Północ znów zapłonęła tysiącem barw
Witam!
Pamiętacie może zachwyty nad spektakularną zorzą polarną, która dwa lata temu rozświetliła jeden z majowych nieboskłonów? Jeśli tu regularnie zaglądacie, to pewnie teraz skinęliście głową, a jeśli nie, to pozostawiam odpowiedni LINK. Światła Północy malują najwykwintniejsze obrazy, a wraz z nadejściem nowego roku postanowiły znów zapłonąć nad polską ziemią…
Dziewiętnasty dzień stycznia mijał jak każdy inny. Nic nie zapowiadało, że ta konkretna kartka z kalendarza pozostanie w moim sercu na zawsze. Do pierwszych informacji o możliwym spektaklu na nocnym, okrutnie mroźnym nieboskłonie dokopałem się chwilę po powrocie z pracy. Zapowiadana burza magnetyczna miała umożliwić obserwacje zorzy polarnej… około 3:00-4:00 nad ranem. Machnąłem więc ręką w geście rezygnacji i nakierowałem swoje myśli na korepetycje z matematyki, które miałem lada chwila poprowadzić.
![]() |
| Pierwsze zdjęcie styczniowej zorzy, a miało być tylko lepiej... |
Po godzinie 20:00, gdy byłem już wstępnie gotowy na wypoczynek po kolejnym długim i nieco męczącym dniu, na Facebooku uderzyły mnie jaskrawe plansze wieszczące zaskakujące wiadomości- silna zorza może pojawić się w każdej chwili! Czym prędzej skoczyłem do łazienki po suszarkę, by na wszelki wypadek dokładnie wysuszyć ledwo co umyte włosy, w termosie naparzyłem pół litra lipowej herbaty, a na krześle zawiesiłem grubsze polary, spodnie, czapkę i szaliki. Z minuty na minutę ekscytacja rosła jak na drożdżach, a ja tylko czekałem na znak od „zorzowych ekspertów” z internetu. Przy okazji, jeśli ktoś chce być na bieżąco z podobnymi alertami to polecam zaobserwować odpowiednie strony (Pogoda Żegocina, Astrolife, Z głową w gwiazdach itd.).
Kilka minut przed 22:00 sieć obiegły pierwsze zdjęcia seledynowo-różowych łun nad Polską. Nie mogłem dłużej czekać. Opatuliłem się ciepłymi ubraniami, do jednej z większych kieszeni wsadziłem wcześniej naszykowany termos oraz telefon i ruszyłem na „polowanie”, na zorzę oczywiście ;)
12 stopni na minusie nie ułatwiały zadania, ale wielkie sprawy czasem wymagają większego poświęcenia. Niedługo po wyjściu z domu auto wylądowało na drodze przecinającej ogromne połacie okolicznych pól. Północne niebo otworzyło się przede mną do granic możliwości bezwstydnie pokazując swoje coraz mocniejsze atuty. Pomarańczowe, a następnie różowawe światła leniwie płynęły nad horyzontem, tak jakby tylko czekały na kolejne błyski fleszy oraz rzucane zewsząd ochy i achy. Wszedłem więc w rolę ciekawskiego paparazzi i bez ogródek robiłem jedno zdjęcie za drugim.
Niebiańskie widowisko dość mocno fluktuowało i tak po kilku minutach rozkoszy, łuny na moment niknęły w ciemnościach styczniowej nocy. Przemarznięty do szpiku kości człowiek zaczyna walczyć o przetrwanie, więc aby bez wyrzutów sumienia ogrzać się nieco w znacznie cieplejszym wnętrzu samochodu, podjąłem decyzję o zmianie miejscówki. Wybór padł na niewielkie wzniesienie w sąsiedniej wsi, z którego przy dobrych warunkach można prowadzić owocne obserwacje nieba. I to był strzał w dziesiątkę!
![]() |
| Miałem to szczęście, by znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie... |
Jakieś dwie minuty po wyjściu z samochodu zadziała się najprawdziwsza magia. Nagle, w niemal samym zenicie, zabłysnęły jaskrawozielone, doskonale widoczne gołym okiem poświaty. Nienagannym, ale zdecydowanym krokiem sunęły z zachodu na wschód natychmiastowo budząc wyobrażenia o najpiękniejszych, baśniowych krainach. Głównej gwieździe przedstawienia towarzyszyły liczne różowawe łuny, które równie skutecznie przebijały ciemności i kompletowały ten jedyny w swoim rodzaju obraz. Wskazówki zegara dobijały do 23:00, a ja lawirowałem na granicy jawy i snu. Łapczywie czerpałem z wszelakich dobrodziejstw przybyszy zza koła podbiegunowego. Byłem im wdzięczny, że włożyli tyle trudu, by przywędrować aż do Małopolski (chociaż ostatecznie pofrunęły podobno aż nad Alpy!)...
Cały spektakl trwał maksymalnie z 5 minut, ale to wystarczyło, bym dosłownie popłakał się z wrażenia i zapamiętał ten urywek z życia na długie, długie lata. Zdrętwiałe łydki i stopy pewnie mnie znienawidziły po tej eskapadzie, zwłaszcza że przy takim zastrzyku adrenaliny nawet nie wpadłem na pomysł, by skorzystać z dóbr kryjących się w metalowym termosie. Musiałem już jednak przymknąć na to oko. Tak piękne emocje, tak wspaniałe przeżycia czynią nas (a przynajmniej mnie) wariatami. I nawet nie mam zamiaru nad tym protestować ;)
Przyszłość, nawet ta najbliższa, potrafi zaskakiwać. Nigdy nie przewidzimy jej zamiarów, nigdy w pełni nie przygotujemy się na jej przebieg. Tamtym światem rządzą niespodzianki, te dobre jak i te gorzkie, o niektórych z nich nie pomyślelibyśmy nawet w najśmielszych snach. Przyszłość jakby tonie w wiecznej mgle, a my w każdej chwili swojego życia widzimy tylko jej maleńki skrawek, czasem zupełnie odbiegający od ostatecznej rzeczywistości. Pozostaje nam zatem oczekiwać nieoczekiwanego...








Pięknie opisane to co działo się 19.01.2026.
OdpowiedzUsuńPoetycko! ♥️
Super post Maksiu. Piękne kadry. Ja nawet nie wiedziałam, że 19 styczna mieliśmy taki spektakl barw na niebie. Pozdrawiam w Nowym Roku :)
OdpowiedzUsuńCudnie :)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia:) Ja przegapiłam ten spektakl :( Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńJak wiesz Maksiu, przespałam po intensywnym dniu :-) ale dzięki Twoim zdjęciom poczułam konieczność namalowania- przynajmniej:-)
OdpowiedzUsuńWspaniałe widoki udało Ci się uchwycić. A ja przegapiłam :-(. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńNigdy takiego nieba nie widziałam . Warto było znieść trudy dla takiego widoku. Rozumiem bardzo Twoje podekscytowanie. Oczekiwać nieoczekiwanego ... pięknie to ująłeś. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńCudne zdjęcia!! jednak natura jest wielką i wyjątkową rękodzielniczką ;) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńTaki widok wart jest poświęcenia... świetne zdjęcia. Pozdrawiam cieplutko:)
OdpowiedzUsuńOjej, ja 19 stycznia o tej porze wracalam z Sanoka, 18 stycznia byłam w Rudawce pod lodospadami...nie wiedziałam, że to zjawisko wystąpi w Polsce, postarałabym sie na nie załapać...Zazdroszczę szczerze Rowich wrażeń...pięknie je opisałeś. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńJak pieknie obfociles zorzę i cudnie opisałeś ten cud natury .Wiedziałam o tym zjawisku ale jakoś nie bardzo mi było samej gdzieś chodzić, pozdrawiam i dziękuję za tą relację .
OdpowiedzUsuńPiękne dzieła sztuki pokazała nam matka natura. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia :) Faktycznie ta zorza zachwyciła nas intensywnością barw i spektaklem, który rozegrał się na naszym niebie. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńAle miałeś szczęście. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCuda natury są źródłem najpiękniejszych spektakli. Piękne zdjęcia :) Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńNo i super, też się zdziwiłam jak córka mieszkająca we Wrocławiu przesłała mi takie cudne zdjęcia, niestety o taj poprze żadna siła by mnie już nie wygoniła z łóżka . Ale super że Wy Młodzi mogliście taki spektakl oglądać. To z pewności na długo pozostanie w Waszej pamięci, co świetnie ujęła na swoim obrazie Basia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Przepiękne.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę, bo mi się nie udało.
Maksiu wspaniałe zdjęcia udało Ci się zrobić !!! Byłeś i czułeś się pewnie jak w baśniowym świecie, nie każdemu jest to dane oglądać takie spektakle na żywo, u mnie gdzie w koło same blokowiska niestety nie ma takiej możliwości, dlatego bardzo Ci dziękuję za te piękne zdjęcia 😘
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam.
Ależ cudowny spektakl!!! Wiedziałam o nim, nawet wychodziłam przed dom kilka razy, ale u mnie od północy mam wysokie drzewa i zabudowania sąsiadów, jakoś nie dane mi było oglądać to na żywo. Ale nie dziwi mnie Twoja ekscytacja, ja też pewnie wariowałabym z zachwytu. Wystarczy, że często obserwuję na niebie przelatującą ISS, czyli Międzynarodową Stację Kosmiczną... czuję wtedy rozczulenie i niesamowitą ekscytację tym zjawiskiem. Do tych niesamowitych zdjęć dołożyłeś jeszcze pełną ekscytacji i wrażeń opowieść oraz opis swoich przeżyć... aż mam gęsią skórkę. Dziękuję Ci za te niesamowite przeżycia!
OdpowiedzUsuńI serdecznie oraz gorąco Cię pozdrawiam!
Piękno w najczystszej postaci... :) wspaniale, że miałeś taką szansę... ja zorzę widziałam raz w życiu, nad Bałtykiem, w sierpniu, to był zupełny przypadek... takie widoki pamięta się do końca życia... :)
OdpowiedzUsuńPięknie... niestety ja nie widziałam
OdpowiedzUsuńAleż ci zazdroszczę, ale czytałam i oglądałam i pisze z szerokim uśmiechem. Jestem fanką kosmosu, toteż takie zjawiska mnie zachwycają. Oglądam Astrolife, oglądałam ten spektakl z Nocne Niebo, bo lubię Zbycha, co je prowadzi. Nie widziałam zorzy, a byłam na dworze. Pewnie za dużo budynków... Na samym life byłam zachwycona, a co to musiało być na żywo. Też jestem wariatką, też bym płakała. Jeśli na tym polega być wariatem, to jestem z tego przydomka dumna. :) Dziękuję za cudowne zdjęcia i tekst, który tak dobrze rozumiem. No, a Basia, Basia jest Aniołem tego świata! Pięknego tygodnia Maks. :) <3
OdpowiedzUsuńDomyślam się, jak niesamowite wrażenia wywołują takie dzieła natury. Twoje emocje Maks są tego dowodem. Żałuję, że nie mam możliwości poczynić takich obserwacji w mej najbliższej okolicy, bo to miejska dżungla pełna bloków i wieżowców 😉
OdpowiedzUsuńZatem dzięki, że podzieliłeś się z nami przepięknymi zdjęciami i marzłeś na okrutnym mrozie, by uchwycić ten ulotny spektakl rozgrywający się na nocnym niebie 🤗
Serdeczności posyłam...
Anita
Piękna zorza, niestety my nie widzieliśmy.
OdpowiedzUsuńMaks, wspaniała, ekscytująca, pełna emocji opowieść i fantastyczne zdjęcia!!! Natura zawsze potrafi zachwycać. Bardzo się cieszę, że po raz kolejny udało Ci się zobaczyć i sfotografować zorzę! Nie miałam możliwości zobaczyć jej u siebie, więc tym bardziej wspaniale że mogę ja podziwiać na Twoich zdjęciach. uściski dla Ciebie :)))
OdpowiedzUsuńWitaj szarością za oknem Maksiu
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia. Nigdy nie dane mi było podziwiać takiego spektaklu na niebie
Pozdrawiam mroźną niedzielą
CUDOWNE!! Mi się nigdy nie udało zobaczyć na żywo, chociaż wiem, że i u nas w Jaśle była dobrze widoczna
OdpowiedzUsuńWow ! Ależ Ci dziękuję za tę nocną wyprawę i zdjęcia ! Ja sobie smacznie spałam, a Ty stałeś na mrozie dla siebie i dla nas, byśmy mogli tu zobaczyć te niesamowite, podniebne zjawiska. Dzięki Ci Maks !!!
OdpowiedzUsuńWspaniałe zdjęcia! Ja niestety nie miałam tego szczęścia, chociaż w mojej okolicy też zrobiono mnóstwo zdjęć zorzy. Może kiedyś się uda. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń