18:23

Bożonarodzeniowo z życzeniami...

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, przyjmijcie ode mnie najserdeczniejsze i najszczersze życzenia... 
Przede wszystkim chciałbym Wam życzyć dużo zdrowia, niech będzie ono Waszym stałym towarzyszem codzienności, żeby nigdy nie zawiodło ani nie sprawiło przykrego psikusa. 
Życzę Wam również dużo radości w gronie najbliższych, najukochańszych osób, ale i spokoju, nie zapominajcie o odpoczynku i chwili wytchnienia, zwłaszcza w trakcie tej przedświątecznej gorączki, która nieraz potrafi skutecznie zdusić ducha tychże świąt.
Mam nadzieję, że każdemu z Was te nadchodzące dni przyniosą mnóstwo uśmiechów, szczęścia oraz nadziei na jeszcze lepszą i pogodniejszą przyszłość. 
Przeżyjcie ten czas jak najlepiej potraficie, pozwólcie sobie wyrzucić z głowy to co złe oraz smutne, pozwólcie sobie zaś tę głowę zapełnić czystą, szczerą radością, a także najpiękniejszymi kolędami i świątecznymi piosenkami; żołądek zaś pysznym barszczem z uszkami, rybą, sernikiem i pozostałymi pysznościami, które królować będą na Waszych wigilijnych stołach.

Wszystkiego dobrego!

Maks



21:32

W poszukiwaniu radości

Witam!
Czas płynie nieubłaganie. Za tydzień miną już dwa miesiące od najboleśniejszej chwili w moim dotychczasowym życiu, a ja ciągle nie jestem w stanie uwierzyć, nie jestem w stanie zaakceptować nowej, jakże pustej i smutnej rzeczywistości. Zajęcia w szpitalu, na uczelni pomagają mi nieco zapomnieć o tym co łamie moje serce na pół, pozwalają skupić moją uwagę na zupełnie innych, medycznych rzeczach i treściach, w końcu po prostu nadają jakiegokolwiek sensu mojej codzienności. Na zewnątrz staram się, z różnymi efektami, zachowywać tak zwaną pokerową twarz, lecz łatwo i pięknie jest udawać uśmiech, gdy całe wnętrze zdusza tęsknota i samotność. Ciężko jest mi się pogodzić z odejściem Mamy, ciężko jest mi, by efektywnie zmobilizować się do dalszego życia. Walczę z tym jednak i chcę przełamać tę niemoc, pokonać ją i iść dalej, z podniesioną głową i przekonaniem iż jestem cokolwiek wart w tym wielkim świecie.

W zeszły weekend stwierdziłem, że odwiedzę mojego brata, Huberta, który na co dzień mieszka w okolicach Warszawy. Chciałem, choć na chwilkę, zmienić otoczenie, przełamać jednostajność codzienności, która też potrafi czasem podłamać i uczynić dzień gorszym. Hubert mocno mnie wspiera, zwłaszcza teraz po śmierci Mamy, ale ze względu na odległość i nasze obowiązki nie jest nam dane widywać się jakoś wyjątkowo często…
Weekend upłynął przyjemnie, nawet w jeden dzień ruszyliśmy spontanicznie autem w kierunku gdańskiego Brzeźna, by po raz pierwszy zobaczyć Bałtyk w zimowej scenerii…




Molo w Brzeźnie okazało się być wyjątkowo fotogenicznym obiektem…

Napawając się tymi jakże paradoksalnymi dla mnie widokami, bo jak to zestawić morze, cel niejednej wakacyjnej wojaży, ze śnieżnym puchem i mrozem bezlitosnym dla nieopatulonych rękawicami dłoni, po raz pierwszy od bardzo dawna zaznałem szczerej, niemal dziecięcej radości. Nie trwało to długo, bowiem w końcu zmarznięte dłonie zaczęły się srodze buntować, ale cieszę się, że pomiędzy kartki tej ciężkiej rzeczywistości wkradł się ten maleńki chochlik przepełniony radością za którą tak tęsknię, której tak mi obecnie brakuje…




Nie zabrakło kolorowych bałtyckich muszelek…

Staram się uśmiechać, czasem szczerze, jak tu, a czasem pozornie, tak by nie zabić w sobie tego co dobre…

W ten krótki listopadowy dzień udało się nam jeszcze chwilę pospacerować po gdańskiej starówce. Po pięciu latach, czyli jedynej dotychczas wizycie w tym nadmorskim mieście, moje wrażenia pozostają niezmienne, dla mnie jest to jedno z najukochańszych miejsc na mapie Polski…

Gdański żuraw nie uraczył nas swym klangorem…



Gdański Neptun jak zawsze nienaganny…

Zarówno wieża ratuszowa…

…jak i wieża Bazyliki Mariackiej zachwycają swą monumentalnością, jak i dostojnością

Pozdrawiam serdecznie i do napisania!

18:30

Mamie…

Początek października od dobrych trzech lat kojarzył mi się z końcem okresu wakacyjnego i powrotem na uczelnię. Jakoś zawsze cieszył mnie ten moment, w końcu nowy rok akademicki to nowe wyzwania, nowe treści do nauki, nowe umiejętności do opanowania, ale i nowa, odświeżona przez lato siła oraz chęć do studiowania… Życie lubi jednak pisać różne scenariusze i potrafi rzucić niespodziewanie najtrudniejszym, najboleśniejszym ze wszystkich… 


Równo dwa tygodnie temu swoją ziemską wędrówkę nagle zakończyła moja najukochańsza Mama. Odeszła osoba mi najbliższa, osoba, która czyniła mój świat kompletnym. Mimo swej niepełnosprawności, będącą wynikiem amputacji obu kończyn dolnych kilkanaście lat temu, do końca pielęgnowała w sobie wielką siłę, wytrwałość, odporność na wszelakie przeciwności losu i miłość do życia, za co będę ją zawsze podziwiać i zawsze będzie dla mnie wzorem do naśladowania. Na co dzień spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, zarówno w domu, jak i na przelicznych przejażdżkach, tych bliższych, jak i tych nieco dalszych. Jej determinacja i walka o każdy kolejny dzień nie pozwalały, by choć na chwilę nie dało się odczuć jej obecności obok, dlatego cisza wypełniająca obecnie dom sprawia największy ból i rozpacz, a moje serce łamie na miliony kawałków…


Mamo, zawsze będziesz miała najważniejsze i najpiękniejsze miejsce w moim sercu. Dziękuję za całą dobroć i miłość, które mi bezinteresownie podarowałaś. Kocham Cię i zawsze będę kochał najmocniej na świecie.


Mamo,

umknęłaś z ziemskiego padołu

tak cichutko

tak nagle

umknęłaś w niepewnym pożegnaniu

bo pełnym nadziei

że jednak nie będzie ono ostatnie


Mamo,

me serce w moment pękło na pół

jedna z połów tonie w łzach rzewnych

kreślących mnogie esy-floresy na policzkach

druga zaś uleciała z Tobą… ku niebu

chcąc Ci pomóc dotrzeć do szczęśliwości wiecznej


Mamo,

trwam

chcę trwać

pędząc po emocjonalnej sinusoidzie

w której przyszłość i przeszłość

toczą bój o pierwszeństwo

gdzie jednak dwóch się bije

tam trzeci korzysta…

…okrutna w swej postaci pustka

…najboleśniejsza tęsknota


Mamo,

nie mówię Ci „żegnaj”

mówię tylko „do zobaczenia”

bowiem kiedyś nadejdzie ta chwila

w której nasze kręte drogi znów się połączą

w której jeszcze raz będę mógł Cię przytulić

najmocniej

najpiękniej


15:54

Pocztówki z Dobczyc

Witam!
Starzy bywalcy na pewno pamiętają wpisy sprzed kilku lat w których pokazywałem najładniejsze zakątki podkrakowskich Dobczyc. Miasteczko to, a zwłaszcza najstarsza jego część, ma w sobie niepowtarzalny urok, dzięki czemu jest ono dość częstym celem moich weekendowych i wakacyjnych przejażdżek. 

Mimo niewielkiego obszaru dobczyckie Stare Miasto kryje w sobie spory kawał historii. XIV-wieczny zamek pamiętający rządy Łokietka, skansen będący śladem po przeszłych pokoleniach, klasycystyczny kościół św. Jana Chrzciciela, czy lipa Marysieńka zasadzona na pamiątkę zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 roku... to najistotniejsze punkty na jego mapie, ale niejedyne. Niechaj ten wpis będzie więc uzupełnieniem dobczyckiej trylogii powstałej na blogu ponad 7 lat temu (olaboga! jak to szybko minęło...).

Widok ku zamkowi z Góry Zamkowej

Stare Miasto w Dobczycach ulokowane jest u podnóża Góry Zamkowej, której wierzchołek stanowi świetny punkt widokowy. Stamtąd można obserwować leniwie kołyszące się wody Jeziora Dobczyckiego, dolinę Raby kierującą się ku Uściu Solnemu (o którym pisałem w ostatnim wpisie), panoramę pozostałej części Dobczyc, ale także zamek prezentujący się niezwykle dostojnie z tejże perspektywy. Ostatnimi laty, głównie dzięki utworzeniu wygodnej ścieżynki wzdłuż południowego boku Starego Miasta oraz postawieniu kilku ławeczek, ów wierzchołek stał się bardziej dostępny i przyjazny turystom. 

Wierzchołek wieńczą wiekowa lipa oraz nieco młodsze dębowe drzewo

Góra Zamkowa jest częścią Korony Beskidu Myślenickiego

Drewniany krzyż wiszący na lipowym pniu

Widok na dobczycki zamek

Patrząc ku północy oczom ukazuje się panorama Dobczyc...

...a ku południowi widok na Jezioro Dobczyckie

Ścieżka o której wspominałem chwilę temu dla mnie osobiście jest strzałem w dziesiątkę. Do tej pory bowiem brakowało takiej alternatywnej trasy prowadzącej przez Stare Miasto, która mogłaby pozwolić na odkrycie innego oblicza tegoż miejsca. Trasa, prowadząca od bramy oraz zachowanych murów pod szczyt Góry Zamkowej, przylega do brzegów Jeziora Dobczyckiego przez co zapewnia nie byle jakie widoki, zwłaszcza w letnie, słoneczne popołudnia...



Spacer takimi szlakami to czysta przyjemność...

...zwłaszcza gdy można rozkoszować się takimi widokami

Jezioro Dobczyckie, zwane także Zbiornikiem Dobczyckim, jest sztucznym zbiornikiem wodnym utworzonym w 1986 roku w celu rozwiązania problemu jakim były zbyt częste powodzie w dolinie Raby. Wody spiętrzono zaporą, której korona, długa na 617 metrów, kryje w sobie kolejną urokliwą spacerową ścieżkę. Z jednej strony można podziwiać spokojną taflę jeziora oraz migające w oddali beskidzkie szczyty, z drugiej zaś esy-floresy kreślone przez jedną z wiślanych cór, Rabę.


W oddali nieśmiało formuje się beskidzki horyzont

Każdy kierunek świata oferuje inne, jakże odmienne widoki...

Wody Raby wracające do naturalnego koryta

Widok na zamek z korony zapory

Mimo że zapora wznosi się w sąsiedztwie zamku oraz całego Starego Miasta, to do ubiegłego roku oba te miejsca nie miały ze sobą bezpośredniego połączenia. Wytyczenie jeszcze jednej ścieżynki zażegnało jednak tę dosyć niezrozumiałą niedogodność i obecnie można się wdrapać za jednym zamachem i tu, i tam. Korzystając z okazji to muszę przyznać, że bardzo mnie cieszy to, jak ostatnimi czasy rozwinięto turystycznie tę okolicę. Utworzenie nowych ścieżek, uatrakcyjnienie Góry Zamkowej umożliwiło odkrycie dobczyckiego Starego Miasta na nowo, z zupełnie innej perspektywy, która okazała się być równie urzekająca. 

Ścieżka łącząca koronę zapory z dobczyckim Starym Miastem


Dobczycki zamek widziany z owej ścieżki; jedna budowla, a tyle perspektyw...

Dobczyce wielce zasługują na uwagę turystów odkrywających małopolskie perły i perełki. Tak jak pisałem na samym początku, miejsce to skrywa w sobie ogromny urok przez co nie daje o sobie tak łatwo zapomnieć...

Na sam koniec panorama ze szczytu Góry Zamkowej


A jeśli chciałby ktoś nadrobić zaległości lub jeszcze raz odkryć Dobczyce z mojej perspektywy to poniżej wklejam odpowiednie linki:

Swoją drogą, to muszę kiedyś odświeżyć te wpisy, bo jednak kilka lat od ich powstania już upłynęło...

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do napisania! ;)

20:38

Pozostałości bogatej historii Uścia Solnego

Witam!
W zeszły weekend miałem w końcu czas, by na spokojnie siąść za kierownicę mojego białego fiata i odkryć kolejne urokliwe miejsce na małopolskiej mapie. Tym razem padło na Uście Solne, niewielką wioskę wznoszącą się nieopodal ujścia Raby do Wisły. 
Samo Uście Solne kojarzyłem, kilkukrotnie też przez tę miejscowość przejeżdżałem w drodze do chociażby Zalipia, ale dopiero niedawno, i to przypadkiem, dowiedziałem się, że ma ona do zaoferowania całkiem ciekawą historię, a także plac rynkowy będący żywym dowodem owej historii.





Dzięki swojemu korzystnemu położeniu, tuż przy ujściu Raby do Wisły, Uście Solne od XIV wieku stanowiło ważny punkt na gospodarczej mapie Polski. Kazimierz III Wielki nadał wsi prawa miejskie w 1360 roku, które, z krótkimi przerwami, utrzymywano w mocy do 1933 roku. O potencjale i ważności Uścia świadczył duży rzeczny port z którego sól z Bochni spławiano w dół Wisły (stąd też nazwa: Uście Solne) oraz rynek dorównujący swoją powierzchnią królewskiemu Krakowowi, co zadziwia przejezdnych po dziś dzień. Świetność gospodarcza nadwiślańskiego miasta trwała do początkowych lat XIX wieku, kiedy to Austriacy wybudowali nowy port rzeczny w pobliskich Świniarach.

Pomnik Kazimierza Wielkiego postawiony w 2010 roku z okazji 650. rocznicy lokacji Uścia Solnego


Nie mogło zabraknąć selfie z królem, a jednocześnie założycielem uniwersytetu, którego aktualnie jestem studentem ;)

Nadrabiańskimi wałami biegnie ścieżka pieszo-rowerowa, krajobraz iście sielski…

Pisząc o Uściu Solnym warto również wspomnieć o drewnianej zabudowie pochodzącej z przełomu XIX i XX wieku, której pozostałości dodają mnóstwo uroku uścieckiemu rynkowi. Jedna z zagród wznosząca się przy północno-zachodnim kącie placu jest tego doskonałym dowodem, wpatrując się bowiem w jej świetnie zachowany układ z łatwością można wybrać się w podróż w czasie na staropolską, sielską wieś. Za takie momenty można wiele oddać...




Słonecznikowe kwiaty przy drewnianej chatce to jeden z cudniejszych obrazków jakie późne lato może nam przynieść…

Wyprawa do Uścia Solnego okazała się strzałem w dziesiątkę. Bardzo lubię takie miejsca z duszą, które są nieco zapomniane i w tymże zapomnieniu kryją mnóstwo ciekawostek. Polecam każdemu zatrzymać się kiedyś, choćby na chwilę, i poczuć tego ducha piastowskiej historii...


Sam sierpień upłynął u mnie dość szybko, głównie za sprawą praktyk wakacyjnych, które miałem przyjemność odbyć na oddziale endokrynologii w krakowskim NSSU. Cztery tygodnie poznawania organizacji pracy na oddziale, metod oraz ścieżek leczenia pacjentów endokrynologicznych oraz co chyba najważniejsze, paradoksalnie, zaprzyjaźniania się z komputerowym systemem prowadzącym dokumentację pacjentów. Przepisywanie historii choroby, wyników i epikryz z poprzednich hospitalizacji, wprowadzanie odpowiednich zleceń, czy to na badania, czy na leki, wpisywanie informacji uzyskanych podczas zbierania wywiadu oraz przeprowadzania badania fizykalnego, dekursusów, rozpoznanych chorób zgodnie z ICD-10... praca z systemem zajmuje wręcz horrendalną ilość czasu, co dość mocno mnie zaskoczyło. Mimo wszystko był to bardzo pozytywny i, co najistotniejsze, owocny miesiąc spędzony w gronie fantastycznych specjalistów i rezydentów. Dzięki temu myśli o pozostaniu w przyszłości endokrynologiem będą się tlić coraz częściej i coraz pewniej w mojej głowie, co mnie napawa dużym optymizmem na kolejne lata studiów.

Zdjęcia z windy też nie mogło zabraknąć ;)


Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)
Copyright © 2014 Świat z mojej perspektywy , Blogger