piątek, 8 marca 2019

Sześć lat i jeden dzień temu...

Witam!
Wczoraj pisałem o renesansie w moim ogrodzie, o przedwiośniu, o wielobarwnych kwiatach, o kurze, o biedronce... a tak sobie teraz pomyślałem, że przecież wczoraj ten mój blog staruszek miał szóste urodziny! Trudno jest wybaczyć sobie to przegapienie, ale tak to jest, gdy na człowieka oddziałuje tyle różnorakich bodźców z maturą na czele...

A więc, sześć lat i jeden dzień temu wszystko się zaczęło... jedna z dłuższych i piękniejszych przygód mojego życia. Aż strach pomyśleć, że te sześć lat temu kończyłem szkołę podstawową, a dziś przymierzam się do matury i do studiowania medycyny (trzymajcie kciuki, żeby się udało ;) ). Kawał czasu, prawie jedna trzecia mojego życia to właśnie czas, w którym tu tworzę ten tytułowy "świat z mojej perspektywy". Oczywiście obecna nazwa bloga sześciu lat nie ma, bo niegdyś jeśli najstarsi bywalcy pamiętają, ten blog był poświęcony przyrodzie, a w szczególności naszym skrzydlatym przyjaciołom, czyli ptakom, ale mimo wszystko cały czas tę moją perspektywę mogliście, i dalej możecie, odkrywać.

No to może tradycyjnie mała statystyka, bo każdy ścisłowiec mniejsze lub większe statystyki lubi... ;)
  • prawie 80000 wyświetleń na blogu, co dla mnie jest wynikiem kosmicznym, coś dla mnie nieprawdopodobnego i wielce cieszącego (w tym przez ostatni rok prawie 20000 wejść, czyli jest progres😃);
  • wizyty osób z całego świata, od Karaibów po Australię, Afrykę i daleką Azję;
  • grono 132 obserwatorów - wspaniałych osób z blogosfery;
  • 181 postów (łącznie z tym dzisiejszym).
Dziękuję Wam za każdą cyferkę, za każdy komentarz, za to że dalej jesteście ze mną i jesteście ciekawi, co ten maturzysta spod Krakowa ma Wam do powiedzenia ;)

Chciałbym również podziękować moim najserdeczniejszym przyjaciołom - Ani, Oliwce, Karolinie, Kasi, Patrykowi, Weronice, Krzyśkowi i innym, też głównie za wsparcie w prowadzeniu tego bloga, za to że czasem możemy się pośmiać z mojego stylu i z moich postów z czasów podstawówki, gdy ta cała przygoda się zaczynała, a także za to (a zwłaszcza Ania i Oliwka, które tak bardzo chciały się zjawić na blogu, no to macie heh), że każdy nowy post od razu jest przez Was czytany i w naprawdę fajny sposób komentowany. Dziękuję Wam bardzo, jesteście najlepsi! ♥

Chciałbym również podziękować mojej mamie za każdy przeczytany post i zawsze piękne słowa na jego temat oraz mojemu tacie, którego już z nami nie ma, ale wiem, że opiekuje się mną z góry, pomaga mi i też czyta nowe posty tam u góry... :)

Podziękowań wiele, ale tak to już jest, gdy z każdej strony otaczają Cię wspaniali ludzie i każdemu trzeba kiedyś podziękować.
Dziękuję więc jeszcze raz i życzę Wam i sobie, aby ten blog, to miejsce doczekało się kolejnych pięknych jubileuszy... ❤️❤️❤️


A teraz zapraszam na wirtualny torcik! 😂😂

pobrane z internetu

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia! ♥

czwartek, 7 marca 2019

Renesans

Witam!
Renesans, czyli odrodzenie... Na pewno każdy z Was pamięta ten termin i owe tłumaczenie z zajęć z języka polskiego, jako epokę literacką oraz historyczną, którą zainicjowało głównie odkrycie Ameryki przez Kolumba pod koniec XV wieku.
Czytając te trzy słowa "renesans, czyli odrodzenie" można sobie pomyśleć, że tym terminem nie musimy się ograniczać jedynie do nazywania czasów Leonardo da Vinci, Michała Anioła i innych wielkich twórców przełomu XV i XVI wieku, ale możemy go używać w innych miejscach, czy momentach...

Niewątpliwie renesansem w przyrodzie jest przedwiośnie, które zdaje się na dobre zagościło w moim ogrodzie. Przyjemne słońce, coraz więcej barw oraz zieleni wokół napawa mnie optymizmem, że w końcu wychodzimy z zimowej, białej aury, która mimo swych licznych uroków, za nic w świecie u mnie nie przebije wiosny, czy lata.

Przebiśniegi kwitną, krokusy również, na trawniku pojawiły się pierwsze bielutkie albo malinowe stokrotki, śmiało do góry zaś wzbijają się tulipany, hiacynty, ziarnopłony, fiołki, narcyzy, czy szczypior. Wszystkie te rośliny tworzą wielokolorową mozaikę, z zielenią, fioletem, złotem, różem, czy bielą...
 





Tulipany

Młody, jasnozielony hiacynt


Zwierzęta, te małe i te duże, też już dają o sobie znać, a zwłaszcza pewna młoda kurka i niezwykle fotogeniczna boża krówka...

Wczoraj korzystając z uroków owego przedwiośnia, przespacerowałem się ze swoim jamnikiem na skąpany w marcowym słońcu taras. Rudi od razu ruszył w stronę balasek i zaczął coś pod tarasem obserwować, z sekundy na sekundę coraz bardziej i bardziej, i bardziej. Wiedziałem, że coś musiał ciekawego zauważyć, więc szybko podszedłem zobaczyć co się tam dzieje. Wtem spod karłowatej sosenki, w której teren tak bardzo był wpatrzony Rudi, wyleciała młoda kurka, która przywędrowała pod tę sosenkę od moich sąsiadów. Jakież było moje zdziwienie, kiedy pod krótką, ale masywną gałęzią oprócz licznych piórek zobaczyłem jajka! Znalazła sobie ta kurka naprawdę świetne miejsce do znoszenia jajek... pod krzewem sosny, który dodatkowo okrywała trzmielina i bukszpan... skubana!


Po całej tej zabawnej historii z niesforną kurą pod ściętą, tym razem dużą, sosną zobaczyłem, jak pośród mchu człapie biedronka. Obiektywu się nie bała, śmiało mogłaby rywalizować z moim kotem o miano top modela ogrodu, bo wypadła na zdjęciach bardzo pozytywnie 😄




Takiż to ten renesans... pełen kolorów i zabawnych historii. Mnie to bardzo cieszy, a jeszcze bardziej cieszy to, że do ogrodu powoli wraca życie i kwestią czasu jest pojawienie się pierwszych młodych listków na brzózkach, pierwsze złote grona na krzewach forsycji, czy powrót stadka szpaków do swoich mieszkanek na starej gruszy. Nic tylko się radować!
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia! ;)

piątek, 22 lutego 2019

Paradoks

Witam!
Ostatnio z tego co dobrze widzę mam tendencję do tworzenia krótkich, najczęściej jednosłownych tytułów do moich rozważań, przemyśleń i obserwacji... z jednej strony chyba dobra sprawa, bo wszystko jest proste i klarowne i dla mnie, i dla Was, ale jeśli byłby ktoś tym faktem zawiedziony, to pod koniec będziecie mogli nieco porozważać razem ze mną i stworzyć swój obraz do pewnego mojego tekstu 😉😉

Cały sens tytułowego "paradoksu" jest zawarty w dwóch krótkich słowach: luty oraz wiosna. Ostatnio ta wiosna zawitała do nas, przepędziła na jakiś czas zimę, a obdarowała ciepłem oraz wesołymi barwami. Sam nie mogłem nacieszyć się owymi widokami, które zaproponowała mi druga dekada lutego. Jak dobrze wiecie, za zimą nie przepadam, więc taki wiosenny klimat jak najbardziej mi odpowiada... A jeszcze jak swe pierwsze kwiaty wypuściły drobne krokusiki i stokroteczki, to tym bardziej.
Zapraszam na krótki spacer po dobrze Wam już znanych okolicach, które bez względu na porę roku i aurę, prezentują się pięknie.

















 I ten właśnie paradoks, i te właśnie widoki obdarowały mnie tak ciężko ostatnio u mnie dostępną... weną. Wenę trzeba zawsze wykorzystać jak najlepiej stąd i pojawił się "Paradoks". Interpretacja dowolna, stwórzcie sobie swój własny obraz tego wiersza... Ja Was z nim zostawiam, jednocześnie dziękując za ostatnie liczne wizyty oraz komentarze i życzę Wam udanej soboty i niedzieli. Do zobaczenia! :)



piątek, 15 lutego 2019

Bury włóczęga

Witam!
Korzystając z faktu, iż choroba w tym tygodniu pokrzyżowała moje plany i uziemiła mnie w domu, chciałbym Wam przedstawić pewnego burego włóczęgę, który tak włóczy się i włóczy po tym świecie od ponad siedmiu lat, czyli kota imieniem Kiki (zdrobniale Kikuś).
W jednym z ostatnich postów, jeśli pamiętacie, na kilku zdjęciach bohaterem był właśnie Kiki, kot od zawsze zakochany w łażeniu tu i ówdzie oraz obiektywie. Mi to drugie bardzo odpowiada, bo robić mu liczne sesje zdjęciowe to dla mnie ogromna przyjemność, zwłaszcza że pozostałe pupilki, czyli moje dwa psiaki niechętnie garną się do robienia jakichkolwiek zdjęć; Berek zawsze ucieka od aparatu jak najdalej, a Rudi zawsze z radości rusza się, biega albo odwraca głowę, tak że rzadkością jest go ująć tak, aby wyszło niezłe zdjęcie, bo dobre i wyżej to byłby cud prawdziwy.

Kiki na pierwszy rzut oka wydaje się być wiecznie niewyspanym leniuchem, który powolnym krokiem przemierza liczne ścieżki mojego ogrodu zawsze nimi docierając pod dom, z którego dostaje dużo jedzenia... no to tak może być co najwyżej w warunkach optymalnych, a takowe zdarzają się rzadziej niż częściej. Zawsze coś zaburza to optimum i powoduje, że Kiki staje się ruchliwy i pełen życia - czy to pieski, które na jego widok biegną do niego by się z nim bawić, czy to ktoś wyjdzie na zewnątrz, na ogród i lata za nim prosząc o dokładkę śniadania, obiadu lub kolacji, czy to przyjedzie jakiś samochód i "bada" ten obcy obiekt... takich sytuacji jest bardzo dużo.

Ale jak już nadejdzie cisza i spokój, to albo idzie odpoczywać - do żywopłotu, na taras, czy na dachy karmników (spokojnie nie czyha na ptaki, na to akurat jest zbyt leniwy, po prostu nie wiedzieć czemu lubi na nich siedzieć😃), albo kroczy, kroczy leniwym, powolnym krokiem po wszystkich zakamarkach ogrodu i nie tylko. Jeśli w trakcie tych czynności gdzieś przetną się nasze drogi, to oczywiście kończy się to robieniem mu zdjęć, co wielce, wielce uwielbia, co swoje potwierdzenie może znaleźć w ostatnich kilku sesjach do których się dokopałem 😀😸😸


Jedna z wielu drzemek na karmniku





Władca






A tu dla małego porównania, Kiki sprzed sześciu lat ;)

I tak to jest z tymi zwierzakami, nic, tylko się nimi zachwycać...

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia! :)

niedziela, 10 lutego 2019

Wiosennie

Witam!
Ostatni mój post tutaj był przepełniony pięknymi obrazkami autorstwa zimy. Mimo że owa zima jest artystką niezwyczajną, to jak dobrze wiecie nie jestem największym jej fanem i zdecydowanie wolę, gdy za oknem dominują barwy zieleni pól, łąk, trawy w ogrodzie, złota od słońca i błękitu nieba. Pierwsza dekada lutego przynajmniej u mnie minęła bardzo przyjemnie, bo bardziej wiosennie niż zimowo. Fakt, zapowiadają tu i ówdzie, że jutro drastyczna zmiana pogody od deszczu, przez deszcz ze śniegiem aż po kolejny powrót białej, mroźnej aury. No ale cóż zrobić... do astronomicznej i kalendarzowej wiosny jeszcze nam został miesiąc z kawałkiem, więc do tej pory zima ma pełne prawo do pokazywania siebie i niezależnie czy nam się to podoba, czy nie, trzeba to uszanować.

A tymczasem kilka ujęć lutowej wiosny w moim ogrodzie...






Nawet się pojawiły maleńkie zimówki

I tradycyjnie piękne, zimowe zachody słońca...



Czwarta edycja "Podróży Roku" dobiegła końca. Tym razem zwycięską wyprawą okazała się ta do Lwowa, która zdobyła niemal połowę Waszych głosów! Pełne wyniki możecie sprawdzić klikając TUTAJ.

Dziękuję za wszystkie odwiedziny na blogu! Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia! :)