niedziela, 18 czerwca 2017

VIII Jarmark Świętojański w Krakowie

Witam!
Druga połowa czerwca kojarzy się nam wszystkim z trzema rzeczami: rozpoczęciem upragnionych wakacji, początkiem lata a także dniami świętojańskimi. I właśnie z okazji zbliżającej się nocy świętojańskiej (tradycyjnie 22/23 czerwca, zgodnie z chrześcijaństwem 23/24 czerwca), w ten weekend odbył się VIII Jarmark Świętojański w Krakowie na Bulwarze Czerwieńskim pod Wawelem.



Z racji tego, że od ubiegłego roku chodzę do liceum do Krakowa, łatwiej się dowiedzieć o takich bardzo ciekawych wydarzeniach i się na nie wybrać.
Głównym celem krakowskiego jarmarku jest przybliżenie krakowianom, i nie tylko, realiów okresu późnego średniowiecza i wczesnych czasów nowożytnych. Nie wiem jak to było w poprzednich latach, ale w tym roku każdy z trzech dni miał swojego "patrona": w piątek był nim Henryk Walezy, w sobotę - Zygmunt Stary oraz jego syn Zygmunt August, zaś dziś imprezie patronował król Stefan Batory.
Mi udało się przybyć na miejsce ostatniego dnia i muszę przyznać, że było warto!

Zabawa rozpoczęła się około 11, kiedy to na wyznaczony plac na środku jarmarku wyszli przedstawiciele wszystkich grup uczestniczących w imprezie - kasztelani, rycerze, chłopi i inni. Dookoła zaczęły się rozkładać stragany i stanowiska, a każdy z innym przeznaczeniem: bartnicy, szewce, zielarze, kucharze, sokolnicy, garncarze, kowale... długo by tak wymieniać; i w kilka minut zrobił się gwar taki, jaki na jarmarku powinien panować.





Turyści, krakowianie i wszyscy przybyli zaczęli z dość dużym zaciekawieniem chodzić od stoiska do stoiska, aby dowiedzieć się jak wyglądało życie te 500 lat temu. Ja wolałem nieco zaczekać, aby ruch się zmniejszył, po czym sam zacząłem odkrywać staropolskie realia.
Na początku minąłem stragan z miodami i wyrobami z wosku oraz garncarski. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to można takie same spotkać na festiwalach na Rynku Głównym, ale ten drugi mnie zaciekawił i to bardzo. Za drewnianą ladą stała drobna kobitka w stroju chłopki i sprzedawała wyroby z gliny. I nie byłoby nic w tym ciekawego, gdyby nie to, że od czasu do czasu, gdy zatrzymywało się tam jakieś mniejsze dziecko, to dawała mu jakiś drobny upominek, co uważam za bardzo miłe.



Największa część stoisk nawiązywała oczywiście do staropolskiej kuchni - zielarskie, z pierogami zza wschodniej granicy, dawnymi trunkami, ale najbardziej z tych mnie zaciekawił stragan, w którym dominowały... chwasty! - tak, dobrze przeczytaliście!
Twaróg z zieloną gryką, twaróg z podgarycznikiem, kiszony czosnek niedźwiedzi, świeże liści babki, koniczyny, komosy - to wszystko można było tam spróbować oraz kupić. Ja spróbowałem razowej pajdy z tymi twarogiem i kiszonymi liśćmi czosnku niedźwiedziego i muszę przyznać, iż smak miała ona wyjątkowy - każdy składnik smakował inaczej, tu kwaśne, tu słodkie, tu pikantne i to wszystko w połączeniu dawało bardzo ciekawy efekt.

Tatarskie czebureki












W międzyczasie na głównym placu, spikerzy przybliżali gościom wszystkie te zawody. Można było obejrzeć pokaz sokolników, wystrzały armat, czy tańce przy akompaniamencie bębnów.



Po zjedzeniu pajdy z chwastami, zaglądnąłem do stoiska sokolników. Z jednej strony stało dwóch mężczyzn, z czego jeden trzymał na skórzanej rękawicy dwa sokoły z nałożonymi kapturami, zaś nieopodal na wysokim, czerwonym słupku czatował niezwykle aktywny jastrząb i gdyby nikt go nie pilnował, zaraz by umknął w pogoni za jakimś stworzonkiem.




Naprzeciw na niewielkim wybiegu pasło się kilka brązowych i białych koni, którym towarzyszyli służebni dbający o ich czystość.




Wracając minąłem jeszcze dwóch szewców, rycerzy, muzyków, którzy umilali czas grą na dudach, garbarzy (od oprawiania skór), drukarzy, łuczników, solników oraz kaligrafów i z odkrywaniem każdego stanowiska byłem pod coraz większym wrażeniem tego, jak wyglądało życie praprzodków na naszych terenach... zdumiewające!

Stanowisko garbarzy


Szewc



Muzycy


Stoisko drukarzy

Akademia kaligrafii






Po około dwóch godzinach zakończyłem swoją przygodę z jarmarkiem świętojańskim. Wyszedłem jeszcze na koniec na Wzgórze Wawelskie, aby objąć te wszystkie piękne, słomiane stragany na jednej fotografii.



Od zawsze interesowały mnie dawne dzieje Polski, zwłaszcza epoka Piastów i Jagiellonów. Dlaczego? Prawdopodobnie za ich niedostępność - tyle przecież tajemnic i nieodkrytych zagadek kryją w sobie te czasy, tak naprawdę wszystko o nich wiemy i jednocześnie nic, i dlatego chyba tak bardzo ciekawi mnie ten niewielki epizod historii, który jeszcze ukrywa swoją prawdziwą wielkość i moc.

Od piątku zaczynają się wakacje, więc teraz powinienem pisać tu częściej. Tak więc pozdrawiam wszystkich i do następnego wpisu! 🌝

niedziela, 4 czerwca 2017

Proste w uprawie i piękne zarazem, czyli co nieco o ulubionych roślinach mojego ogrodu

Witam!
Ostatnio jestem tutaj mało aktywny, ale czerwiec jest niewątpliwie miesiącem, w którym życie, zwłaszcza ucznia, nieco spowalnia i nabiera spokojnego biegu.
Jakoś w tym roku nie udało mi się nic napisać o moim ogrodzie, ale zaraz to wszystko sprostuję, ponieważ chciałbym Wam przedstawić ulubione rośliny, które kwitną i koloryzują jasną zieleń wokół domu.
Co do samych zmian w ogrodzie w tym sezonie, to jest ich niewiele - dokupiliśmy kilka żywotników, irg, do donic wsadziliśmy pelargonie, petunie, kocanki i starce, a w warzywniku pojawiła się fasola szparagowa, cukinia, rabarbar, szczaw, ogórki, truskawki "pineberry" (ananasowe), poziomki oraz zioła takie jak mięta, lubczyk, czy koper.
Jednak mimo kilku nowości i zmian, niektóre roślinki od kilku lat, na jednych stanowiskach zachwycają i ubarwiają cały ten teren.

Pierwszym moim ulubieńcem jest krzewuszka cudowna, potocznie zwana krzewem królewskim. Z tego co kiedyś wyczytałem, istnieje około 200 odmian tego krzewu i kilka z nich gości w moim ogrodzie od kilkunastu lat. Rośliny te nie są bardzo wymagające w uprawie, wystarczy im słoneczne stanowisko osłonięte od wiatru z żyzną, wilgotną i przepuszczalną glebą, a każdego lata będą ozdabiać ogród wieloma małymi dzwoneczkami w kształcie korony, które potrafią ożywić każdy ogród. Pamiętać należy również o przycinaniu po ich przekwitnięciu, aby na następny sezon były jeszcze gęstsze i silniejsze.
U mnie krzewuszki rosną pojedynczo, ale również dobrze sprawdzą się w żywopłotach. Jeśli krzew jest dobrze zadbany, potrafi osiągnąć rozmiary nawet do 3 metrów!



Na dużą uwagę, przynajmniej w moim ogrodzie, zasługują goździki brodate, zwane również żelaznymi, z którymi wiąże się pewna ciekawa historia. Otóż pięć lat temu w sklepie ogrodniczym zakupiłem nasionka tychże goździków, gdyż bardzo mi się spodobało ich zdjęcie na paczuszce. Z tyłu opakowania zapewniono mnie, że są to rośliny jednoroczne, dlatego też zasadziłem je w dalszym zakątku ogrodu. Jakież było moje wielkie zdziwienie, gdy na następną wiosnę zobaczyłem w tamtym miejscu dużą kępę młodych sadzonek, z których po raz drugi wyrosły różnokolorowe, piękne kwiaty. Gdy w kolejnym sezonie znów zobaczyłem małe goździki, postanowiłem je przesadzić do klombu nieopodal domu. I to był strzał w 10! Rośliny wpasowały się tam idealnie, a malutkie, kolorowe główki kwiatów do dziś zachwycają i dekorują ogród.
Goździki brodate najlepiej rosną na stanowiskach słonecznych z dość wilgotną glebą. Dobrze uprawiane kwitną całe lato, a ich wysokość sięga nawet 40 cm.
Ja osobiście polecam kupić nasiona, ponieważ w trakcie kwitnienia, kwiaty na każdej łodydze są zupełnie innego koloru, co wygląda przecudnie - od bieli, po czerwień, róż, aż po bordo i fiolet.






Kolejnym ulubieńcem mojego ogrodu jest żurawka. Łatwa w uprawie, a przy tym zachwycająca oryginalnymi kolorami liści oraz drobnymi, białymi kwiatuszkami roślina może być wykorzystywana jako uzupełnienie do klombów, czy skalniaków. Bardzo ładnie się prezentują, gdy sadzonki posadzimy w rządku, np. wzdłuż drogi.
Dużym plusem żurawek jest to, że łatwo można od kłączy oderwać małe sadzonki, które się przyjmią bez problemu, przez co nie trzeba kupować ich w sklepach ogrodniczych w nadmiernych ilościach. Podziałów kępek można dokonywać wiosną lub jesienią.
Rośliny te występują w wielu odmianach, które różnią się między sobą głównie kolorami liśćmi - mogą być one bordowe, rude, zielone, żółte, ale też wielokolorowe łącząc w sobie wcześniej wymienione barwy.
Żurawki najlepiej rosną w słońcu lub półcieniu, w żyznych glebach.



Jeśli chodzi o powoje i wszystkie pnące rośliny, to zdecydowanie moimi ulubionymi są clematisy, czyli powojniki.
Odporne na mróz i choroby, szybko rosnące, nawet do 3 m, z dużymi, przykuwającymi uwagę kwiatami o wielu rozmaitych kolorach - można by tak wymieniać długo. Ze względu na duże, widoczne kwiaty, czy rozmiary jakie potrafi osiągnąć, powojnik wygląda imponująco i zaznacza swoją obecność w każdym ogrodzie. W moim ogrodzie kwitną clematisy "Nelly Moser" z biało-różowo-fioletowymi kwiatami, które ukazują się w czerwcu, a potem jeszcze pod koniec lata.
Powojniki najlepiej radzą sobie w cieniu lub półcieniu, na wilgotnych, żyznych glebach.


Zawsze późnym latem i wczesną jesienią najbardziej widoczne w moim ogrodzie są berberysy - niewielkie krzewinki pokryte od wiosny do jesieni mnóstwem kolorowych listków, obok których w okolicach września, października pojawiają się małe, czerwone jagódki. Co ciekawe, owoce berberysu są jadalne! Ich kwaskowaty smak idealnie łączy się ze słodkimi deserami i ciastami. Rośliny te nie mają wielkich wymagań, oprócz tego, że muszą być sadzone w półcieniu.
W moim ogrodzie odmian jest wiele, ale każda wiernie ozdabia i koloryzuje swoimi herbacianymi, bordowymi, zielono-żółtymi, czy rudymi listkami.



Oprócz krzewinek i małych roślin, jest jedno drzewko, które rośnie w moim ogrodzie i zachwyca swoim pokrojem i niebanalną kolorystyką.
Mowa tu oczywiście o wierzbie całolistnej, nazywanej również japońską. Od innych gatunków wierzb wyróżnia się tym, że jest ona niewielkich rozmiarów, do 3 m wysokości, ale też tym, że młode pędy są pokryte biało-różowymi listkami. Gdy kilka lat temu na ogrodzie mieliśmy oczko wodne, drzewko to pięknie z nim współgrało i można było się poczuć jak w japońskim ogrodzie.
Wierzba japońska bardzo dobrze komponuje się również w otoczeniu zieleni, gdzie jeszcze bardziej uwidacznia się jej wyjątkowość.
Drzewo najlepiej sobie radzi w słońcu, na wilgotnych glebach.


Proste w uprawie i piękne zarazem... ze względu na te dwa powody wszystkie wyżej wymienione i opisane rośliny są moimi ulubionymi w ogrodzie, gdyż tutaj bardzo cenię sobie czas, którego jest zawsze za mało, ale również i efekt, aby w tych niewielu wolnych chwilach nacieszyć się pięknymi kolorami wokoło.
Jednocześnie wszystkim, którzy chcą ozdobić swój kawałek ziemi, ale nie wiedzą czym, polecam te sześć roślinek: krzewuszkę, powojnik, goździki, berberys, wierzbę japońską oraz żurawkę.

A u Was? Jakie rośliny ogrodowe najbardziej lubicie? Piszcie w komentarzach!

Na sam koniec zapraszam serdecznie na mój drugi blog - kulinarny: www.popierwszetradycja.blogspot.com

Do zobaczenia! :)

środa, 3 maja 2017

Czym jest Polska?

Witam!
Dziś krótki, ale ważny post. Trzeci dzień maja, 226 lat temu uchwalona została konstytucja Rzeczpospolitej Obojga Narodów, druga na świecie, pierwsza w Europie. O tym wie każdy z nas - z licznych akademii szkolnych, których w podstawówce i w gimnazjum przeżyłem mnóstwo, z serwisów informacyjnych, gdzie pokazywane są główne uroczystości z tej okazji, z gazet, książek, rozmów...
Ale oprócz wspominania historii, warto się zastanowić w tymże dniu, czym dla nas jest ta Polska? Jak ją postrzegamy, jak jest ona dla nas ważna, z czym ją uosabiamy? Moją odpowiedzią na te i inne pytania, niech będzie mój wiersz - "Matka".


Czy to dobra odpowiedź? Wydaje mi się, że tak. Waleczna matka z wielkim potomstwem, twórczyni pięknej ziemi, wspaniała przewodniczka i wychowawczyni - oto Polska.

A Wy? Czym dla WAS jest Polska? Zachęcam do dyskusji w komentarzach, najciekawsze wpisy obdaruję miłymi upominkami.

Do zobaczenia i wesołego świętowania, a maturzystom życzę jak najlepszych wyników i spełnienia swoich marzeń! :)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Podróże #31: Praga - serce Czech

Witam!
Dzisiaj zabiorę Was we wspaniałą podróż po czeskiej stolicy - Pradze. Na początku kwietnia, razem ze swoją klasą oraz częścią innej klasy, mieliśmy przyjemność zwiedzić to zabytkowe, piękne miasto. Była to moja pierwsza wizyta w Czechach, ale jakże udana.
Początkowo miałem podzielić tą całą podróż na trzy posty - każdy o jednym dniu wycieczki, ale ostatecznie zdecydowałem, że postaram się całość "upakować" w jednym miejscu. Tak więc zapraszam i miłego czytania oraz oglądania!



Pierwszego dnia, po siedmiu i pół godzinach podróży autokarem, dotarliśmy na dworzec główny w Pradze. Już tam dostrzegłem pewną ciekawą rzecz, a właściwie pojazd - żółte taksówki. Jednak mimo charakterystycznego koloru, te praskie mało co przypominały swoje odpowiedniczki z Nowego Jorku - były jakieś inne.



Z dworca, ruszyliśmy w stronę Václavskégo Námesti (Placu Wacława). Plac ten znajduje się w centrum Pragi, w dzielnicy Nové Mĕsto (Nowe Miasto). Ma on 750 metrów długości oraz 60 metrów szerokości. Nazwę swoją wiąże z pomnikiem przedstawiającym św. Wacława znajdującym się w jego górnej części. W tyle można podziwiać duży gmach Muzeum Narodowego, który jest obecnie w remoncie. Poniżej pomnika znajduje się miejsce pamięci dwóch ofiar reżimów totalitarnych - Jana Palacha oraz Jana Zajíca, którzy dokonali w tym miejscu w 1969 r. samospalenia.
Z tej racji, że byliśmy tam na początku kwietnia, w centralnej części placu odbywał się jarmark wielkanocny, na którym można było zakupić tradycyjne wytwory czeskiej kuchni, np. trdelník, czy hałuszki, a także ręcznie robione ozdoby i pamiątki.

Gmach Muzeum Narodowego i Pomnik św. Wacława



Miejsce pamięci



Następnie ruszyliśmy w kierunku Pałacu Lucerna, w którym podziwialiśmy rzeźbę Davida Černego, która jest nawiązaniem do pomnika św. Wacława wspomnianego powyżej, lecz różniącej się od pierwowzoru tym, że koń zwisa ze sklepienia brzuchem do góry, z pyska wystaje mu język, a święty siedzi na brzuchu zwierzęcia, a także stylowe wejście do kina Lucerna.




Po wyjściu z pałacu, pokierowaliśmy się w stronę Rynku Staromiejskiego w Pradze. Zanim jednak dotarliśmy do celu, mogliśmy nacieszyć się ciepłym i żywym klimatem praskich uliczek.






Rynek Staromiejski w Pradze do którego dotarliśmy po kilkunastu minutach drogi, jest jedną z największych wizytówek czeskiej stolicy. Górują nad nim dwa kościoły: pierwszy pod wezwaniem św. Mikołaja - barokowa, zabytkowa świątynia, należąca do Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego, w której odbywają się nie tylko msze, ale i też liczne koncerty (z tego powodu nie mogliśmy wejść do środka podczas zwiedzania). Drugi zaś - Kościół NMP przed Tynem jest rzymskokatolicką świątynią zbudowaną na styl gotycki. W okresie reformacji swoje kazania wygłaszali tam Husyci, czego śladem po dziś dzień jest grób husyckiego arcybiskupa Jana Rokycany znajdujący się wewnątrz. Oprócz Rokycanego, pochowany jest tam wybitny duński astronom - Tycho Brahe, który w Pradze spędził trzy ostatnie lata swojego życia.
Oprócz kościołów, na praskim rynku są jeszcze trzy wyjątkowe miejsca - ratusz staromiejski ze słynnym zegarem astronomicznym - Orlojem, pomnik Jana Husa - czeskiego reformatora, którego niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciach, a także 27 białych krzyży widocznych na płycie rynku, upamiętniających 27 protestanckich szlachciców straconych w 1621 r. po zwycięstwie katolików pod Białą Górą.

Kościół św. Mikołaja

Kościół NMP przed Tynem



Ratusz Staromiejski

27 krzyży


Kolejnym celem naszego spaceru po Pradze była żydowska dzielnica - Josefov, z licznymi synagogami (m.in. Staronowa), a także charakterystycznym posągiem Mojżesza. Następnie jeszcze przez kilkanaście minut odkrywaliśmy uroki praskiego Starego Miasta, po czym wróciliśmy do autobusu, aby pojechać do hotelu.




Pomnik Mojżesza










Drugi dzień był poświęcony głównie zwiedzaniu Hradczan - powstałej w XIV w., królewskiej dzielnicy Pragi.
Pierwszym punktem na mapie był Klasztor na Strahowie założony w 1140 r., ufundowany przez księcia Władysława II - główny klasztor premonstratensów (norbertanów), którzy sprowadzili się tu z okolic Akwizgranu.
Obok znajduje się kościół św. Rocha, zbudowany na początku XVII w., jako dziękczynienie za cofnięcie morowej zarazy. Obecnie jest on salą wystawową. Dlaczego tak jest? Z prostej przyczyny - w Czechach jest bardzo mało ludzi wierzących, stąd duży odsetek świątyń przekształca się w teatry, czy muzea.
Pomiędzy tymi dwoma budynkami możemy dostrzec niewielkie Muzeum Miniatur, w którym można podziwiać różne rysunki, malowidła, wykonane np. na ziarenku maku, ryżu, ludzkim włosie, czy nóżce komara! Aby je dostrzec, przy każdym arcydziele postawione są lupy i mikroskopy, aby móc to zobaczyć. Coś niesamowitego! Zdjęć stamtąd nie mam, ponieważ nie mieliśmy dużo czasu, a jednak złapać ostrość i wszystko ustawić, aby wyszło zdjęcie w takich okolicznościach, to dosyć czasochłonna zabawa.


Klasztor

Kościół św. Rocha




Schodząc z klasztoru, naszym oczom ukazała się piękna praska panorama. Na naszej drodze było ich mnóstwo, mimo to, każda zachwycała i to bardzo.



Kolejnym miejscem do którego dotarliśmy był Pałac Czerniński, zbudowany w barokowym stylu. Od 1934 r. jest siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych Czech (wcześniej Czechosłowacji).


Idąc dalej, minęliśmy pomnik Edvarda Beneša - czechosłowackiego prezydenta, sprawującego swój urząd w latach 1935-1948 (z przerwami w 1939 i 1945).


Następnie przeszliśmy obok praskiej Lorety - kompleksu barokowych budynków sakralnych, który powstał w XVII w. z inicjatywy Katarzyny z Lobkovic. Najcenniejszym skarbem Lorety są niewątpliwie: monstrancja wysadzona 6222 diamentami (tyle diamentów ozdabiało najpiękniejszą suknię fundatorki), a także domek loretański (stąd nazwa - Loreta), przez którego obecność to miejsce jest chętnie odwiedzane przez pielgrzymki.



Z Lorety ruszyliśmy w stronę Placu Hradczańskiego, którego największymi atrakcjami są: renesansowy Pałac Schwarzenbergów, morowa kolumna z posągiem Madonny wybudowana w 1726 r., posąg pierwszego czechosłowackiego prezydenta - Tomasza Masaryka postawiony w 150. rocznicę urodzin (2000 r.), a także wspaniała panorama z widokiem na Pragę.


Jeden z wielu praskich zaułków




Pałac Schwarzenbergów

Kolumna z Madonną
Pomnik Masaryka






Przy Placu Hradczańskim znajduje się również pierwszy dziedziniec Zamku Praskiego, przy którym codziennie o 12:00 w południe odbywa się uroczysta zmiana warty. Akurat mieliśmy to szczęście zobaczyć całe widowisko i muszę stwierdzić, że zrobiła ona na mnie duże wrażenie.


Kolejnym celem naszego zwiedzania była ogromna Archikatedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha. Jest ona siedzibą praskich arcybiskupów oraz prymasa Czech. Budowlę wzniesiono w XIV w.
Udało się nam wejść do wnętrza katedry i muszę przyznać, że jej monumentalność, zarówno w środku, jak i na zewnątrz, wystrój, a szczególnie kolorowe, duże witraże bardzo mi się spodobały.





Po zwiedzeniu Hradczan, swoje kroki skierowaliśmy w stronę Małej Strany, jednak zanim tam doszliśmy, mogliśmy podziwiać niezwykle urokliwe kamienice na ulicy Nerudovej, czy pub "U kocoura", gdzie w 1991 r. spotkali się prezydenci: Vaclav Havel oraz Lech Wałęsa.


W Pradze jest możliwość przejechania się taką bryką



Po wejściu na Malostranske Namesti (Rynek Małostrański) moją największą uwagę zwrócił kolejny rzymskokatolicki kościół św. Mikołaja, który w obecnym stanie stoi na Małej Stranie od połowy XVIII w. Świątynia ta jest częstym miejscem koncertów, których tradycja sięga czasów Mozarta, który zwykł tam grać.
Sam rynek wydał mi się bardzo przyjemny, lecz czasami zbyt hałaśliwy. Z jego drugiej strony można było podziwiać w oddali małostrańską wieżę, od której odbiegał słynny Most Karola. Ale o nim później.

Kościół św. Mikołaja


Małostrańska wieża

Czeska "Żabka" 😄


Następnie powędrowaliśmy do słynnego Kościoła Panny Marii Zwycięskiej zbudowanego przez niemieckich luteranów w drugiej dekadzie XVII w. Po zwycięstwie katolików pod Białą Górą w 1624 r., świątynia przeszła w ręce katolików. W jej wnętrzu, na ołtarzu, znajduje się mierząca 46 cm wysokości figurka tzw. Praskiego Dzieciątka Jezus (Praskiego Jezulatka), którą w 1628 r. podarowała urzędującym tam karmelitom bogata szlachcianka - Polyksena z Lobkovic. Figura ma zmieniane ubranka, których kolekcję można zobaczyć wchodząc na jedną z wież kościoła.


Modlitwy do Praskiego Jezulatka


Praskie Jezulatko



Po zwiedzeniu Małej Strany, nasze kroki skierowaliśmy ku Pałacowi i Ogrodzie Waldsteina. Pałac pierwotnie był szlachecką siedzibą cesarskiego generalissimusa - Albrechta von Wallensteina, zaś obecni mieści się tu czeski senat. Za budynkiem rozciąga się duży, piękny ogród w stylu francuskim, który zdobią: fontanna, sztuczna grota ze stalaktytami i stalagmitami, staw zarybiony królewskimi karpiami (koi), rzędy drewnianych ławek, z których można podziwiać salę terrena, a także wiele krzewów, kwiatów i drzew, wokół których swobodnie chodzą dostojne pawie - kolorowe, ale też albinosy. Zarówno pałac jak i ogród prezentują się niezwykle majestatycznie.

Pałac Waldsteina













Następnie, wąskimi i urokliwymi dróżkami dotarliśmy pod wieżę małostrańską, z której ruszyliśmy na najbardziej znany praski most - Most Karola, który łączy Małą Stranę ze Starym Miastem przedzielone Wełtawą. Most ma ponad pół kilometra długości oraz prawie 10 metrów szerokości. Został on zbudowany w połowie XIV w. na podstawie projektu Petera Parlera. W okresie baroku most ozdobiono 30 posągami świętych, które można podziwiać po dziś dzień, m.in. ten, przy którego dolnej części ukazano scenę wrzucenia Jana Nepomucena do Wełtawy - dotknięcie postaci świętego wedle tradycji ma przynieść szczęście.
Widoki z Mostu Karola są przepiękne - zarówno na Wełtawę i liczne wycieczkowce po niej płynące, jak i na Hradczany, Małą Stranę i Stare Miasto.
Most kończy się staromiejską wieżą mostową, obok której stoi pomnik Karola IV.

Wejście na most

Małostrańska wieża




Wełtawa





św. Jan Nepomucen

Widok na Hradczany i Małą Stranę



Staromiejska wieża mostowa

Pomnik Karola IV


Po przejściu Mostem Karola, ruszyliśmy w stronę muzeum figur woskowych - Grevin. Można było tam podziwiać woskowe sylwetki ważnych postaci dla Czechów, np. Jana Husa, Martiny Navratilovej, Krecika, ale także gwiazd światowego formatu, przykładowo Celine Dion, Michaela Jacksona, Edith Piaf, królowej Elżbiety, czy Donalda Trumpa.

Krecik

Martina Navratilova

Ivan Lendl

Jan Hus

młody Mozart

królowa Elżbieta II

Od lewej: Merkel, Obama, Trump

Edith Piaf

Celine Dion

Helena Vondrackova

Mick Jagger

Elvis Presley

Michael Jackson


Na koniec dnia drugiego, późnym wieczorem pojechaliśmy na Křižíkove Fontanny. Pokaz tańczących fontann, połączonych z muzyką, grą barw oraz sztucznymi ogniami, trwał ponad pół godziny. Na tle ciemności nocy wyglądał on bardzo zjawiskowo, choć muszę szczerze przyznać, że powinien trwać co najmniej dwa razy krócej, ponieważ z czasem te same układy i podobna muzyka zaczęły po prostu nudzić. Ale mimo wszystko, pokaz oceniam na plus.


Podczas pokazu


I tak się zakończył dzień drugi - pełen słońca i błękitnego nieba. Zupełnie innym był kolejny dzień, który przywitał nas ciężkimi, siwymi chmurami oraz co najgorsze - deszczem. Przez to udało nam się jedynie zobaczyć Fata Morganę - ogród botaniczny, w którym można było podziwiać równikową roślinność, a także barwne motyle latające wśród krzewów i drzew rosnących w pawilonach, choć mimo wszystko większość z tych małych żyjątek latała wzdłuż ścian z nadzieją na ich wypuszczenie, niestety...
Po zwiedzeniu Fata Morgany z racji mocnego deszczu, zrezygnowaliśmy z dalszych planów i pojechaliśmy do największej praskiej galerii handlowej - Palladium, w której spędziliśmy ponad 2 godziny.

Fata Morgana


Pięciopiętrowa galeria Palladium



Wieczorem opady ustąpiły, przez co mogliśmy wyruszyć na nocny spacer po centrum Pragi, do którego dotarliśmy metrem. Mimo wielu kałuż i chłodu dającego się we znaki, czeska stolica w światłach latarń wydała się bardzo interesująca, magiczna i klimatyczna.

Praskie metro


Ratusz staromiejski



Staromiejska wieża mostowa

Widoki z Mostu Karola nocą




Ostatniego dnia pogoda się znacznie poprawiła, przez co mogliśmy w końcu pojechać na Wyszehrad. Jednak zanim tam dotarliśmy, czekał na nas rejs po Wełtawie. Miasto z perspektywy rzeki prezentowało się zupełnie inaczej - miało swój odmienny urok. Oprócz zabytkowych budowli, kolorowych kamienic, wyłaniały się biało-żółto-zielone zbocza pełne kwiatu forsycji (która w Czechach była wszędzie, nawet wzdłuż autostrad), kwitnących jabłoni i bujnych traw o wielu odcieniach zieleni.














Rejs trwał około godzinę. Po wszystkim, pojechaliśmy autokarem na Vyšehrad (Wyszehrad) - praskie wzgórze z wieloma cennymi zabytkami, które mieliśmy odwiedzić dnia poprzedniego. Po zobaczeniu murów obronnych z czasów Napoleona, urokliwej rotundy św. Marcina oraz małego parku z Diabelskim Słupem, dotarliśmy do Katedry św. Piotra i Pawła, do której nie weszliśmy ze względu na brak czasu. Zdołaliśmy jedynie przejść się po Cmentarzu Wyszehradzkim, gdzie spoczywają znani Czesi, którzy mieli wpływ na historię, ale też kulturę Republiki Czeskiej, m.in. Bedrich Smetana, Jan Neruda, Bożena Nemcova, czy Ema Destinnova.

Wejście przez mury obronne



Rotunda

Diabelski słup


Grób Jana Nerudy

Grób Bedricha Smetany

Katedra św. Piotra i Pawła



Na sam koniec dotarliśmy na punkt widokowy, z którego rozciągała się przepiękna panorama Pragi. Jedno ze zdjęć wykonanych na nim możecie dostrzec u góry bloga, na nowym banerze z tytułem.





Po 12:00 ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski, zaś do Krakowa dojechaliśmy po prawie ośmiu godzinach jazdy autokarem.

Praga wywarła na mnie bardzo duże wrażenie: jej wyjątkowa architektura - połączenie kolorowych, ciepłych kamienic, z kamiennymi, szarymi i zimnymi murami, katedrami, mostami i zamkami, bajeczne panoramy z różnych punktów miasta, ciemnoniebieska wstęga Wełtawy dzieląca miasto na dwie części, a także liczne ciekawe miejsca jak np. Muzeum Miniatur, czy Grevin.
Na liście moich najbliższych podróży, Czechy i Praga znajdują się na czołowych miejscach i mam nadzieję, że uda mi się tam wrócić w wakacje.

To chyba wszystko, wszystkim, którzy zastanawiają się nad jakimiś podróżami, z czystym sercem polecam to miasto. Warto tam być! A tymczasem do zobaczenia i do następnego wpisu! :)