Powracam tam nieustannie

Witam!
Ciężko nie zauważyć, że ostatnimi czasy panuje tutaj nadzwyczajna cisza. Wirtualny kurz i pajęczyny mają się świetnie, a ja - przyznając się z ręką na sercu - nie mam wystarczającego zapału, by ukrócić tej przykrej swawoli. Brak czasu? weny? spokoju duszy i ciała? Długo by opowiadać... raczej wszyscy doskonale znamy tę istotę ludzkiego życia, która kreśli niekończącą się sinusoidę z lepszych i gorszych epizodów. Nie ma co jednak zamieniać tego wstępu w jeden wielki gąszcz pytajników oraz goryczy. Ten blog, ten mój najcenniejszy pamiętnik, uwielbia zachowywać, a potem troszczyć się, o to co dobre, miłe dla oka... po prostu co piękne. Zatem niech i teraz tak się zadzieje!




Pamiętacie jeszcze moje zmagania z Koroną Beskidu Wyspowego? Stali czytelnicy na pewno teraz przytakną głową, może nawet delikatnie się uśmiechną. Pod koniec lutego 2024 roku wdrapałem się na pierwszy z czterdziestu wierzchołków wymaganych do zdobycia odznaki z wyrytą na pierwszym planie podobizną beskidzkiego rysia. Ten dość spontaniczny pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę, który w trymiga przemienił mnie z górskiego żółtodzioba w wyspowego fanatyka, a także pozwolił znaleźć własny raj na ziemi. Jak to się dalej potoczyło? Po nieco ponad półtora roku zdobyłem ostatnią, czterdziestą górę, a miesiąc później w moje ręce wpadła upragniona blaszka. Zdobycie korony, jak łatwo się domyślić, nie oznaczało jednak końca przygody z Beskidem Wyspowym. Wręcz przeciwnie: ta ludzko-górska przyjaźń wskoczyła na jeszcze wyższy poziom...


Niepisane przyjaźnie ze szlaku na całe życie, bo uwiecznione w aparacie...


W poprzedni weekend najpewniej zakończyłem trzeci już sezon regularnych wędrówek wyspowymi szlakami. Ten rok, podobnie jak dwa poprzednie, zatrzymał w sobie mnóstwo przedreptanych kilometrów oraz ogrom pięknych wspomnień. Najwyższa pora, by oddać głos fotografiom, niezawodnym strażniczkom ulotnych chwil.


Noworoczne dreptanie rozpocząłem z przytupem, bo już pierwszego dnia stycznia! Niedługa, ale męcząca walka z zalegającą na całej szerokości szlaku grubą warstwą lodu zakończyła się dla mnie zwycięsko. Urocze widoki ze Złotych Wierchów nad Mszaną Dolną w minimalnym (ale jednak!) stopniu przekonały mnie do wysp przystrojonych w nienagannie białe szaty.




Jeden z pierwszych przedwiosennych dni zaprosił mnie oraz moją sąsiadkę na wyprawę na Skiełek. Zielony szlak z Łukowicy kilkukrotnie rozpędził nasze serca do granic możliwości, ale widok z tamtejszej wieży widokowej był wart każdego poświęcenia. Dobra przejrzystość powietrza pozwoliła nacieszyć wzrok widokami w kierunku Tatr oraz innych części Beskidu Wyspowego, czy Sądeckiego. W drodze powrotnej, przy domykaniu malutkiej pętelki przy samym wierzchołku, wiecznie zacienione niecki zaskoczyły nas grudami zmrożonego śniegu. W takich momentach czujność to podstawa!




Wczesną wiosną odkryłem Pasmo Glichowca, całkiem sporą, leśną oazę skrytą pomiędzy Dobczycami a najwyższymi wzniesieniami Beskidu Makowskiego. Dziesięciokilometrowa wędrówka przez Trupielec, Ostrysz oraz Glichowiec spełniła wszystkie moje zachcianki i na stałe wpisała się na listę tras ulubionych. Brak widoków rekompensuje bogata historia tejże okolicy, z kurhanami i czasami potopu szwedzkiego na czele.




W momencie, gdy wiosna w pełni rozpostarła swoje bajeczne skrzydła, zaplanowałem powrót w bezapelacyjnie najpiękniejsze miejsce w Beskidzie Wyspowym, na Polanę Łąki. Majowa eskapada na równo tysięczny metr nad poziomem morza dostarczyła wielu wrażeń, ale też pokazała, że mimo tylu pokonanych wypraw ten ukochany przeze mnie fragment Beskidów wciąż potrafi zahipnotyzować. Dłuższy postój na polanie, który uświetniły kanapki z własnoręcznie wypieczonej wieczór wcześniej focaccii oraz metalowy kubeczek z logo Beskidu Wyspowego, minął oczywiście błyskawicznie. Dwie jesienie temu zakochałem się w tym miejscu, ciągle sobie obiecywałem, że prędko tam powrócę. Realizacja tej obietnicy przyniosła ze sobą jedne z bardziej magicznych chwil w całym sezonie...




Długie już majowe dni wręcz prosiły się, by wykorzystać je w pełni... nawet w środku tygodnia! W tym przypadku mogę nazwać się szczęściarzem, bo czy to od siebie z domu, czy to z Krakowa jestem w stanie dostać się na wyspowy szlak w przeciągu plus minus godziny. Dzięki tej stosunkowo niewielkiej odległości w tym sezonie wpadły dwie popołudniowe wycieczki, ot, takie zaraz po pracy. Na pierwszej z nich, wspólnie ze znajomą z pracy, wdrapaliśmy się "piekielnie trudnym wejściem" na Łysą Górę, a potem, po pokonaniu równie "piekielnego" zejścia, postawiliśmy stopy na wierzchołku Miejskiej Góry. Kilkukilometrowej pętelce na szlakach ponad Limanową nie brakowało niczego: walka z powyłamywanymi schodami na skraju nieczynnego stoku narciarskiego, śpiewanie piosenek jako element profilaktyki antyniedźwiedziowej (dwa dni wcześniej misia widziano na okolicznych wzniesieniach), pierwsza w życiu obserwacja dzikich storczyków oraz oczywiście przecudna panorama widziana ze szczytu drugiej z wysp. Ta eskapada tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że maj, zaraz po lipcu oczywiście, jest najwspanialszym miesiącem w roku!




Na spacer - bo ciężko inaczej nazwać maszerowanie wąskimi, dość stromymi, ale jednak drogami asfaltowymi - na Jastrząbkę, jedną z niższych górek w całym paśmie, namówiła mnie dość błyskawiczna porażka Mai Chwalińskiej w finale Rolanda Garrosa. Sympatycy tenisa na pewno potwierdzą jak ważnym wydarzeniem był ów mecz, jak wspaniałą historię na paryskich kortach napisała nasza reprezentantka, ale z drugiej strony też się zgodzą, że sam finał z Rosjanką Andreevą jak szybko się zaczął, tak szybko się zakończył. Takim trafem już kilka minut po 17:00 zostałem z nadprogramowymi około czterema godzinami. Kapitalna wówczas, prawdziwie wakacyjna pogoda pomogła obmyślić mi na prędce plan zdobycia wspomnianej wyspy. Słowo się rzekło i jakieś 40 minut później znalazłem się na północno-wschodnich skrajach Beskidu. O Jastrząbce przewodniki zazwyczaj milczą... a szkoda! Tak zwana "złota godzina" przeniosła każde ze zmysłów ku krainie wiecznej sielanki. Solidną garść urokliwych widoków oraz zdobycie kolejnego wierzchołka do "102 Wysp" Beskidu Wyspowego dopełniło poznanie historii cmentarza wojennego nr 357, jednej z cenniejszych perełek architektury drewnianej w Małopolsce.




Tego lata zawędrowałem także na szczyt Adamczykowej, o którą od dawien dawna "kłócą się" Beskid Wyspowy oraz Gorce. Adamczykową, wraz z sąsiednią Potaczkową, zdobywałem już dwa lata temu do korony, ale wtedy wędrowałem ścieżkami od strony wsi Podobin. Biegnący w głównej mierze rozległymi polami oraz łąkami szlak z Mszany Dolnej dał poczucie bycia w możliwie najpiękniejszej baśni. W takich okolicznościach przyrody nawet zarośnięty wysokimi trawami trakt nie popsuł humoru. Wręcz przeciwnie: zabawa w "kogucik, czy kurka" z tamtej wycieczki pozostanie w mojej pamięci na bardzo, ale to bardzo długo!




Wierzcie mi lub nie, ale ja naprawdę uwielbiam ten Beskid Wyspowy. Mogę sobie jednak wyobrazić sytuację w której kogoś zaczyna irytować ciągłe pisanie o nim w samych superlatywach. Dlatego, aby nieco tę jednostajność złamać, wspomnę o pierwszej z kilku sierpniowych eskapad. Wyjście na Szczałbę pierwotnie miało być długą, pełną atrakcji pętlą w Paśmie Lubomira i Łysiny. Co jednak stanęło na przeszkodzie? Patrząc na poniżesze zdjęcie odpowiedź wydaje się oczywista: niezapowiadane wcześniej pogorszenie pogody z wszędobylską mgłą na czele. Nie chcąc ryzykować dużego zawodu wybrałem z bratem trasę krótszą i zdecydowanie mniej malowniczą, bo po prostu prowadzącą przez ciągnący się bez końca las. Nieco ponad godzina wystarczyła, by zaliczyć kolejne beskidzkie wyjście, zdobyć nowy wierzchołek do odznaki "102 Wysp" i wrócić z powrotem do samochodu. Niby nic takiego, ale gdyby nie to zrządzenie losu, to zapewne nigdy nie wykonałbym tej fotografii, którą - paradoksalnie - absolutnie uwielbiam!




Kilka dni później, już przy idealnej dla mnie pogodzie, udało się zrealizować drugi z wypadów "po pracy". Sierpniowe zachody Słońca miały miejsce jeszcze grubo po dwudziestej, więc aż żal nie skorzystać z choć jednej takiej okazji. Samochód pozostał na jednym z parkingów w Mszanie Dolnej, a nogi spragnione kolejnej wybitnej włóczęgi wsiadły do autobusu Małopolskich Linii Dowozowych i ruszyły do miejscowości o intrygującej nazwie Niedźwiedź. Cel brzmiał prosto: wrócić piechotą do auta! Nieoznakowane ścieżki ze wsi stosunkowo szybko podprowadziły na bezleśne pagórki na granicy Beskidu Wyspowego oraz Gorców. Przejście grzbietem łączącym Witów, Spyrkową oraz Kocią Górkę w sekundę zmieniło się w jedno z cudowniejszych przeżyć w mijającym sezonie. Chylące się ku horyzontowi Słońce oświetlało swymi złotami całą okolicę, cały horyzont kreślony przez sylwetki wyspowych gigantów. Po prawie trzech latach regularnych wędrówek w końcu odnalazłem swoją ulubioną beskidzką trasę. Każdy krok, każdy zakręt na przestrzeni prawie 10 kilometrów zaskakiwał czymś nowym, rzucał kolejnym zachwytem i idącym za nim opadnięciem szczęki. I o ile Polana Łąki pozostaje moim "naj" miejscem, punktem na mapie, tak grzbiet między Niedźwiedziem a Mszaną Dolną stał się, jak wspomniałem, moją ukochaną trasą. Wiem, że wrócę tam tak szybko, jak to tylko możliwe!




Ach, zapomniałbym! Popołudniowych wypadów po pracy miałem w sezonie trzy! Specjalnie jednak nie poprawiam już wcześniejszych słów, bo pętelka na Kamionkę oraz Świnną Górę jest właśnie taka... trochę do zapomnienia. Kilka ładnych widoków na okolicę nie zrekompensowało w pełni wiązanki nieoznakowanych nigdzie dróżek na których o pogubienie się naprawdę łatwo, fragmentu trasy asfaltem pomiędzy domostwami, czy szlabanu, który niespodziewanie, na dosłownie ostatniej prostej, zablokował dalsze przejście. Dobrze, że akurat na działce obok zjawili się tamtejsi mieszkańcy, którzy pozwolili "sforsować" ów szlaban, bo kończący się dzień nie poczekałby na bezpieczny powrót wcześniej pokonaną trasą. Na szczęście równo z nadejściem mroku w polu widzenia ukazał się samochód... w tym przypadku zbawienny to widok.




Wspomnianą trzy fotografie wcześniej pętlę w Paśmie Lubomira i Łysiny udało się pokonać jakieś dwa tygodnie później. Gęsto zalesiony teren świetnie się sprawdził na panujący wówczas, ponad trzydziestostopniowy upał. Dorodna już zieleń tamtejszych buczyn rozgrywała wraz z promieniami słońca fascynujący spektakl świateł, zaś kilka niewielkich przerzedzeń drzewostanu pozwoliło na swawolne ochy i achy nad potęgą beskidzkiego krajobrazu. Kreśląc tę ponad dziesięciokilometrową pętlę grzechem byłoby nie zrobić kilku postojów: przy obserwatorium astronomicznym na wierzchołku Lubomira, na polanie Spadzistej, której walory nie mogłyby być odkryte bez kawałka domowego ciasta śliwkowego w ręce, przy schronisku PTTK na Kudłaczach, czy miejscach upamiętniających partyzanckie potyczki z czasów II wojny światowej. Raczej nikogo nie zdziwię, jeśli powiem że to właśnie pętle tworzą najlepsze górskie wycieczki; idąc cały czas przed siebie, nieustannie odkrywając nowe i tak docierasz na miejsce startu ;)




Ostatnia prawdziwie wakacyjna trasa wyprowadziła ciągle głodne wrażeń nogi na polanę Michurową oraz szczyt Ćwilina. Druga najwyższa wyspa jest miejscem licznych, jak na Beskid Wyspowy, wędrówek, co doskonale sprawdziło się wraz z końcówką lata. Drogę różańcową z Wilczyc odkryłem już prawie 2 lata temu podczas zdobywania korony, ale luty (to wtedy wdrapywałem się po raz pierwszy) a sierpień to dwie, zupełnie różne bajki. Jeśli mnie znacie, to chyba nie muszę mówić, która z nich mnie bardziej przekonała! Tak jak już pisałem powyżej, piękna pogoda w połączeniu z dobrą przejrzystością powietrza to absolutny gwarant udanej wędrówki. Jaki byłby sens ruszać w to miejsce w mglisty, deszczowy dzień? Jak dla mnie żaden... i zamykam dyskusję!




Tegoroczne babie lato dało sobie rady z utrzymaniem sensowności swojego drugiego członu. Przyjemne temperatury, brak obfitych deszczy (choć z drugiej strony przez to susza jak diabli!) i trzymająca poziom przejrzystość powietrza nie mogły być przeze mnie zignorowane. Po krótkich ustaleniach umówiłem się z moją serdeczną koleżanką, Anitą, na sobotnią eskapadę w prawdziwe i niepodważalne już, jak wcześniej to miało miejsce, Gorce. Po dotarciu do Rabki-Zdrój, której ogrom walorów odkrywam regularnie od zeszłej jesieni, ruszyliśmy czarnym szlakiem w stronę Maciejowej oraz widocznego na fotografii poniżej schroniska PTTK na Przysłopie. Kilka mocniejszych zadyszek podczas podejścia bezbłędnie wynagrodziła wizyta w ów schronisku. Około godzinę spędziliśmy na wcinaniu racuchów z jagodami, wsłuchiwaniu się w niepodrabialne dźwięki góralskiej kapeli, obserwowaniu imprezy z okazji otwarcia nowego szlaku rowerowego do Rabki, a także - co najważniejsze - przebieraniu się w zagórzańskie stroje ludowe i późniejsze uwiecznianie tej zabawy na zdjęciach! Powrót fragmentem Głównego Szlaku Beskidzkiego domknął kolejną ponad dziesięciokilometrową pętlę w sezonie. A humory? Po takich atrakcjach dopisywały nam już do końca dnia!




Złotej polskiej jesieni też nie wolno zignorować! Na finał (chociaż jeszcze nie wiem, czy to taki finał!) obecnego sezonu wybrałem jeszcze jedną, tym razem dwunastokilometrową, pętlę w samym sercu Pieninek Skrzydlańskich. Ten na pierwszy rzut oka niepozorny rejon w północnych częściach Beskidu Wyspowego jest dla mnie szalenie ważny. Dlaczego? Bo to właśnie tam zacząłem koronę i to właśnie tam pokochałem, od pierwszego wejrzenia, wyspowe wędrówki. Przejście ze Skrzydlnej na Worecznik obudziło we mnie masę wspomnień, nic więc dziwnego, że sentymenty wylewały się wręcz strumieniami. Być może ktoś z Was pamięta, a jeśli nie to odsyłam to odpowiedniego wpisu, ale właśnie na Woreczniku, na tym starcie mojej beskidzkiej przygody, znalazłem sarni parostek. Ów znalezisko potraktowałem jako swojego rodzaju znak, symbol, a nawet amulet wiążący mnie już na stałe z wyspami... Tak wspominam ten fakt, bo i tym razem udało się tam znaleźć coś wyjątkowego, a mianowicie jedynego w całym sezonie borowika! Ktoś pomyśli, że to nic, ale tak szlachetny grzyb przy samej ścieżce to nie przelewki! Jesienne już barwy z godziny na godzinę zachwycały coraz bardziej, więc aparat nie miał lekkiej dniówki. Mimo to, zresztą jak zawsze, spisał się na medal. Końcowe kilometry, te najbardziej malownicze, wpędziły wycieczkę w sidła złotej godziny, której magia nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać...




Nie zdziwię się, jeśli w pewnym momencie wpisu zaczęliście zastanawiać się czemu już nie publikuję opisów tras po Beskidach na blogu. Wcześniej każdy etap Korony Beskidu Wyspowego dokładnie opisywałem na tutejszych półkach, czterdzieści razy zapraszałem Was na wspólne, choć wirtualne, wędrowanie. A teraz nic? No właśnie... nic bardziej mylnego! W dalszym ciągu piszę o swoich przygodach na górskich szlakach, ale czynię to w innej przestrzeni internetu. Zwie się ona "Wyspami Beskidzkiego Przylądka", to takie moje drugie blogowe "dzieciątko". Serdecznie zachęcam do odwiedzenia strony i do jeszcze głębszego wniknięcia w tkankę tegorocznych włóczęg. Link pozostawiam poniżej!


Mój drugi blog, "Wyspy Beskidzkiego Przylądka"


W trudniejszych momentach wypady na łono natury, a najlepiej w samo serce wyspowej krainy potrafią zadziałać niczym najbardziej kojący balsam. Dbanie, pielęgnowanie i pamięć o tych najcenniejszych zakamarkach życia ułatwia nam dźwignąć tę sinusoidę ze wstępu i uwierzyć w to, że po każdej burzy przyjdzie słońce. Nie zapominajmy o tym na co dzień...

Pozdrawiam serdecznie i do napisania! :)

Komentarze

  1. Zatem miłość do gór i zdobywanie gor, pięknie.Jestes już uzależniony.Gorskie wyprawy zimą ,szacun wielki. Fotki bajeczne, szczególnie te w złotej godzinie i zimowe, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie piszesz o górach. Ta pasja to wielu dar. Zdjęcia fantastyczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać że połknąłeś bakcyla, chodzenia po górach to świetna sprawa. Zresztą chodzenia w ogóle dla zdrowia musi być. A jak jeszcze przy okazji powstają takie piękne zdjęcia to już tylko gratulacje się należą. Zresztą zarówno piszesz jak i foptografujesz rewelacyjnie !!!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Z przyjemnością przeczytałam Twoją opowieść o wędrówkach. Przede wszystkim gratuluję zdobycia korony, może teraz korona gór polskich? Zazdroszczę Ci tych widoków. U mnie wszędzie płasko, płasko i płasko:( Życzę Ci realizacjo Twoich marzeń. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tym obfitym wpisem wyrównałeś długo czas moczenia. Fajnie, że znów jesteś ❤️BasiaW

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Beskidziaku
    Właśnie zastanawiałam się co się z Tobą dzieje. Nie było Cię tutaj u siebie, ani na moich zielonych stronach.
    Dobrze, że kurz trochę odgarnięty,:)))
    Ale ten piękny, długi post rekompensuje Twoją nieobecność.
    Jak wiesz nieodmiennie zachwycają mnie Twoje wędrówki. Chętnie powędrowałabym tymi ścieżkami, zapatrzyła się w te przestrzenie, przysiadła przy kapliczkach...
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dni otulonych ciepłem

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też mam ciągle przerwy na blogu. Wenę mam , pomysły i materiały do publikowania też. Czasami brak chęci na siadanie do komputera. Pięknie kadry z wypraw. Jak piszesz to czuć , że kochasz góry i jesteś nimi zauroczony. Samych wyżyn w pracy i życiu Maks życzę , pozdrawiam serdecznie 🍄🍁🍊🍄🍁🍊

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za piękną górską wędrówkę i cudowne zdjęcia:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Grzech nie zatrzymać się i nie westchnąć z zachwytem nad tymi widokami. Ścieżka w lesie też niezwykle klimatyczna. Bardzo mi się podoba. Przepiękne fotki. Super że tam wracasz.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz!

ARCHIWUM POSTÓW

Pokaż więcej

Translate

ZAPRASZAM NA MOJEGO DRUGIEGO BLOGA O WĘDRÓWKACH PO BESKIDZIE WYSPOWYM (I NIE TYLKO!)

Obserwatorzy Bloga

Dziękuję za każdy głos! To mnie motywuje!

Moi psi strażnicy: Rudi (2013-) i Berek (2005-2022)

Kategorie

Podróże W moim ogrodzie Małopolskie Góry Beskid Wyspowy Moja poezja Pola Ptaki Beskidy wiosna Wiersze Zima życzenia Kraków Lato Spacer 2017 Jesień Rośliny Grzyby Kwiaty Rynek 2016 Zamek Grusza święta 2019 Las Przemyślenia Wiersz Wieś Wyniki wakacje wielkanoc Ciasto Rudi podsumowania Boże Narodzenie Podróż Roku Zachód Słońca Cmentarz Dobczyce Inne Kościół Motyle Studia Urodziny Wspomnienia 2018 Blog Kot Nowy Rok Rocznica Skansen Ssaki 3. urodziny Konkurs Lasek Lekarski Mama Moje przygody Owady Planty Podziękowanie Polska W moim domu 2020 Kapliczka Kiki Niebo Opowiadanie Pies Pole Ruiny zamku Rzeka Sentymenty Maksa Wiosenno-letnie wyzwanie u Maksa Zalipie Żonkile Artystycznie Chatki Chmury Cichawa Cudo Czosnek niedźwiedzi Historia Jedzenie Koronawirus Lanckorona Leśniczówka Maj Malowane Przedwiośnie Puszcza Statystyki Staw Tata Tenis Tulipany Wał Ruda Wschód Słońca Wspomnienie Wyzwanie urodzinowe Zjawiska pogodowe Śmierć 2021 Basia Wójcik Bałtyk Bez Candy Chinkali Droga Fiołki Jabłoń Jan Paweł II Katedra Listopad Luty Majówka Medycyna Morze Nauka Niepołomice Owoce Panorama Pieniny Plany Pomniki Prezent Przepis Ratusz Rozdanie Rzepak Sesja Sierpień Skalniak Szlak Wieża Zioła Śnieg Bitwa Bochnia Bocian Brzozy Budleja Czarny bez Dolina Raby Dwór Dynia Jezioro Karolina Kózkówna Kartki Kazimierz Wielki Krajobraz Krokusy Krościenko Lipa Matura Mury Muzeum Noc Obraz Opowieść Pałac Paź królowej Pielgrzymka Pierniczki Podskale Polskie bociany Pomnik Pomorskie Pomorze Przebiśniegi Raba Rower Ruduś Różaniec Stare Miasto Szpital Słońce Talent Trzy Korony Wawel Wielkopolskie Wisła Wrocław Wycieczka Wypieki Zachwyt Zboża Ziarnopłony Zielono przyroda ptaki na flagach wielka sobota zdjęcia Ścieżka Śląskie Święconka Święto Niepodległości 2023 4. urodziny 5 miejsc Agnieszka Radwańska Akademia Muzyczna Aleja Gwiazd Babia Góra Bazylea Bałwan Berek Biedronka Bieszczady Bociany Boże Ciało Budki COVID-19 Choinka Clematisy Czarny Staw Czechy Dolina Prądnika Dolnośląskie Domek Droga krzyżowa Drzewa Dunajec Ferie Gady Gdańsk Gotowanie Gołoborze Grodkowice Grota Grudzień Hel Hiacynty Jagodzianki Jarmark Jubileusz Kasztany Kazimierz Klasztor Klomb Kolory Kościół Mariacki Krzewy Krzyż Księżyc Kukurydza Lipiec Lipnica Murowana Lourdes Marysieńka Miłość Mniszek lekarski Moje zdrowe życie Morwa Most Niedzica Nowodworek Odlot Ogród Ojców Opis Ostrów Lednicki Oznaki wiosny Palma Pandemia Papierówka Papież Papuga Październik Pisklęta Pięknie Plaża Podziemia Powiśle Dąbrowskie Praga Praktyki Procesja Przygotowania Przyjaciele Pytania Refleksje Rogale świętomarcińskie Ruiny Rzeźby Różaneczniki Rękodzieło Sanktuarium Sielanka Spotkanie Stokrotki Sukiennice Sylwester Syrop Szczawnica Szpaki Słonecznik Trasa Ukraina Warzywa Wierzby Wiązanki Wojna Wspaniałe Wyprawy Zabawa Zadanie od Maksa Zbiorniki Zdrowo Ziemia Dąbrowska Zmiany jaszczurki jeże purchawice sierpówki Łysa Góra Ślimaki Średniowiecze Świętojański Żniwa 10 lat 100000 2015 3 maj 5. urodziny 6. urodziny 7. urodziny 8 lat 9 lat Akrostych Album Alfa Altana Amfiteatr Anna Arthur Wellesley Artykuł BMI Balon Bazie Bazylia Bazylika Bałwankowo Berberysy Bezsenność Biało Biało-czerwone Biologia Bitwa pod Grunwaldem Bizony Bobolice Bobry Bogatka Brusznica Brzozowisko Buraki Bury Bułki Błękit Cele Chabówka Chaczapuri Chaos Chemia Chełm Chleb Chrząszcz Ciastka Ciastka orzechowe Ciężkowice Clafoutis Czerwiec Częstochowa Część I Człowiek Dalgona Dawne dzieje Diabelski Kamień Diablak Dla artystów Dla kucharzy Dla poetów Dmuchawiec Dobro Docenione Dolina Białego Drożdżowe Drzewo Dutch baby Dyskusja Dzieciństwo Dziewięćsił Dzień Mamy Fontanny Fotografia Francja Galette des rois Gdów Geografia Gniezno Gondola Gorce Gostynin Gołąb Goździki Grodzisko Grunwald Gubałówka Gwiazdy betlejemskie Góra Skrzynecka Góra Zamkowa Górki Góry Świętokrzyskie Głosowanie Horiatiki Huragan Huśtawka Iglaki Illzach Info Ja w Kuchni Jacuś Jadłospis Jajka Jarmuż Jasna Góra Jednosiwy Jerozolima Jesienne dary ogrodu Jesiony Jezioro Czchowskie Jezioro Dobczyckie Jezioro Rożnowskie Jiaogulan Język polski Kalorie Kalwaria Kanie Karmniki Kawa Kawiarnia Klucz do matury z biologii Koktajle Kolejka Kolekcja Kompot Kompozycja Komunia Święta Konfederacja barska Konie Konkurs Palm Wielkanocnych Kopiec Kraka Korona zapory Kraków-Łagiewniki Krogulec Krowa Krupówki Krzesławice Krzewuszki Krzywa Wieża Krzyż Milenijny Krzyżacy Krzyżówki Książka Kuchnia Kujawsko-pomorskie Kundel Kura Kurczak Kurozwęki Kwarantanna Kwiecień Kładki Latarnia Lednica Legendy Lenistwo Lilak Lipnica Literatura London Eye Londyn Lot Lubczyk Lwów Majeranek Makro Marchew Marzec Marzenia Mazowieckie Mazurek Medugorje Melisa Melsztyn Mgła Michałki Mikołaj Kopernik Mirów Misje Mięta Mniszki Mogielica Moi Przyjaciele Molo Monety Mróz Muchomory Muchołówka szara Mural Naleśniki Niebieski Niedziela Palmowa Niegowić Norbertanki Nowy Wiśnicz Obserwacje Odpoczynek Odpowiedzialność Ogień Ojcowski Park Narodowy Olimpiada Omega Opactwo Opole Opolskie Opowieści Oregano Orzechy Ostrów Tumski Owca PDMD Parowar Patriotyzm Pelargonie Pietruszka Piwonie Pizza Plac św. Piotra Plebiscyt Pliszki Pociąg Podbiały Podgrzybki Podhale Podkarpackie Podróż pięciolecia Podziw Pokazy Polecie Pomnik św. Floriana Pomoc Pory roku Potok Powieść Pozdrowienia Poziomki Poznań Praca Prom Prośba Przed Sylwestrem Przemijanie Przerwa Przygoda Przyszłość Pszczoła Pucuś Pustelnia Płazy Radość Rejs Rokitnik Rozmaryn Rożnów Rukola Rzadkie Rzeźbiarstwo Rzym Rękawka Rżysko Samosy Sanki Sałatka Seler Sernik Sezon karmnikowy Sierpówka Sir Siła Skamieniałe Miasto Skałka Skocznie Smoleń Sopot Spisz Spokój Stajnia Staropolskie Stetoskop Styczeń Szacunek Szałwia Szczaw Szczepienia Szczepionka Szczepmy się! Szczerze Szczypiorek Szkoła Szlak Orlich Gniazd Szron Szwajcaria Sól Słowacja Słowianie Taize Tamy Tatry Tatrzański Park Narodowy Teatr Topola Toruń Tradycje Tropsztyn Tropy Turbacz Tymianek Ulubione Urbi et Orbi Uście Solne Wadowice Waga Warmińsko-Mazurskie Warsztat Wata cukrowa Watykan Wellington Arch Westerplatte Wetlina Widoki Wielka Brytania Wiewiórka Wieżyca Wigilia Wiszące mosty Witacze Wodospad Wow Wprowadzenie Wrzos Wyjazd Wytrzyszczka Wyzwanie Włochy Włóczęga ZOO Zakopane Zapora Zapowiedź Zasady Zawilce Zawoja Zaćmienie Zaćmienie Księżyca Zbiórka Zdjęcie Zegar Zwierzęta Zwyczaje Złoto dzwoniec filmy kosy magiczny czas porządki rudziki van Gogh Łatwe w uprawie Ławka Łąki Śliwa Ślęża Święci Świętokrzyskie Święty Krzyż śpiew śpiew dzwońca św. Szymon święty Mikołaj Żołnierze i polegli Żurawki

Prawa autorskie

Wszystkie moje teksty i zdjęcia na blogu "Świat z mojej perspektywy" są chronione prawem autorskim na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wykorzystanie ich wymaga mojej zgody!

Agregator blogów przyrodniczych

Rozdane, powędrowało do Janeczki z Chwil Wytchnienia!

Rozdane, powędrowało do Jadzi Kluczyńskiej!

TUTAJ ZAGLĄDAM