sobota, 18 maja 2019

Podróże #45: Samochodem w Pieniny i Polski Spisz

Witam!
Egzaminy maturalne już niemal w całości za mną, więc nadszedł najwyższy czas, aby odpocząć i zregenerować się po ostatnich miesiącach ciągłej nauki, stresów i przygotowań do matury.
Piękny jest świat, gdy ma się... prawo jazdy! Nie bez przyczyny rozpoczynam kolejny podróżniczy post na moim blogu takim właśnie zdaniem. Od grudnia, czyli od kiedy zdałem wszystkie egzaminy  i stałem się pełnoprawnym posiadaczem niewielkiej karty, a mianowicie prawa jazdy, a dającej tyle radości, satysfakcji i wolności, od czasu do czasu starałem się wyrywać od książkowej rzeczywistości, zabrać z półki klucze do samochodu i ruszyć nim w bliższą, a czasem i dalszą trasę. Przez te kilka miesięcy zdążyłem objechać Lipnicę Murowaną, piękne sanktuarium w Pasierbcu, Dobczyce, Niepołomice, Limanową i inne wsie, miasteczka oraz miasta Małopolski. Tym razem jednak na celowniku znalazły się Pieniny i ich przeurocze, spiskie okolice.


Pierwszym przystankiem wyprawy samochodem w Pieniny było oczywiście Krościenko nad Dunajcem, zwane przez wielu Wrotami Pienin. Miasteczko to skupione wokół wartkich wód Dunajca i Krośnicy darzę ogromnym sentymentem od dzieciństwa, kiedy to przyjeżdżaliśmy z rodzicami, by nacieszyć swe oczy dunajeckim szafirem oraz jasnozielonymi wzgórzami okalającymi rzekę i zdobiąc niczym najwybitniejszy artysta.

Dunajec w Krościenku nad Dunajcem





Po krótkim pobycie w Krościenku ruszyliśmy do Szczawnicy - uzdrowiskowego miasta znanego z Pijalni wód mineralnych, licznych sanatoriów oraz Kotuńki, czyli skały pienińskiej na Dunajcu, na której szczycie rzeźba górala wita gości przybyłych do Szczawnicy. Z Kotuńką związana jest legenda.  
"Według niej diabeł niósł ogromny głaz, który chciał zrzucić na Zamek Pieniński, gdzie św. Kinga ukrywała się przed Tatarami. Zamiar ten udaremnił mu jednak kogut, który zapiał, pozbawiając czarta całej mocy. Kamień spadł więc do rzeki, nie czyniąc nikomu szkody."
Skała ta ma niemal 10 metrów wysokości!

Dunajec w Szczawnicy
 
Piękna szczawnicka zabudowa

Z widokiem na Kotuńkę

Po typowo góralskim obiedzie w jednej ze szczawnickich karczm, którego główną gwiazdą była kwaśnica w towarzystwie schabowego, wyruszyliśmy ze Szczawnicy w kierunku niedzickiego zamku, który podobnie jak Krościenko darzę dużym sentymentem. W drodze, przy wjeździe do Sromowców Wyżnych naszym oczom ukazała się piękna panorama, którą komponowały soczyście zielone spiskie łąki, kręta, siwa dróżka oraz tatrzańskie szczyty upiększone śnieżnym puchem oraz kremowymi obłokami, a razem z błękitnym niebem oraz słońcem, obraz ten był w stanie zachwycić nawet najbardziej wymagających i krytycznych koneserów.

Polski Spisz w całej swej okazałości

Droga na Krośnicę



Droga na Niedzicę

Niedzicki zamek Dunajec zdobi jedno z wielu urokliwych spiskich wzgórz już prawdopodobnie od ponad 700 lat! Miejsce to w całej swej okazałości najlepiej obserwować można z pobliskiego parkingu albo stąpając po zaporze dzięki której spiętrzone wody Dunajca utworzyły Jezioro Czorsztyńskie. Będąc na niej, z jednej strony można podziwiać niedzicki oraz czorsztyński zamek (znajdujący się po drugiej stronie sztucznego zbiornika) położone nad Jeziorem Czorsztyńskim, zaś z drugiej strony oczom ukazuje się Jezioro Sromowskie, o wiele mniejsze, ale również prezentujące się przepięknie.
Po drugiej stronie terenu zamkowego znajduje się przystań przy Jeziorze Czorsztyńskim skąd można podziwiać jego wody i czorsztyński zamek po drugiej stronie zbiornika.

Na placu przed zamkiem

Widok na zamek z zapory

A w oddali... zamek czorsztyński

Widoki na Jezioro Sromowskie


Malowidło 3D na niedzickiej zaporze

Stara drewniana kapliczka przed zamkiem

Widoki z przystani...




Wyjeżdżając ze Spiszu drogą przez Frydman, niezwykła panorama tychże okolic zaskoczyła nas po raz kolejny...





Ostatnim przystankiem tej ponad 250-kilometrowej wycieczki była Wola Skrzydlańska, a konkretniej jedno z jej wzgórz z którego rozciągały się wspaniałe widoki. Oczywiście owa miejscowość nieopodal Kasiny Wielkiej w Pieninach nie leży, ale uważam, że jak najbardziej zasługuje na mały udział w dzisiejszej podróży.



Zawsze lubię wracać w tamte strony i na nowo je odkrywać. Co ciekawe, każdej podróży w Pieniny i Spisz towarzyszy nam... wiatr - ciepły, przyjemny górski wietrzyk... Dziś również z nami był w tamtych rejonach i dzielnie spisywał się w roli przewodnika oraz gospodarza, a zwłaszcza na niedzickiej zaporze.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i do zobaczenia! :)

środa, 15 maja 2019

Po raz dziewiętnasty zakwitły kasztanowce...

Witam!
Jak pewnie doskonale wiecie, tegoroczny maj dla mnie był majem wyjątkowym... ukończenie I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie, potocznie zwany Nowodworkiem, a potem egzamin dojrzałości, czyli matura. W związku z tym chciałbym w dzisiejszym poście pokrótce podsumować ostatnie trzy lata spędzone w tym najukochańszym liceum, a także podsumować tegoroczną maturę (mimo iż został mi jeszcze do zdania egzamin ustny z angielskiego, aczkolwiek reszta już zaliczona).

Ostatnie trzy lata spędzone w Nowodworku były naprawdę jednym z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Kiedy zaczynałem swoją licealną przygodę w Krakowie, nie myślałem, że uda mi się przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy, do dużego miasta na co dzień, do bycia uczniem w szkole, której tradycje sięgają końca XVI wieku, wtedy było to dla mnie czymś nierealnym i tak odległym. Zajęło mi trochę czasu, żeby się z tym wszystkim jakoś oswoić, ale teraz wiem, że było warto. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, zawarłem mnóstwo pięknych przyjaźni, które dały mi tyle cudownych, czasem śmiesznych, radosnych przygód i które wierzę, przetrwają bardzo długo, jak najdłużej. Do egzaminu maturalnego przygotowywali mnie świetni nauczyciele, którzy zawsze starali się służyć radą i pomocą oraz zawsze chcieli dla nas dobrze, nawet jak była polonistyczna potrzeba, to i o północy, i o piątej nad ranem.
Fakt, był to czas intensywnej, ciężkiej nauki, zazwyczaj wymagano od nas wiele, nad książkami się spędzało długie wieczory, niekiedy i całe weekendy (zwłaszcza teraz, przed maturą), ale dzisiaj mogę z dumą powiedzieć, że chyba i temu zadaniu sprostałem.
W ostatni kwietniowy piątek oficjalnie zostałem absolwentem Nowodworka. W mojej głowie panował istny chaos, bowiem z jednej strony radość z biało-czerwonego paska na świadectwie, z najdłuższych wakacji w moim życiu, które przede mną, z drugiej strony władał jednak smutek, żal za tym, że to już koniec mojej pięknej, niemal trzyletniej przygody w Nowodworku, ale też i stres przed zbliżającymi się maturami, jak mi wyjdą ten egzaminy, które chcąc nie chcąc, będą miały wielki wpływ na moją najbliższą przyszłość, cytując Mickiewicza "...Co to będzie? Co to będzie?".

Jednak wtedy wygrała radość... zwłaszcza w momencie, gdy dostaliśmy krzyże maltańskie oraz dokumenty potwierdzające ukończenie krakowskiego I Liceum; staliśmy się w końcu absolwentami tej szkoły jak Sobieski, Wyspiański, czy Holoubek.

Tak świętowaliśmy ukończenie szkoły!



Dziś mija pierwsza połowa maja, kasztanowce powoli przekwitają, a więc to znak, że i czas matur zbliża się ku końcowi. Ja jestem już po siedmiu egzaminach, został mi jeszcze, jak wspominałem na początku, egzamin ustny z angielskiego.

Maturalne szaleństwo zaczęło się od pisemnego polskiego, który zdawałem jedynie na poziomie podstawowym. Jeśli ktoś jest zainteresowany przebiegiem matur, to wie, że w tym roku królowały Mickiewiczowskie "Dziady cz. III". Zadania z czytania ze zrozumieniem były dość dziwne i niejasne w swoim przekazie, ale niestety zazwyczaj tak właśnie bywa. Swoje wypracowanie poświęciłem tematowi wolności w życiu człowieka, powołując się na arcydzieła polskiej literatury, czyli "Dziady cz. III" oraz "Kordiana" Juliusza Słowackiego.
Kolejnym egzaminem była podstawowa matematyka, a więc królowa nauk. Matematykę pisałem również na poziomie rozszerzonym, który był zdecydowanie ciekawszy od podstawy i szczerze, to ze wszystkich rozszerzeń, które zdawałem, paradoksalnie to matematyka była w tym roku najprzyjemniejsza i mam co do niej dość duże nadzieje.
Ostatnim pisemnym egzaminem na poziomie podstawowym był język angielski, który chcąc nie chcąc, skomplikowanym testem nie był.
Pozostałe dwa rozszerzenia na maturze, czyli biologia oraz chemia, wprawiły w mnie w dość dziwny nastrój. O ile chemia nie sprawiła jakichś większych problemów, to biologia w tym roku zdecydowanie zaskoczyła raczej negatywnie. Liczę jednak, że będzie dobrze, bowiem od nich głównie teraz zależy, czy dostanę się na wymarzony kierunek, czy też nie...

Dzisiaj zdawałem egzamin ustny z języka polskiego, miałem dość duże szczęście, gdyż wylosowałem temat o ukazywaniu społeczeństwa w literaturze na podstawie "Lalki" i innego tekstu literackiego. Najbardziej stresowała mnie myśl, że nic z siebie nie wyduszę, ale tak interesujący temat dał mi niemal od razu kilka pomysłów na poprowadzenie swojej wypowiedzi. Ostatecznie odwołałem się jeszcze do pięknej powieści Stefana Żeromskiego, czyli do "Przedwiośnia" porównując utopię panującą w Nawłoci do skrajnego ubóstwa w Chłodku. W "Lalce" zaś przybliżyłem oczywiście postać Izabeli Łęckiej oraz ogólny obraz arystokracji na tle biedoty i cierpienia na warszawskim Powiślu. Moja wypowiedź została oceniona na 80%, co uważam za mały sukces. 😃


Ostatnie tygodnie były więc w moim życiu niezwykle intensywne, liczę, że teraz nieco się to wszystko uspokoi, spowolni i będę mógł się w pełni zregenerować po tych naprawdę ciężkich tygodniach przygotowań i nauki, bo zdarły one ze mnie naprawdę mnóstwo energii. Postaram się teraz Was odwiedzać częściej! 💛

P.S. Chciałbym jeszcze bardzo podziękować Jadzi Kluczyńskiej za ten oto piękny podarunek, który ostatnimi czasy od niej dostałem i oczywiście też się nim pochwalić w blogosferze 😄♥

Wspaniałe notesy od Jadzi ♥

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia wkrótce!

sobota, 20 kwietnia 2019

Wielkanoc kwieciem i słońcem przyzdobiona...

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie! 🌞🌞

Dziś święciliśmy pokarm, który trafi na nasze stoły już jutrzejszego poranka... Kolejny rok minął, kolejny dzień Wielkiej Nocy przed nami. Z tej jakże pięknej okazji, chciałbym Wam, drodzy czytelnicy, złożyć najserdeczniejsze życzenia, dużo zdrowia, szczęścia, samych pięknych chwil przy wielkanocnym stole, by wspomniany przed chwilą poświęcony pokarm i sam fakt zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem, dał Wam mnóstwo siły i radości na kolejne dni, tygodnie, miesiące, aby i w naszym życiu zaszła owa dychotomia - smutek zmienił się w uśmiech, niepokonane problemy i przeszkody w proste do przebrnięcia. Życzę Wam również wszechobecnej miłości, zgody, rozwiązania wszelakich konfliktów międzyludzkich, umiejętności przebaczenia drugiemu człowieka - ten czas, to czas pojednania, najpiękniejszy okres, by zakończyć wszystkie waśnie, spory i kłótnie.
Wszystkiego najcudowniejszego moi kochani! 🐣🐣🐤🐤🐥🐥🍃🌿


Baba wielkanocna jak zwykle wyszła obłędna - dwukolorowa z żurawiną

Jeszcze na sam koniec mogę pożyczyć Wam tylu barw i promieni słońca w życiu, które mój ogród tej wiosny podarował. Wszystko chce kwitnąć, rosnąć, rozwijać się, gdzie człowiek by nie spoglądnął, tam młode, soczyste liście i wielobarwne, delikatne, ale też wyraziste kwiecie. I jak tu nie kochać tej pory roku? Zwłaszcza, gdy jest tak wyjątkowa, słoneczna jak w tym roku... Przez ostatnie lata w Wielką Sobotę zawsze było pochmurno, z góry sączył się kapuśniaczek, pamiętam jak podczas święceń przy wiejskiej strażnicy wszyscy z humorem mówili, że to deszcz nam poświęci pokarm, a nie woda święcona... Ten rok nie zawodzi, jak na razie obdarowuje nas ciepłą i słoneczną wiosną, oby tak trwała ta wyjątkowa aura. 🍀🍀

Niezapominajki

Złota mahonia

Zawsze nienagannie piękne łąkowe mlecze



W tym roku pierwszy raz zakwitły mi takie oto fikuśne, ale przepiękne tulipany...





Skalniak też w pięknej formie...



Doniczkowa poziomka również zaczęła pracować

Kwiaty młodziutkiej śliwy, która w tym roku zakwitła po raz pierwszy


Zakwitła również stara przydomowa grusza...


Pozdrawiam Was wszystkich słonecznie i wiosennie! Do zobaczenia! 😊😊💚💚💚