22:03

Dzień za dniem

Nieświadomość

krążysz po ciemnych zaułkach
nieświadomie kółka kreśląc
niczym w szkolnym notesie
na lekcjach-kołysankach
pseudopijany amok
odwagą nie skąpi
efektem samotny spacer 
ku większej ciemności 

amok kiedyś zniknie
znikną i dusze
wtedy już nie spytasz nikogo
o właściwą drogę

Listopadowa mgła w odwrocie...

Witam!
Blogosfera ostatnio mało o mnie słyszy, a blog, mimo małego, lecz jakże satysfakcjonującego remontu, zaczął już przyjmować pierwsze solidne kępy wirtualnego kurzu. Życie przy stale wytaczającej kolejne działa pandemii jest dość specyficzne i do tego raczej nikogo nie muszę przekonywać, jednakże owa specyficzność nie równa się mniejszej intensywności jaką tworzy tu i ówdzie codzienność, a wręcz przeciwnie. 
 
Zamknięcie szkół i uczelni w moim przypadku nie spowodowało jakiegoś olbrzymiego przewrotu, bowiem i tak dwa razy w tygodniu jeżdżę na pierwszą pomoc oraz tzw. labnuki. Na labnukach uczymy się zbierać wywiad od pacjenta, a także przeprowadzać krok po kroku badanie fizykalne, co czyni ten przedmiot najbardziej praktycznym i najciekawszym na przestrzeni trzech początkowych semestrów na medycynie. Największym plusem labnuków jest jednak fakt, że z ich nadejściem w końcu nadeszła ta wiekopomna chwila, w której zakupiłem swój pierwszy stetoskop internistyczny. Pierwszy raz na szyję zawiesiłem go nieco ponad tydzień temu i muszę przyznać, że tej pozornie błahej czynności towarzyszyły przeróżne pozytywne emocje. Taki moment jak ten jest kolejnym kamyczkiem milowym, w którym sobie myślisz: "krok po kroku do celu"...


Chwilę trzeba było uwiecznić ;)

Mimo wszystko i tak większość tygodnia zamyka się przed laptopem, który na czasy pandemii zgromadził niemalże wszystkie katedry i zajęcia w jednym miejscu. Zajęcia zdalne nie są taką idyllą o jakiej pewnie niektórzy sobie myślą, w takiej sytuacji łatwo dać się złapać w sidła monotonii z których potem ciężko się wydostać. Korzystając więc z wolnych chwil jakie mi dany dzień podaruje, staram się zmieniać swoje mikrośrodowisko, a myśli kierować na inne czynności. W listopadowym ogrodzie, który ostatnio nie ma nic wspólnego z jedenastym miesiącem roku, chwytam to, co ulotne i nieuchwytne, miło tak przypatrywać się chwilkom...

Uwielbiam takie wzorcowe pajęczynki


Ta mgła zapewniła niesamowite widowisko

W kuchni też czasami bywam; tam ostatnio niepodzielnie króluje dyniowo-cukiniowe curry, wspaniale rozgrzewające, idealne na jesienne, chłodne wieczory. Prócz gotowania curry, na jedenastego listopada po raz pierwszy udało mi się upiec świętomarcińskie rogale pełne białego maku ze Starego Kleparza, orzechów i innych bakalii... Nieskromnie powiem, że lepszych do tej pory nie jadłem. 😄
 
Przepis na curry: Na łyżce oliwy podsmażam chwilkę cebulę, ząbek czosnku, pokrojone w kostkę dynię oraz cukinię (ilość i proporcje dowolne). Zalewam całość puszką krojonych pomidorów i małą puszką mleczka kokosowego, przyprawiam curry oraz ulubionymi przyprawami. Duszę około 25-30 minut. 5 minut przed końcem gotowania dodaję ciecierzycę lub soczewicę oraz szpinak.

Przepis na rogale: TUTAJ

Talerz pełen smaku i aromatów...

Rogale przygotowywałem dwa dni, ale było warto!




Duma mnie rozpierała, wyszły cudnie! ;)
 
Dawno nie odwiedzałem Waszych blogów, być może niebawem to nadrobię, jak tylko znajdę odrobinę więcej czasu. Z miłą chęcią poczytam w komentarzach poniżej o tym, jak mija Wasza codzienność...

Pozdrawiam serdecznie i do napisania! 😉

22:29

Jesienna wolność

Witam!
Kolejny rok akademicki wiąże się z kolejnymi wyzwaniami, które skutecznie zabierają mi czas oraz chęć, by sklecić tutaj kilka słów. 
 
Jesienną porę mogę względnie przetrawić tylko w takiej sytuacji, gdy złote klonowe liście i szkarłatne kapelusze muchomorów są skąpane w delikatnych promykach słońca. Końcówka października okazała się być dosyć łaskawą oraz bezproblemową pod tym względem, dlatego też w przerwach między chaotycznym przyswajaniem immunologii, czy patofizjologii mogłem na spokojnie poodkrywać te większe, jak i te mniejsze skarby złotej polskiej jesieni...

Dęby z jesionami...

...leszczyna...

...wierzba z winoroślą i modrzewiami w tle...

...a w ogrodowej ściółce grzybów pod dostatkiem, tutaj czernidłaki kończące swój króciutki żywot...

...kolejna kania w malinowym chruśniaku...

...pod brzozami nawet kilka podgrzybków wyrosło...

...a pod jabłoniami wysyp młodych muchomorów...


...ktoś nad tym czuwać musi!

Mimo takich niezwykłych okoliczności przyrody nie sposób jednak nie wpuścić odrobiny smutku w te obrazki. Nie lubię tego momentu, kiedy wszystko dookoła zamiera, kiedy dzieło wiosennej, jak i letniej pory staje się tworem bezwartościowym, a ostatecznie tylko wspomnieniem migającym co jakiś czas w tyle głowy. 

Praktyczne zajęcia na razie pozostały w trybie stacjonarnym, więc jesienny spacer Plantami stał się jak najbardziej możliwy



Wolność
 
wolności pragnę
nie na niby
naprawdę
wolności żądam
nieskalanej
niewolą innych istnień
bo to tylko pusta teoria
denna paplanina
 
o wolności!
twa wartość niepoliczona
nibyś wszechobecna
nibyś wszechmocna
a tak niedostępna


Smutek towarzyszy mi również wtedy, gdy obserwuję obecną sytuację w Polsce. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z zeszłego czwartku podzielił jeszcze bardziej i tak już mocno podzielony naród. Tak naprawdę nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej ten podział był aż tak silny, aż tak zauważalny. Polacy, z owego wyroku niezadowoleni, wyszli na ulice w obronie swojej wolności, inaczej trudno mi to nazwać. W czasach tak ciężkich, w czasach pandemii, kiedy to wszyscy potrzebujemy spokoju, solidarności, podejmowanie tak ważnych decyzji jest po prostu wyrazem nieodpowiedzialności oraz niezrozumiałej przeze mnie obojętności wobec drugiego człowieka, obywatela, którego zdanie powinno być brane w pierwszej kolejności pod uwagę. Odebranie możliwości wyboru, wyboru zgodnego z własnymi przekonaniami, własnym sumieniem, wyboru będącego podstawą ludzkiej autonomii staje się obecnie utajonym odbieraniem wolności. Takie zniewalanie i pomiatanie nie powinno mieć miejsca, nigdy i nigdzie, a zwłaszcza w demokratycznym państwie. Jestem całym sercem z kobietami, protesty popieram, choć sam w nich nie uczestniczę w trosce o zdrowie najbliższych; żywię głęboką nadzieję, że ten zdecydowany głos ludu przyniesie Polsce ulgę, da Polsce ukojenie i zmieni codzienność, w której światopogląd odmienny od tego, który reprezentuje władza jest non stop piętnowany, poniżany i upadlany. ♥️⚡
 
Pozdrawiam serdecznie i do napisania! ☺️

22:22

Empatia

W zawieszeniu
 
zawieszony
na strunce codzienności
cieńszej niźli ta
od starych skrzypek oderwana
niepewność jej chlebem powszednim
w szalonej pogoni za szczęściem
jednym błędem
pomyłką błahą
można zgubić
siebie
na wieki wieków
bądź na chwil kilka
twoim to wyborem



Witam!
Pierwsza październikowa dekada chyli się ku końcowi, a wraz z nią i pierwsze dni po powrocie na uczelnię. Drugi rok na lekarskim można oceniać dwojako, bowiem samej nauki trzeba będzie przyswoić więcej niż na roku pierwszym, ale z drugiej strony komfort psychiczny, a także przywyknięcie do tego dość specyficznego studenckiego trybu życia są zdecydowanie lepiej rozwinięte, co pomaga i daje mnóstwo siły w tym natłoku wiedzy, która zewsząd płynie szerokimi strumieniami.

Mógłbym znów nieco ponarzekać na drugą falę epidemii bezlitośnie paraliżującą wszystko i wszystkich, mógłbym także się poskarżyć na bakterię E.Coli, wyjątkowo niemiłą trucicielkę wody, która nawiedzając nasz okoliczny wodociąg utrudniła codzienność jeszcze bardziej. Po chwili jednak, słusznie, stwierdziłem, że mija się to z aktualnym celem... Każdemu ludzkiemu istnieniu brakuje ostatnimi czasy ciepła, jakiejkolwiek dawki pozytywnej energii. Nie zapomnijmy w tych jakże dziwnych chwilach o zwykłej (a może właśnie niezwykłej) życzliwości, ale jeszcze bardziej nie wyprzyjmy z siebie empatii... empatii wobec drugiego człowieka, zwłaszcza tego słabszego. Czytam ostatnio przeróżne komentarze, chociażby pod bieżącymi informacjami o rozwoju epidemii i skala obojętności, tępego wyśmiewania się z czyjegoś nieszczęścia stała się przerażająco wielka. Nie spodziewałem się, że coś, co powinno jednoczyć, tak bardzo podzieliło i przyczyniło się do uogólnionego międzyludzkiego cynizmu. Quo vadis świecie...
Jeśli dotarłeś do tego momentu, to proszę, niech słowo empatia będzie niejakim drogowskazem na najbliższą przyszłość, bo bez niej ludzkość szybko zgubi się na wieki wieków. 
Bądźmy dla siebie po prostu dobrzy, niezależnie od przekonań...
 

Do mojego skromnego apelu śmiało przyłączają się ogrodowe marcinki, które dają najwięcej uśmiechu na październikowych rabatkach, a także inne, równie urokliwe, jesienne dary...
 

Ogrodowych pieczarek, opieniek i kani nie brakuje...



Pięciornik nadal zachwyca swymi złotymi kwiatuszkami...

Kreator nitek babiego lata w pracy...

Pozdrawiam Was i do napisania! ;)

20:19

Co warto zobaczyć w Opolu?

Witam!
Jako że w życiu zawsze należy szukać równowagi, to dzisiejsza wirtualna podróż do stolicy najmniejszego polskiego województwa będzie całkowitym przeciwieństwem ostatniej wędrówki szlakami Masywu Ślęży. Matka Natura tym razem ustąpi efektom ludzkiej wspaniałomyślności, krajobraz przepełniony szarością skał oraz delikatną zielenią dąbrów warto czasem zastąpić obrazami kolorowych kamieniczek, czy wiekowych budowli, śladów przeszłości tej bliższej, jak i tej dalszej.

Panorama z tarasu na Wieży Piastowskiej

Spacer po mieście zacznijmy tradycyjnie, bo na rynkowej płycie. Jej centrum stanowi miejski ratusz, którego obecny kształt jest efektem inspiracji florenckim Palazzo Vecchio. Z wieży siedziby władz miasta codziennie o dwunastej rozbrzmiewa hejnał Opola.
 
Widok od części północnej...

...i od południowej

Spacerując korytarzem utworzonym przez ściany ratusza oraz rzędy rynkowych kamieniczek nie sposób nie zauważyć pomnika założyciela miasta, księcia Kazimierza I Opolskiego, odsłoniętego w 800-lecie Opola, a także słynnej już na całą Polskę Alei Gwiazd Festiwalu Polskiej Piosenki, która upamiętnia najwybitniejszych polskich piosenkarzy.
 




Aleja Gwiazd przy wschodniej pierzei

A tu kilka gwiazd, ważnych gwiazd...





Przy ulicy Katedralnej, niemalże zaraz obok północnej ściany rynku, wznosi się majestatyczna opolska katedra. Jej początki sięgają trzeciej dekady XI wieku, kiedy to biskup wrocławski Klemens podarował kościołowi w Opolu relikwie świętego Krzyża. Od tamtego czasu świątynia była kilkukrotnie przebudowywana, obecny kościół pochodzi z XV wieku. Wieże, wysokie na 73 metrów, czynią budowlę najwyższą w całym mieście.


Wnętrze imponuje...

Obok katedry rozciągają się mury obronne wraz z basztą artyleryjską, które obecnie stanowią fantastyczne tło dla chociażby pokazów rycerskich, czy jarmarków. Mury w Opolu wznoszono już od końca XIII wieku.
 

Wyspę Pasiekę ze Starym Miastem łączy zielony mostek nad Młynówką, starym odrzańskim korytem. Niegdyś za jego przejście pobierano myto, stąd też inna nazwa, a mianowicie Most Groszowy. Mostek pochodzi z końca XIX wieku.


Młynówka widziana z Mostu Groszowego

Wyspa Pasieka kryje w sobie dwa najbardziej znane i charakterystyczne miejsca Opola. Jednym z nich jest oczywiście Wieża Piastowska wybudowana w stylu gotyckim. 42-metrowa budowla stanowi pozostałość po Zamku Piastowskim, zburzonym w latach 1928-1930. Wnętrza opolskiej wieży są jak najbardziej dostępne dla turystów, można je odkryć, ale tylko z przewodnikiem. Na wysokości 31 metrów znajduje się taras widokowy, idealny punkt do podziwiania urokliwej panoramy stolicy Opolszczyzny. 


Na taras wychodzi się głównie takimi schodkami, lecz na pewnych odcinkach są też takie z cegły

Dla takich widoków warto pokonać opolską wieżę...


U stóp Wieży Piastowskiej wznosi się największa wizytówka Opola, a mianowicie amfiteatr z Muzeum Polskiej Piosenki. To właśnie w tym miejscu, od 1963 roku, odbywa się Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki, jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce. Mi niestety nie udało się wejść na teren obiektu, gdyż w owej chwili swój koncert grała Agnieszka Chylińska z zespołem, ale z tarasu na pobliskiej wieży amfiteatr widać było doskonale. 


Kilka kilometrów na zachód od centrum Opola znajduje się Muzeum Wsi Opolskiej. Zebrano tu 50 zabytkowych obiektów architektury wiejskiej z XVIII i XIX wieku. To niezwykłe miejsce z łatwością zabiera w podróż do przeszłości, w pewnych momentach jest się nawet jej aktywnym twórcą... Skanseny, jak dobrze wiecie, uwielbiam, chociażby za ten magiczny zapach starego drewna płynący z niziutkich sieni, czy za to, że są oazą sielskości i beztroski, stanów tak zapomnianych w obecnych czasach, którymi bezlitośnie rządzą chaos oraz szalenie pędzący czas.

Kapliczka z Kotlarni, 1815 rok

Sielsko i anielsko...


Młyn wodny z Siołkowic Starych, 1832 rok

Staropolskie ptasie budki zachwycają swą wyjątkowością

Dzwonnica z Goli, druga połowa XIX wieku

Przyszkolny ogródek jak marzenie...

Kościół z Gręboszowa


Wiatrak z Opolszczyzny

Mali mieszkańcy skansenu z ogromną radością wcinali cząstki jabłek oraz gruszek z drzew rosnących nieopodal zagród



Stolica Opolszczyzny ma do zaoferowania mnóstwo wrażeń, które zdecydowanie warto odkryć. Na weekendowe spacery jest to miejsce idealne!

Pozdrawiam serdecznie i do napisania! ;)
 
P.S. Jeśli ktoś tutaj dotarł i wie, to proszę niech da mi znać, dlaczego moje wpisy nie pojawiają się albo pojawiają się z dużym opóźnieniem na liście czytelniczej Bloggera. Od kiedy wprowadzono nowy interfejs, moje posty mają duże kłopoty, by na tę listę trafić... Znacie jakieś ustawienia, sposoby na to, aby ten problem pokonać?
Copyright © 2014 Świat z mojej perspektywy , Blogger