23:41

I w poplątaniach czasem tkwi siła

Horyzont

horyzont
rzecz to zwyczajna
na pozór błaha
nieco nijaka

każdy posiada
wyszczerbioną kreskę
z lewa do prawa

nie każdy jednak
od mgieł odpędza
od zapomnienia ocala


Witam!
Dzisiaj w końcu zakończyła się letnia sesja, a wraz z nią mój drugi rok na kierunku lekarskim. Ostatni miesiąc był ogromnym wyzwaniem i takim zwieńczeniem tego, co o tym drugim roku bym mógł powiedzieć. Pewnie z czasem moje zdanie może ulegnie jakiejś modyfikacji, ale teraz na świeżo wymienię dwa epitety - ciężki i dziwny. O pierwszym z nich nie chcę się zbytnio rozpisywać, bowiem to co ważne nakreśliłem w ostatnim z moich wpisów. Natomiast o dziwności tegoż roku mógłbym opowiadać bez końca ze względu na pandemię, która przez długie miesiące zatrzymywała nasze skupienie przed ekranem laptopa, ale też przez mnogość przedmiotów, które ogólnie można zaszufladkować do zapychaczy czasu oraz źródeł niepotrzebnego stresu oraz frustracji.

Sama sesja poszła mi chyba całkiem dobrze, szczególnie zadowolony jestem z wyniku z patofizjologii, czyli w mojej ocenie najistotniejszego i najciekawszego zarazem (razem z farmakologią) przedmiotu na drugim roku. Niestety jedna wpadka się zdarzyła i to z przedmiotu, który mi nieco napsuł humoru po przechorowaniu COVID-19 w zimie… Cóż, nie zawsze jest kolorowo, ale ważne, żeby umieć z każdej sytuacji wyjść zwycięsko.

Teraz czekają mnie wakacyjne praktyki - w lipcu z medycyny rodzinnej i przez tydzień SOR, w sierpniu zaś praktyka pielęgniarska na oddziale geriatrii. Bardzo się tym cieszę, bo w końcu będę mógł poznać ten kierunek od strony praktycznej, a to w tym wszystkim jest najważniejsze.

Po ostatnim egzaminie trzeba było uwiecznić nasze zmęczone, ale chyba szczęśliwe twarze (bo w końcu wakacje)

Ostatnie trzy tygodnie upłynęły oczywiście pod znakiem sesji, ale też dość dużego remontu w naszym domowym gniazdku. W efekcie tych prac dom został pokryty przepiękną, moim zdaniem, brunatną blachodachówką, zaś w ogrodzie, w miejscu starej szopy, powstała altana, która w ostatnim tygodniu sesji stała się niemalże moim drugim domem. 


Mimo tej codzienności na wariackich papierach starałem się w tym wszystkim szukać zdrowego balansu. Także od czasu do czasu i po kuchni się pokrzątałem, i w pola na zachody słońca się wybierałem…

Tyły ogrodu zostały po cichutku zajęte przez kwiecie czarnego bzu, co skrzętnie wykorzystałem do zrobienia wspaniałego syropu; tym samym tradycja chyba zostanie podtrzymana

Biszkopt z truskawkami z Kleparza jest wart wszystkiego…

Obraz wsi, spokojnej i wesołej, w czystej postaci…




Sesja i remont skończone, tak więc z pełną satysfakcją mogę rozpoczynać wakacje poplątane z lekarskimi praktykami. Nie mogę się już doczekać jak w końcu ponadrabiam co nieco zaległości na blogosferze, na pewno będę tu zaglądać częściej, do Was też na pewno wkrótce zawitam. 
Bardzo jestem ciekaw, co u Was słychać, koniecznie dajcie znać poniżej!

Żegnam się mammatusami nad moim ogrodem… Pogoda ostatnio jest bardzo nieobliczalna, także bądźcie ostrożni, przesyłam też dużo siły i zdrowia.

Robi wrażenie…


Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)



Copyright © 2014 Świat z mojej perspektywy , Blogger