wtorek, 15 sierpnia 2017

Podróże #33: Wejście i trasa na Trzy Korony

Witam! Dzisiaj zabiorę Was w wirtualną podróż, pienińskim szlakiem na Trzy Korony, który zdobyłem w ubiegły weekend razem z sąsiadami.
Ten najwyższy szczyt Pienin Właściwych (982 m.n.p.m., wybitność ponad 300 m), corocznie jest odwiedzany przez ok. 100 tysięcy osób!
Najpierw kilka informacji, jak można zdobyć Okrąglicę (najwyższą turnię Trzech Koron). Turyści najczęściej wchodzą na szczyt od strony Krościenka nad Dunajcem (czas wejścia: ok. 2 godziny), od strony Sromowiec Niżnych (czas wejścia: ok. 1 godzinę 45 minut), lub od strony Szczawnicy przez Sokolicę i Górę Zamkową (czas wejścia: ok. 3 godziny).

My wybraliśmy szlak od strony Sromowiec Niżnych. Przed wejściem na szlak stoi sklepik z pamiątkami, w którym można zakupić również prowiant na drogę, a w dużej sali obok sklepiku możemy oglądnąć ogromną makietę ukazującą całe pasmo Pienin.






Po wejściu na żółty szlak (470 m.n.p.m.) zaraz za pierwszym zakrętem ukazuje się niewielka bacówka, w której można kupić oscypki, żurawinę, czy słoje z miodem, a nieco dalej wznosi się schronisko PTTK "Trzy Korony". Gdy wracaliśmy ze szlaku, wstąpiliśmy tam na godzinny odpoczynek, a przy okazji zjedliśmy obiad - u mnie był to barani, góralski gulasz.




Po przejściu około 500 m, weszliśmy do Wąwozu Szopczańskiego. Po obu stronach drogi rozpościera się wąski, długi pas pienińskiej łąki z trawami i kwiatami, którą ograniczają wysokie skały. Cały czas prowadziła nas kamienista dróżka, która w tym miejscu zaczęła się robić dość stroma.






Po przejściu przez wąwóz dotarliśmy do boru świerkowego, towarzyszącego nam już do samego szczytu. Kilka razy naszą ścieżkę przecinał niewielki potok, którego woda odbijając się o kolejne kamyczki wydawała dźwięki niczym wodospad. Od tamtej pory wychodziliśmy szerokimi, ziemnymi schodami, które były ograniczane drewnianymi belkami. Po deszczu należało uważać, aby nie poślizgnąć się przechodząc z jednego stopnia na drugi. Czasem pomagały poręcze z jednej, bądź drugiej strony szlaku, ale przez większą część drogi ich po prostu nie było. I stąd moja rada, najlepiej wziąć sobie w drogę jakieś kijki, czy coś w tym stylu, aby zagwarantować sobie większe bezpieczeństwo.






Po niecałej godzinie drogi, po przejściu obok jednej z najpiękniejszych pienińskich polan - Polany Szopka, dotarliśmy na skrzyżowanie szlaków na Przełęczy Szopka (779 m.n.p.m.). W tym miejscu odbiliśmy na niebieski szlak, skąd na Trzy Korony zostało nam jeszcze ok. 20-45 minut (w zależności od tego, jak szybko się idzie).
Z tego rozwidlenia można iść dalej żółtym szlakiem, ale wtedy zejdziemy na Krościenko, a nie na szczyt Trzech Koron.
Z przełęczy podziwiać można przepiękną panoramę Tatr, która na tle polany i boru wokół, wygląda bajecznie!







Po kilkunastu minutach dość męczącego i mocnego podejścia dotarliśmy na Siodło - niewielką płaśń na wysokości 955 m.n.p.m. To właśnie tam kupuje się bilety na wejście na platformę widokową na Okrąglicy (5 zł normalny, 2,50 zł ulgowy). Przy okazji można było zakupić w tejże budce kilka pamiątek. Na platformę widokową prowadzi metalowa konstrukcja - mostek nad przepaścią, z której można zobaczyć słowacki Czerwony Klasztor, a następnie schody na dziewięćset osiemdziesiąty drugi m.n.p.m. Na szczycie Trzech Koron stoi niewielka platforma widokowa, z której widoki są przepiękne. Z jednej strony można obserwować pienińskie szczyty, z drugiej cienką strużkę Dunajca i leżące nad nim Sromowce Niżne. Przy dobrej pogodzie podobno można zobaczyć stamtąd Babią Górę (która uchylając rąbka tajemnicy jest moim kolejnym górskim celem)! Ten moment na platformie na długo zapadnie mi w pamięci, jeden z najcudowniejszych widoków jakie widziałem w życiu, a do tego ta satysfakcja, że dotarłem i zdobyłem szczyt Trzech Koron.






Powrót był już nieco krótszy, chociaż trzeba było bardzo uważać na śliskie, drewniane belki i schodki, aby sobie nie zrobić krzywdy.






Bardzo się cieszę, że dałem rady, że pojechaliśmy tam i zdobyliśmy Trzy Korony. Podziwiam również moich sąsiadów - trzy osoby, trzy pokolenia: dziesięcioletni Igor, jego mama i babcia. Ostatnio bardzo polubiłem chodzić po górach i wierzę, że będę podbijał coraz to nowe szczyty - coraz piękniejsze i coraz trudniejsze, aby pokazać sobie, że można!



Na sam koniec chciałbym bardzo Was zaprosić do obserwowania bloga i mnie na social media, gdzie jestem dostępny częściej:

Pozdrawiam i do następnego razu! 😌

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Podróże #32: Wakacyjne podróżowanie po okolicach

Witam!
Dzisiaj kolejna część "Podróży", ale nie będzie ona taka jak wszystkie pozostałe. Wakacje trwają w najlepsze, choć wrzesień zbliża się nieubłaganie. Jeśli mam już jednak te wakacje, czy ferie, czy długi weekend, to staram się gdzieś pojechać, coś zwiedzić, zobaczyć, i dzisiejszy post będzie poświęcony właśnie mojemu wakacyjnemu podróżowaniu, oczywiście tegorocznemu.

Na początku lipca razem z sąsiadami postanowiliśmy wyjąć z garaży rowery i przejechać się na jakąś ciekawą wycieczkę. Padło na pobliskie Grodkowice i Pałac Żeleńskich, o którym już kiedyś na blogu pisałem. Bez jakiejkolwiek formy ruszyliśmy i po około godzinie dotarliśmy do celu - zmęczeni, ale zadowoleni. Odpoczęliśmy tam dobrych kilka minut, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną.
Pozytywnie zdziwieni efektem pierwszej wycieczki rowerowej, na następny dzień, a była to niedziela, wyjechaliśmy ponownie. Pokonaliśmy prawie 30 km, z czego ponad pięć prowadząc rowery, ponieważ jeden z rowerów nie wytrzymał i w szczerym polu rozwaliło się całe tylne koło. Tachaliśmy go przez ponad godzinę, aż w końcu dotarliśmy pod dom moich znajomych, którzy zgodzili się zatrzymać tego starca (tamten rower liczył sobie ponad 20 lat!).
Mimo to dalej jeździliśmy i jeździmy do tej pory. W dziewięciu, jak do tej pory, wycieczkach przejechaliśmy ponad 120 km i zaliczyliśmy kilka ciekawych historii. Nie można zapomnieć też o tym, że taka aktywność zbawiennie wpływa na organizm. Polecam każdemu pojeździć rowerem od czasu do czasu, naprawdę warto!











No ale nie samymi rowerami człowiek żyje! W lipcu miałem okazję poznać krakowskie miasto, tyle że tym razem nie ze szkolnej ławy. Zdobyłem szczyt wieży ratuszowej skąd rozlega się przepiękna panorama Krakowa, pojeździłem nieco tramwajami, głównie na Borek Fałęcki i pod sanktuarium w Łagiewnikach, a także chodziłem wąskimi, uniwersyteckimi uliczkami nieopodal Rynku Głównego, zachwycającymi swym ciepłem oraz kolorowymi kamieniczkami.














Na początku lipca miałem również przyjemność znów odwiedzić znane wam dobrze Dobczyce, do których podróż wygrała plebiscyt na Podróż Roku 2015. Jak zawsze piękne słońce ogrzewało Stare Miasto i nadawało blasku murom, drewnianemu skansenowi, urokliwemu zamkowi i błękitnej tafli Jeziora Dobczyckiego. ♥



 



Wakacje, to też czas spełniania swych marzeń, tych małych i tych dużych. W połowie lipca dowiedziałem się, że do Krakowa za kilka dni zjeżdża Agnieszka Radwańska i w Bonarce (jeśli ktoś nie wie, to jest to galeria handlowa) na spotkaniu z fanami będzie promować swoją książkę. Jako że bardzo lubię tenis i kibicuję Adze, postanowiłem że pojadę tam i choćby nie wiem co, zdobędę autograf i zdjęcie, a przy okazji zobaczę osobę światowej sławy na żywo, na wyciągnięcie ręki.
W galerii przy Empiku, który organizował cały event, ruch ogromny, myślę, że było około 200-300 osób. Przez pierwsze dwadzieścia minut spotkania, dziennikarz przeprowadził krótki wywiad z Radwańską. Mimo iż to było bardzo interesujące, to chyba każdy najbardziej czekał na moment rozdawania autografów i zdjęć. Gdy już on nadszedł, każdy rzucił się w stronę kolejki, która oczywiście powstała po drugiej stronie sceny, przez co stałem praktycznie na końcu. Tenisistka miała tylko godzinę czasu, więc wiedziałem że jak nic nie zrobię i nie przecisnę się bardziej do przodu, to będą nici z całego planu. Na moje szczęście, po piętnastu minutach kolejka przeniosła się na środkową część sceny. Gdy tylko to zobaczyłem, od razu ruszyłem w tamtym kierunku. Opłaciło się! Z samego końca, trafiłem praktycznie na sam początek kolejki.
Ludzie obserwowali każdy krok ochroniarza wpuszczającego co jakiś czas przez barierki kolejne osoby do autografów. Jeden raz wpuścił kilku ludzi niezgodnie z kolejką, bo stali nieco na prawo. Do dziś pamiętam taką jedną kobietę, która po tym incydencie zaczęła krzyczeć i z pretensjami do tego ochroniarza, aż człowiek zgłupiał. Potem z kilkoma innymi osobami, w ramach chyba jakiegoś protestu, przeszła przez barierki i ruszyła w stronę tenisistki. Wtedy dwóch ochroniarzy, którzy stali nieopodal, wyprowadziło ją i umieściło na samym końcu kolejki.
Natomiast ja cierpliwie czekałem, ale że stałem na samym początku, to po pięciu minutach miałem tą jedyną okazję dostać autograf i mieć zdjęcie z Agnieszką Radwańską! Udało się! Warto było.




A co dalej? Tajemnica, ale kolejne części "Podróży" będą, będzie o czym pisać. ;)

Na sam koniec chciałbym bardzo Was zaprosić do obserwowania bloga i mnie na social media, gdzie jestem dostępny częściej:

Pozdrawiam i do następnego razu! 😌