niedziela, 26 maja 2019

W późnomajowym ogrodzie

Witam!
Po ostatnim tygodniu, w którym dominowały deszcze, ulewy, wichury, powodzie i ciężkie, szaroczarne sklepienie nieba, ostatni majowy weekend okazał się być jednak nieco bardziej łaskawy i obdarował mój zielony zakątek ciepłymi, złotawymi promieniami słońca, który do teraz delikatnie muska po skórze. W takich sprzyjających warunkach nadeszła więc okazja, aby utonąć w ogrodowych zieleniach, fioletach, czerwieniach i całej palecie barw wyrwanej z rąk malarza z baśniowego świata.
Tą wiosną na całe szczęście nic nie zamarzło, przymrozki nie przyniosły przykrych niespodzianek, stąd też tyle kwiatów, stąd też tyle młodych, soczystych, jasnozielonych liści, listków, listeczków...










Leśniczówka ozdobiona poziomkowymi krzewikami skąpana w słońcu

Późnomajowym ogrodem zdecydowanie rządzą delikatne rododendrony, czy azalie przybyłe z odległych azjatyckich krain. W moim zakątku króluje rododendron o jasnofioletowych kwiatach, ciemnopomarańczowa, a także kilka buraczkowych azalii oraz różanecznik z drobnymi, jasnozielonymi kwiateczkami. Rośliny te są dość wymagającymi w uprawie, zwłaszcza te o dużym pokroju, ale zadbane dają mnóstwo koloru do ogrodów w drugiej połowie maja, choć nie tylko, bo ten ostatni wyżej wspominany kwitnął z dobry miesiąc temu.
Kwitną już także powojniki, zwane również clematisami, różnokolorowe margerytki, krzewuszki cudowne (zwane też krzewami królewskimi), poziomki, które tak dobrze zaaklimatyzowały się w donicach, nadal niezawodnie kwitną niezapominajki, a na szkarłatny kolor swe młode liście maluje pieris... istna burza kwiatów i kolorów!














Nawet i pszczoła dała się uchwycić...



Młode liście pierisa są przepiękne...

Skalniak mimo że już tylko w jednym kolorze, w zieleni, dalej zachwyca oko, a zwłaszcza główki przekwitniętych sasanek, które przyodziały strój wielkich, polnych dmuchawców...
Koloru przy skalniaku, w bliskim sąsiedztwie, daje rządek żurawek, które też lada dzień zaczną kwitnąć.



Jedna z kilku rdzawych żurawek pod skalniakiem

Taki to właśnie ten niewielki zakątek... niewielki, lecz jakże magiczny! Na sam koniec, dwie ogrodowe gwiazdy, modele z prawdziwego zdarzenia, czyli jamnik Rudi i kot Kikuś, który ostatnimi czasy stał się wielkim domownikiem potrzebującym atencji na każdym kroku, ale to chyba lata robią swoje...

Kikuś jak zawsze chętny do zdjęć...

Nawet Rudi dał sobie zrobić niebrzydkie zdjęcie z Kikim w tle





A propos zwierzątek i wszelkiego innego stworzenia, to niemal bym zapomniał o dwóch przybyszach z nie wiadomo skąd, pierwszym z nich jest bociek akrobata, który skakał i fikał w pewien deszczowy dzień na jednym z dużych jesionów, a drugim... jakiś piękny chrząszczyk o złotej tarczy niczym z czasów starożytnego Rzymu. Jeśli ktoś jest znawcą i wie, co to za gatunek, to proszę o odezwanie się w komentarzu! ;)


Jakby żywo wyjęty z rzymskiego legionu...


Pozdrawiam Was serdecznie i pozdrawiam ciepło, szczególnie wszystkie mamy i mamusie, bo przecież dziś jest Wasze święto! Wszystkiego dobrego! :)

sobota, 18 maja 2019

Podróże #45: Samochodem w Pieniny i Polski Spisz

Witam!
Egzaminy maturalne już niemal w całości za mną, więc nadszedł najwyższy czas, aby odpocząć i zregenerować się po ostatnich miesiącach ciągłej nauki, stresów i przygotowań do matury.
Piękny jest świat, gdy ma się... prawo jazdy! Nie bez przyczyny rozpoczynam kolejny podróżniczy post na moim blogu takim właśnie zdaniem. Od grudnia, czyli od kiedy zdałem wszystkie egzaminy  i stałem się pełnoprawnym posiadaczem niewielkiej karty, a mianowicie prawa jazdy, a dającej tyle radości, satysfakcji i wolności, od czasu do czasu starałem się wyrywać od książkowej rzeczywistości, zabrać z półki klucze do samochodu i ruszyć nim w bliższą, a czasem i dalszą trasę. Przez te kilka miesięcy zdążyłem objechać Lipnicę Murowaną, piękne sanktuarium w Pasierbcu, Dobczyce, Niepołomice, Limanową i inne wsie, miasteczka oraz miasta Małopolski. Tym razem jednak na celowniku znalazły się Pieniny i ich przeurocze, spiskie okolice.


Pierwszym przystankiem wyprawy samochodem w Pieniny było oczywiście Krościenko nad Dunajcem, zwane przez wielu Wrotami Pienin. Miasteczko to skupione wokół wartkich wód Dunajca i Krośnicy darzę ogromnym sentymentem od dzieciństwa, kiedy to przyjeżdżaliśmy z rodzicami, by nacieszyć swe oczy dunajeckim szafirem oraz jasnozielonymi wzgórzami okalającymi rzekę i zdobiąc niczym najwybitniejszy artysta.

Dunajec w Krościenku nad Dunajcem





Po krótkim pobycie w Krościenku ruszyliśmy do Szczawnicy - uzdrowiskowego miasta znanego z Pijalni wód mineralnych, licznych sanatoriów oraz Kotuńki, czyli skały pienińskiej na Dunajcu, na której szczycie rzeźba górala wita gości przybyłych do Szczawnicy. Z Kotuńką związana jest legenda.  
"Według niej diabeł niósł ogromny głaz, który chciał zrzucić na Zamek Pieniński, gdzie św. Kinga ukrywała się przed Tatarami. Zamiar ten udaremnił mu jednak kogut, który zapiał, pozbawiając czarta całej mocy. Kamień spadł więc do rzeki, nie czyniąc nikomu szkody."
Skała ta ma niemal 10 metrów wysokości!

Dunajec w Szczawnicy
 
Piękna szczawnicka zabudowa

Z widokiem na Kotuńkę

Po typowo góralskim obiedzie w jednej ze szczawnickich karczm, którego główną gwiazdą była kwaśnica w towarzystwie schabowego, wyruszyliśmy ze Szczawnicy w kierunku niedzickiego zamku, który podobnie jak Krościenko darzę dużym sentymentem. W drodze, przy wjeździe do Sromowców Wyżnych naszym oczom ukazała się piękna panorama, którą komponowały soczyście zielone spiskie łąki, kręta, siwa dróżka oraz tatrzańskie szczyty upiększone śnieżnym puchem oraz kremowymi obłokami, a razem z błękitnym niebem oraz słońcem, obraz ten był w stanie zachwycić nawet najbardziej wymagających i krytycznych koneserów.

Polski Spisz w całej swej okazałości

Droga na Krośnicę



Droga na Niedzicę

Niedzicki zamek Dunajec zdobi jedno z wielu urokliwych spiskich wzgórz już prawdopodobnie od ponad 700 lat! Miejsce to w całej swej okazałości najlepiej obserwować można z pobliskiego parkingu albo stąpając po zaporze dzięki której spiętrzone wody Dunajca utworzyły Jezioro Czorsztyńskie. Będąc na niej, z jednej strony można podziwiać niedzicki oraz czorsztyński zamek (znajdujący się po drugiej stronie sztucznego zbiornika) położone nad Jeziorem Czorsztyńskim, zaś z drugiej strony oczom ukazuje się Jezioro Sromowskie, o wiele mniejsze, ale również prezentujące się przepięknie.
Po drugiej stronie terenu zamkowego znajduje się przystań przy Jeziorze Czorsztyńskim skąd można podziwiać jego wody i czorsztyński zamek po drugiej stronie zbiornika.

Na placu przed zamkiem

Widok na zamek z zapory

A w oddali... zamek czorsztyński

Widoki na Jezioro Sromowskie


Malowidło 3D na niedzickiej zaporze

Stara drewniana kapliczka przed zamkiem

Widoki z przystani...




Wyjeżdżając ze Spiszu drogą przez Frydman, niezwykła panorama tychże okolic zaskoczyła nas po raz kolejny...





Ostatnim przystankiem tej ponad 250-kilometrowej wycieczki była Wola Skrzydlańska, a konkretniej jedno z jej wzgórz z którego rozciągały się wspaniałe widoki. Oczywiście owa miejscowość nieopodal Kasiny Wielkiej w Pieninach nie leży, ale uważam, że jak najbardziej zasługuje na mały udział w dzisiejszej podróży.



Zawsze lubię wracać w tamte strony i na nowo je odkrywać. Co ciekawe, każdej podróży w Pieniny i Spisz towarzyszy nam... wiatr - ciepły, przyjemny górski wietrzyk... Dziś również z nami był w tamtych rejonach i dzielnie spisywał się w roli przewodnika oraz gospodarza, a zwłaszcza na niedzickiej zaporze.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i do zobaczenia! :)