy i innego zboża, słodkie trele słowików, skowronków, wilg, czy przyjemny szelest lip, dębów, grabów w okolicznych lasach i zagajnikach... tam pełnię władzy ma natura i to jest najwspanialsze.

Las cichawski





Łąki, pola...







Wiosenne Podskale...


Staw widziany ze ścieżki na Podskalu

Zimowe Podskale...

Dziękuję, że razem ze mną odbyliście ten wyjątkowy wirtualny spacer... Pozdrawiam Was letnio, słonecznie i do zobaczenia!

czwartek, 20 czerwca 2019

Jeden taki moment na całe dziewięć lat...

Witam!
Jak pewnie pamiętacie z ostatniego posta, wspominałem że tegoroczna procesja Bożego Ciała wędrować będzie ścieżkami mojej wsi. Tak duże wydarzenie oraz przedsięwzięcie ma miejsce raz na dziewięć lat, ponieważ tyle to właśnie miejscowości buduje parafialną całość. W całej historii tych czerwcowych procesji, nasza wieś gospodarzyła po raz trzeci, gdyż sama tradycja owych procesji po wsiach jest stosunkowo młodą, a wcześniej odbywały się one wyłącznie nieopodal naszego niegowickiego kościoła.

Tym razem szlak przebiegał między innymi główną drogą zaraz obok mojego domu, dlatego zarówno dla mnie, jak i dla sąsiadów - bliższych i tych dalszych, było to szczególne święto, szczególny dzień, dlatego też chciałbym się z Wami podzielić krótką relacją z przygotowań do Bożego Ciała, a także z samego dzisiejszej wspaniałej uroczystości.


Moje przygotowania zaczęły się już w poniedziałek, kiedy to wymalowałem 120-letnią kapliczkę postawioną przez mojego prapradziadka Wawrzyńca, o czym pisałem już we wcześniejszym poście. Przed samym świętem Bożego Ciała przyodziana została makiem, chabrem, różą, dzięki czemu jeszcze bardziej nabrała charakteru piastunki wsi i jej długiej historii.


Na dobre w fazę przygotowawczą weszliśmy wtorkowego poranka. Część wsi, której mam wielką przyjemność być cząstką już prawie 19 lat, miała naturalnie przypisany teren przy dworze, który dawno, dawno temu mógł być śmiało nazywany synonimem arkadii, beztroski, nieograniczonej radości, dziś pozostaje tylko miejscem do wspomnień dla starszych pokoleń, a dla mojego pokolenia może co najwyżej synonimem upadku dzięki właścicielom niestety... Na takie i inne dygresje pozwolę sobie jednak następnym razem, gdy nastroje po Bożym Ciele opadną, a Was, drodzy czytelnicy, zabiorę na spacer po mojej małej ojczyźnie...
Wracając do przygotowań, we wtorek czyściliśmy szeroki wjazd pokryty asfaltem, grabiliśmy zbutwiałe dębowe liście, wyrywaliśmy chwasty i chwaściki, a także zdrapywaliśmy z szarości drogi grube pokłady mchu oraz ściółki, która się utworzyła.
Po południu otworzono bramę prowadzącą pod nasz dwór i dzięki temu po raz drugi w swoim życiu (po raz pierwszy ten "wyczyn" udał mi się z 12 lat temu) mogłem spojrzeć na dworski park i okoliczny staw z innej perspektywy niż tej spoza bram i krat.



Jeśli dobrze się przyjrzycie, to ta właśnie ścieżka prowadzi pod dwór

Niegdyś ta ścieżka prowadziła wokół stawu w kierunku lasu

Staw, który kilka pokoleń wstecz był arkadyjskim kąpieliskiem, a zimą lodowiskiem...

...dziś nieco zapomniany i zapuszczony


Po drugiej stronie drogi mieliśmy wsparcie od muczących krówek

Środowe popołudnie upłynęło pod znakiem tworzenia i zdobienia ołtarza na wcześniej wysprzątanym terenie. Owy ołtarz na dzisiejszej procesji był pierwszym przystankiem po zakończeniu Mszy Świętej - dominowały na nim biel i żółć, pionowa ściana przyzdobiona była banerem, a podesty ubrano dywanami na których stał stół ze śnieżnobiałym obrusem oraz pięknymi żywymi kwiatami. Pod sam koniec przywieziono nam brzozowe gałęzie; większymi dostrajaliśmy ołtarz, mniejsze gałązki zaś wierni zabierali do swoich domów, co według tradycji ma przynosić szczęście oraz urodzaj.



Każdego wieczoru razem z sąsiadami, robiliśmy krótkie spacery po wsi, by zobaczyć, jak tworzą się pozostałe ołtarze oraz scena, na której odbyła się Msza Święta.

Podczas zakładania płyty na ramę naszego ołtarza

Pierwsze prace przy budowie głównej sceny

Prace przy ostatnim ołtarzu

Po trzech dniach przygotowań nadszedł w końcu wielki dzień - jedyny taki na dziewięć lat - uroczystość Bożego Ciała, którego gospodarzem była nasza wieś. Dla nas to święto, prócz uwielbienia Jezusa i Eucharystii, stanowiło na pewno sentymentalną podróż przez ostatnie właśnie dziewięć lat naszej wiejskiej historii, ale także stanowiło wielką nagrodę i poczucie satysfakcji, że nasze ręce przyczyniły się do stworzenia tak pięknej, sielankowej procesji nad którą czuwały szmery wielkich lip spod pomniku świętego Floriana, delikatne chlupanie stawu przy dworze, a także radosny łopot kłosów pszenicznych, szkarłatnych kwiatów maku, szafirowych chabrów, biało-żółtych rumianków i innych darów naszej ziemi. Piękny moment, wspaniałe wydarzenie, które zapadnie w pamięci na długie lata...

Krótko przed rozpoczęciem Mszy Świętej

"Nasz" ołtarz



Strażacy ze sztandarami, dzieci pierwszokomunijne, panie w ludowych strojach z feretronami...




Taka to właśnie była nasza krótka, lecz intensywna przygoda... pełna radości, odkrywania nieznanego, nienamacalnego na co dzień, rozmów, planów, pomysłów, ale też wielu niełatwych zadań, cięższych myśli oraz ważnych decyzji. Nie mógłbym nie uczestniczyć w owych przygotowaniach, chęć ofiarowania swojej pomocy była małym kawałeczkiem lokalnego patriotyzmu, którego tak teraz potrzeba, zwłaszcza w tych czasach, w XXI wieku, kiedy to świat wirtualny może zamazać nam te obrazy i przyczynić się do zapomnienia o tym, co tak naprawdę ważne.

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach. Do zobaczenia! :)