środa, 30 października 2019

Słów kilka o sile ludzkiego dobra

Witam!
Tegoroczny październik powoli przechodzi do historii... Miesiąc ten był w moim życiu niemałym przełomem, przyniósł on bowiem pierwsze chwile, pierwsze momenty przeżyte będąc już pełnoprawnym studentem medycyny na krakowskim Uniwersytecie Jagiellońskim. Staram się cieszyć tym życiem studenckim i czerpać z niego jak najwięcej, mimo że czasami jest naprawdę ciężko, na przykład gdy zmęczony mózg odmawia dalszej współpracy w przyswajaniu miejsc przyczepów więzadeł, czy kolejnych treści z histologicznego kompendium, czy kiedy trzeba wstać wcześnie rano lub zasypiać późną porą, by wszystko porządnie powtórzyć przed kolokwiami, których to maraton rozpoczyna mi się w pierwszy listopadowy poniedziałek.

W takich cięższych momentach ta tytułowa „siła ludzkiego dobra” jest niezwykle pomocna, daje ona mnóstwo dobrej energii, jest „lekiem na całe zło”, jak to śpiewa w swoim największym przeboju pani Krystyna Prońko...

Wczoraj nadszedł w końcu ten dzień, w którym to stałem się posiadaczem cząstki wspaniałego talentu, a konkretniej jego uzewnętrznienia i genialnego wykorzystania, naszej blogowej przyjaciółki, Basi Wójcik. Wróć... talentu malarskiego, bowiem plon umiłowania innego talentu, pisarskiego, już od jakiegoś czasu upiększa małą półeczkę zawieszoną tuż nad moim biurkiem. 
Obrazy Basi od zawsze mnie zachwycały i czarowały swą niebanalną kompozycją, przepięknymi barwami, dobrze przemyślanymi nawet najdrobniejszymi detalami, ale także szczerą miłością jaka z nich bije. Dziś mogę być tym szczęściarzem i mieć zawieszony na zachodniej ścianie pokoju przepiękny obraz, na którym to królują złociste łany zbóż, szkarłatne maki, szafirowe bławatki, śnieżno-złociste kępy rumiankowe, a także ukwiecona przydrożna kapliczka, którą opiekuje się Matka Boża...
Dzieło zachwyciło mnie wielce, przedstawia bowiem wiejską sielankę, którą jak wiecie darzę olbrzymim sentymentem... Dziękuję Ci bardzo Basiu za każdą chwilę, minutę, godzinę poświęconą na tworzenie tego wyjątkowego obrazu, będzie mi on zawsze przypominał o tym, jak wspaniałym miejscem jest blogosfera, jakże cudowną czynnością jest jej kreowanie i rozwijanie.


Równie wielce i równie pięknie chciałbym podziękować także Małgosi z bloga "Sutasz-Moje Hobby" za przepiękny różaniec, który również ostatnimi czasy otrzymałem. Owy różaniec o kolorze najcieplejszych promieni Słońca, cudownie pachnący różą towarzyszy mi podczas październikowych nabożeństw różańcowych prowadzonych przez panią Danusię w naszej wiejskiej świetlicy, zwanej potocznie „klubem”. Gdy wracam wcześniej do domu i nie muszę w jeden wieczór nauczyć się czterdziestu stron na anatomię, to staram się iść do Mateńki i przy niej rozważać tajemnice Różańca Świętego...




Oprócz różańca otrzymałem także kilka świętych obrazków, w tym jeden z moim patronem, św. Maksymilianem Kolbe, oraz przepyszną mleczną czekoladę, którą czasem podjadam przed nauką, ale też dla lepszego humoru. Jeszcze raz bardzo Ci Małgosiu dziękuję za ten wspaniały podarek!


Jestem bardzo wdzięczny Wam za pamięć, za tyle miłych słów w komentarzach pod wpisami, za Waszą obecność tu na blogu... To wszystko obdarowuje mnie olbrzymią dawką uśmiechu, radości, szczęścia.
Dziękuję.

Pozdrawiam Was serdecznie, trzymajcie za mnie kciuki, aby te pierwsze kolokwia nie były zbyt straszne, by przyniosły więcej satysfakcji niż rozczarowania i smutku. 
Do napisania!

wtorek, 22 października 2019

Garstka lirycznej myśli

Witam Was bardzo serdecznie!
Czas pędzi. Pisałem o tym już nie raz, nie dwa, mimo to często doznaję niemałego szoku odrywając coraz to kolejne kartki z małego kalendarza zdobiącego południową ścianę kuchni. Pierwsze trzy tygodnie października minęły błyskawicznie, w równie szybkim tempie mój mózg chłonie, a może lepiej sformułuję, powinien pochłonąć już (która wersja okaże się prawdziwą zobaczymy po pierwszych kolokwiach na początku listopada), pierwsze dwa tomy z anatomii z przelicznymi kośćmi i więzadłami na czele, sporą część histologii oraz też niemały skrawek materiału z fizjologii... Co tu dużo mówić, łatwo nie jest, ale grunt to dobre podejście, a także systematyczna nauka. Długie, bardzo długie godziny nad książkami niewątpliwie zaś rekompensują bielutki fartuch zakładany zawsze przed zajęciami w prosektorium, mikroskopowanie na histologii, czy łaskawy plan zajęć, który pozwala mi niemal codziennie się porządnie wyspać, co na te warunki jest ogromnym zbawieniem...

Ale dziś nie o studiach mowa, dzisiaj chcę z Wami się podzielić kolejnymi urywkami z mojego poetyckiego kajetu, który niemal ciągle zapełnia swe lekko pożółknięte stronice, nawet teraz w trakcie studiów... Swoją drogą to właśnie ten intensywny czas studencki chyba obdarowuje mnie takimi pokładami jakże ważnej poetyckiej weny... 



Namiastka 

Z ciemnej jasności 
Jasnej ciemności? 
Zadbanych powłok 
Lecz lekko znoszonych 
Wyciągnięty skrawek 
Poszarpany 
Niepoprawną myślą 
Opadniętą powieką 
Wygładzony 
Niebanalną chwilą 
Poprawnym dziełem 
Niepozorny strzępek 
Świstek jakich wiele 
Najcenniejszy


Takie właśnie chyba jest życie każdego z nas, trochę poszarpane, nieco wygładzone, niby niepozorne, a jednak wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju, we wszystkich przypadkach, bez wyjątków. Jeśli macie jeszcze jakieś cenne spostrzeżenia, to zapraszam do uzewnętrznienia tychże myśli w komentarzach.

Tym razem też pożegnam się z Wami nutą jesienną, ciepłą i słoneczną, ale w wersji ogrodowo-kuchennej, złotym liściem funkii, chlebkiem bananowym, ciastem gruszkowym z mascarpone, czy gruzińskimi chinkali, które ostatnio kleiłem po raz pierwszy, debiut uważam za w miarę udany. 




Kikuś ostatnio uwielbia urządzać sobie drzemki w niewielkich stertach klonowych liści

Chlebek bananowy

Ciasto z gruszkami i mascarpone

Chinkali

Pozdrawiam serdecznie i do następnego wpisu!

środa, 9 października 2019

Pocztówki z życia codziennego, studenckiego, październikowego...

Witam! 
Pierwsza październikowa dekada powoli odchodzi do przestrzeni przeszłej. Tenże czas, krótki, ale jakże intensywny, spokojnie mógłbym określić mianem „ogromnych wrót prowadzących w nieznaną, a zarazem arcyciekawą płaszczyznę”; wrota te niejako zostały przeze mnie już przekroczone, teraz nadszedł czas odkrywania, poznawania, czas, aby na dość niełatwym podłożu sprawdzić siebie, swoje siły i wszelkie wewnątrzmózgowe rezerwy (oby ich było jak najwięcej, będą bowiem bardzo, ale to bardzo potrzebne). 
W czwartek minie dopiero tydzień od pierwszych zajęć na studiach, a już mogę powiedzieć, że ilość materiału jest spora, począwszy od anatomii, przez fizjologię, po histologię. Aktualnie jestem zawieszony między tkanką nabłonkową, rozworem kanału nerwu skalistego większego, naczyniami oponowymi, a trombocytami i zasługami Sokratesa, ale w sumie każdy dzień, ba, każda godzina, kompletnie zmienia ten punkt zawieszenia i umieszcza go w zupełnie innym miejscu. 

Przełomem września i października rządziły jednocześnie niepokój oraz wielkie, wręcz gargantuiczne zaciekawienie nad tą studencką niewiadomą. Z dnia na dzień jednak coraz bardziej górę bierze ta druga składowa; ciężka nauka ciężką nauką, jest ona nieodzowną częścią życia każdego z nas i jedynym sposobem do utorowania sobie właściwej życiowej drogi, ale zajęcia w prosektorium, mikroskopowanie na histologii, przesympatyczni studenci z grupy osiemnastej, czy wspaniali asystenci, którzy chcą nas wprowadzić do tego unikatowego świata medycyny, powodują że w myślach goszczą niejednokrotnie radość i satysfakcja. Teraz liczę, że kolejne dni, miesiące i lata będą równie dobre... 

Korzystając z tej cennej okazji, bardzo chciałem również podziękować Wam za liczne komentarze pod ostatnim wpisem, które również mi dają mnóstwo pozytywnej energii i chęci do działania... 

Dzisiejszy wpis zakończę urokliwymi pocztówkami z krakowskich Plantów, na których to zadomowiła się już jesienna aura, zwłaszcza na dorodnych kasztanowcach, które bez żadnych kompleksów chwalą się wszystkim swymi żółciami i pomarańczami... Mam czasami wolną chwilkę po zakończeniu zajęć, czy podczas przerwy między nimi, wtedy wędruję zielonymi płucami centrum Krakowa podziwiając spektakl barw poletnio-jesiennych, wersja krakowska nigdy nie zawodzi... 
Posyłam jeszcze kilka migawek z ostatniego wakacyjnego spaceru po wsi i ogrodzie, pełnego kolorów i zachwytów...





Kasztany zdobiące wiejskie dróżki wyglądały przepięknie...

Muchomory czerwone zaś królowały na przydrożach...


Najpiękniejszy kolor wczesnej jesieni bijący z kwiatów michałków

A na koniec końców, maleńki skrawek mojej codziennej codzienności, czyli połączenie herbatka malinowa i kość skroniowa ;)
 
Pozdrawiam serdecznie i do napisania! 😉😊

czwartek, 26 września 2019

Poletnią porą

Witam!
Jeśli myślicie, że poza wiosną, latem, jesienią i zimą nie ma żadnych większych, czy mniejszych pór roku, to muszę Was czym prędzej z błędu wyprowadzić, bowiem istnieje kilka innych fenologicznych pór roku, takich jak przedwiośnie, przedzimie, czy właśnie... polecie, które w tym momencie jest nieśmiałym królewiczem w ogrodach, polach, lasach, ale też wsiach i miastach.

Dla mnie tegoroczne polecie jest wymownym przedsionkiem do mojej wielkiej studenckiej przygody, która z nastaniem października na dobre się rozpocznie. Najdłuższe wakacje życia powoli przechodzą do historii, po moim drewnianym biurku od czasu do czasu hasają sobie już pierwsze książki do anatomii, czy biochemii (tak to jest, gdy student na pierwsze zajęcia z anatomii musi już mieć przyswojoną wiedzę o kręgach, więzadłach z nimi związanych, czy budowie i opisie kości potylicznej i ciemieniowej), na aplikacji uniwersytetu rozpisane są już plany grup zajęciowych... Miałem to szczęście, że trafiłem do jednej, a mianowicie osiemnastej, grupy z moimi trzema przyjaciółkami z klasy z liceum - Anią, Alą i Karoliną, które serdecznie pozdrawiam... Zawsze razem będzie nam raźniej, zwłaszcza podczas tych najtrudniejszych początków, które lada dzień się zaczną.

Początek roku akademickiego, chcąc nie chcąc, na pewno spowoduje, że moje blogowe półki zarosną warstewką kurzu i małymi pajęczynkami. Mam nadzieję jednak, że jeśli będę się tu zjawiać, oby jak najczęściej, bo blogowanie to rzecz dla mnie wspaniała, to będziecie mnie odwiedzać i razem ze mną nadal będziecie się cieszyć tym tytułowym "światem z mojej perspektywy"... co jak co, ale bez Was to nie ma kompletnie sensu!
Przy okazji bardzo też chciałem podziękować za tak liczne odwiedziny, za tyle miłych i ciepłych słów pod moim adresem, tegoroczne wakacje na blogu były czasem dla mnie niezwykłym, wręcz przełomowym!


Wracając do poletniej pory...
Mimo że jesień nie jest moją ulubioną porą, to ten przejściowy czas, owe polecie, gdzie nieustannie ścierają się ze sobą letnie i jesienne fronty, uwielbiam wielce.

Jest chwilą...

...wielu wycieczek z najlepszymi przyjaciółmi...

Wycieczka rowerowa do pałacu Żeleńskich z moimi przyjaciółkami, z którymi idę do jednej grupy na medycynie

Pałac Żeleńskich w Grodkowicach


...w trakcie której dumne osetniki i lekko nieśmiałe pawie oczka pasą się na blednących w poletnich promieniach budlejowych kłosach...



...która rozwija malutkie różane pączki i niesie je ku górze, by każdy mógł je podziwiać...



...starości kwiatów hortensji, którą otrzymały piękną, pełną koloru i niepowtarzalnego uroku...


...świetności krzewu pięciornika, którego złociste kwiatuszki, niczym małe słoneczka zdobią ogrodowe centrum...


...podczas której powolutku dojrzewają wielkie, lecz osamotnione kukurydziane łany...


...rozwoju leśnych kani, których główki są namiastką wygranej jesieni nad latem...


...która pachnie ciastem dyniowym, mocno czekoladowym brownie, czy delikatnie cynamonowym, jabłkowym crumble...

Ciasto dyniowe

Brownie

Jabłkowe crumble, czyli delikatne jabłka z rodzynkami i wanilią pieczone pod cieplutką, maślaną kruszonką

Poletnia pora daje mnóstwo powodów, by ją bezgranicznie uwielbiać, mnie uwiodła w pełni...
Żegnam się z Wami jesiennym albumem od Małgosi, który dzisiaj został oficjalnie małym mieszkańcem mojego domu.
Chodząc często po Waszych blogach i podziwiając liczne przepiękne prace, nie myślałem, że można się jeszcze bardziej zachwycić... a jednak! Na żywo ten albumik robi jeszcze większe wrażenie, na samym początku aż bałem się otwierać kolejnych stron, by czasem tego dzieła sztuki nie uszkodzić... Jeszcze raz bardzo dziękuję za prezent, a sam się bardzo cieszę, że miałem to szczęście, by w tym candy zagrać pierwsze skrzypce.


Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia! 😉😊

sobota, 21 września 2019

Podróże #52: Ostrów Lednicki i Wielkopolski Park Etnograficzny

Witam!
W dzisiejszym wpisie zapraszam Was na ostatnią już część "Wielkopolskiej Trylogii", tym razem mała podróż do przeszłości, mniej i bardziej odległej; mowa tu oczywiście o Ostrowie Lednickim i Wielkopolskim Parku Etnograficznym w pobliskich Dziekanowicach. Oba te miejsca łączy przepiękne jezioro rynnowe - Lednica, nad którym również odbywają się coroczne spotkania młodych, czyli Lednica 2000.

Drewniane figury witające turystów

Jeśli samochód nie wchodzi w grę, to w te miejsca trafić, a raczej dojść, dość trudno. W takiej sytuacji najlepiej jechać pociągiem relacji Poznań-Gniezno i wysiąść na stacji Lednogóra, a stamtąd iść około godzinę pieszo, najpierw do parku etnograficznego, a następnie do oddalonego o 2 kilometry Małego Skansenu i Ostrowa Lednickiego.

Nasz dzisiejszy spacer zacznijmy od Ostrowa Lednickiego - jednej z pięciu wysp na jeziorze Lednica, którą to uważa się za miejsce narodzin naszej państwowości, polskości i ponad 1000-letniej historii chrześcijaństwa na polskich ziemiach, bowiem prawdopodobnie to właśnie tam w 966 roku miał miejsce Chrzest Polski. Za panowania Mieszka I i Bolesława Chrobrego wyspa była jednym z głównych ośrodków administracyjnych, czy obronnych kraju. Jej świetność przerwał dopiero najazd czeskiego księcia - Brzetysława I w 1038 roku.
Na wyspę można dotrzeć promem, który kursuje co pół godziny.
Najważniejszymi punktami na Ostrowie Lednickim są ruiny palatium, czyli książęcej siedziby, kościoła grodowego, a także rekonstrukcje dwóch mostów i chat, w których życie prowadzili mieszkańcy Ostrowa.

Przystań promowa od strony Małego Skansenu





Przystań od strony wyspy




Domek na wyspie




Jubileuszowy dzwon wzniesiony z okazji 1050. rocznicy Chrztu Polski




Ruiny palatium, czyli siedziby książęcej bądź królewskiej z okresu średniowiecza, wzniesionego już za czasów Mieszka I, spełniał on funkcję rezydencjonalno-sakralną




Rzeźby Mieszka I i Dobrawy









Brzegowe umocnienia obronne




Widok na jezioro przy umocnieniach...
 
Miejsce znalezienia muszli pielgrzymiej Św. Jakuba w grobie pielgrzyma (przełom XIII i XIV wieku)

Ruiny kościoła grodowego


Krajobraz wyspy



Przyczółki dwóch mostów, które powstały w latach 60. X wieku


W takich chatkach żyli mieszkańcy Ostrowa Lednickiego










Przy brzegu jeziora Lednica, przy Ostrowie Lednickim, znajduje się Mały Skansen stanowiący niejako uzupełnienie skansenu w Dziekanowicach (o nim już za chwilę). Najciekawszymi miejscami tam są niewątpliwie drewniany spichlerz z Majkowa oraz wiatrak z Grażyny, nie brak również rzeźb na przykład Piasta Kołodzieja, czy Orła Białego...

Brama

Woj

Piast Kołodziej

Orzeł Królewski

Bolesław Chrobry

Spichlerz

Wiatrak

Nad brzegiem jeziora Lednica... w oddali Ostrów Lednicki

Dłubanka


W pobliskich Dziekanowicach swoją siedzibę ma Wielkopolski Park Etnograficzny o którym wspominałem już wcześniej. Skansen działa od 1982 roku, a jego głównym celem jest gromadzenie oraz eksponowanie przedmiotów oraz budynków z ziem Wielkopolski. Jak dobrze już wiecie, uwielbiam takie klimaty, więc nie mogło mnie tam zabraknąć... Poniżej najciekawsze miejsca parku.

Zagroda zamożnego gospodarza (Gaj koło Witkowa)


Obejście garncarza (Sulmierzyce)


Dzwonnica

Kościół pw. św. Anny i św. Wawrzyńca (Wartkowice)
 

Wnętrze kościółka







Grób Walentego Świercza, powstańca wielkopolskiego

Przydrożny krzyż

Drewniana kaplica (Otłoczyn)

Kopia zespołu dworskiego z 2. połowy XVIII wieku

Wystrój
 



Malutki sad między kaplicą a zespołem dworskim

Takim oto sposobem "Wielkopolska Trylogia" dobiegła końca... Mam nadzieję, że wszystkie trzy wyprawy Wam się spodobały i dzięki tym wpisom, znajdziecie kiedyś czas na odkrycie tych miejsc lub ponowne napawanie się ich wspaniałą atmosferą.
Na sam koniec zostawiam Wam jeszcze kilka migawek znad przepięknego jeziora Lednica, na żywo te widoki robią jeszcze większe wrażenie...



Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia! 😉😊