sobota, 30 stycznia 2016

Wyzwanie urodzinowe - wyniki II. części i trzecie zadanie

Witam Was moi czytelnicy!
Dzisiaj publikuję Wam wyniki drugiej części wyzwania urodzinowego i "zadaję" trzecie zadanie.

Do karteczkowo-czapeczkowej części wyzwania urodzinowego dostałem 4 prace, od:

  • Basi Wójcik;
  • Ewy Jurewicz;
  • Ewy Kwiatkowskiej;
  • Kornelii - miśka77.
Otrzymałem 3 kartki i jedną czapeczkę urodzinową.
Miejsc nie ustalałem ja. Miałbym z tym wielki problem, ponieważ każda z prac była fantastyczna. Poprosiłem więc brata, który jest fantastycznym artystą - maluje piękne rysunki, szczególnie wojen i rycerzy, ale lubi też rzeźbić.

Zapytałem go, czym się kierował, oceniając prace:
- Wszystkie prace były piękne, ale trzeba było wybrać. Zwracałem szczególną uwagę na kreatywność, pomysłowość poszczególnych prac, a także jakość i estetykę. Było to bardzo trudne - każda praca została wykonana fantastycznie i o mojej liście decydowały niuanse.

Aby mieć lepsze wyniki poprosiłem też mamę (która uwielbia czytać mojego bloga, a w szczególności Wasze komentarze), aby wybrała swoją "listę przebojów". Mama jest też duszą artystyczną - uwielbia robić kompozycje kwiatowe, które zachwycają każdego.

Zapytałem się jej, co dla niej było najważniejsze:
- Dla mnie najważniejsza była precyzja, estetyka i jakość wykonania. Każda praca miała w sobie "to coś" i uważam, że wszystkie powinny wygrać - są przepiękne.

Obydwoje byli zadowoleni z mojej prośby i sprawiedliwie ocenili. Gusta mieli podobne, choć ich niektóre decyzje się różniły. Są dwa miejsca ex aequo.

1. miejsce otrzymuje 20 pkt., 2. - 18 pkt., 3. - 16 pkt., 4. - 15 pkt.

I po ocenieniu przez jury, zapadła decyzja. Zwyciężyła kartka od...

1. EWA JUREWICZ 


2. KORNELIA (MISIEK77) - jako jedyna przysłała czapeczkę i to taką nietypową


3. EWA KWIATKOWSKA


3. BARBARA WÓJCIK



Po dwóch częściach tak się przedstawia tabela:
  1. Barbara Wójcik - 36 pkt.
  2. Ewa Jurewicz - 20 pkt.
  3. Kornelia (misiek77) - 18 pkt.
  4. Ewa Kwiatkowska - 16 pkt.
Basia wysłała bowiem jako jedyna pracę do pierwszej części, za co dostała 20 punktów.

A tymczasem trzecia część wyzwania urodzinowego i zadania. Dla każdej grupy inne zadanie, aby więcej osób wzięło udział.
Bardzo lubię kolor niebieski i nie wyobrażam urodzin bez niego. Bardzo wiążę też ten kolor z blogiem...

Macie cztery wybory:
  • dla literatów - napisanie wiersza, którego motywem przewodnim będzie coś koloru niebieskiego;

  • dla kucharzy - wykonanie "niebieskiego" dania - nie musi być całe niebieskie, ale ten kolor musi być dobrze widoczny (minimum 40-50 %);

  • dla robótkowiczów i artystów - wykonanie dowolnej pracy (naszyjnik, kartka, ubranko itd.) - zdecydowana większość pracy w kolorze niebieskim;

  • dla fotografów - wykonanie zdjęcia o "niebieskiej" tematyce - może to być niebo, kwiatki, woda, jakiś budynek, coś z Waszych podróży, ogrodów itd., albo zdjęcie, które Wam się z tym kolorkiem kojarzy.

Zdjęcia (i w przypadku jedzenia także przepis) prac wysyłajcie na adres: Max_Skrzypek@interia.eu

Bardzo Was zapraszam do udziału. Po czwartej części, zostaną wyłonione 3 osoby z największą ilością punktów i to WY - czytelnicy bloga, zdecydujecie kto wygra wyzwanie urodzinowe.

Dajcie znać w komentarzu, czy będziecie brać udział. :)

Czas: do 13 lutego.
Oczywiście proszę też o wklejenie banerka na trzecią część:



Gratuluję zwycięzcom i zapraszam Was - wszystkich czytelników do wzięcia udziału w trzeciej części. Pierwsze dwie może nie były dla każdego, bo miały jeden temat - albo dla pisarzy, albo dla artystów. Teraz każdy z Was będzie miał równe szanse. Miło by mi było, gdybyście też polecili swoim czytelnikom wyzwanie urodzinowe. :) :)

Pozdrawiam Was i do zobaczenia!


środa, 27 stycznia 2016

Z laskiem zaczynam każdy swój dzień...

Witajcie!
Dziś post szczególny, bo będzie bardzo sentymentalny. Przedstawię Wam bowiem lasek - zielone serce mojego ogrodu.
Na początek taki mój wiersz:

Z laskiem...

Z laskiem zaczynam każdy dzień,
gdy Słońce zaczyna swą wędrówkę.

Z laskiem kończę krótki dzień,
gdy srebrny Księżyc wchodzi na główną scenę.

Z laskiem się śmieję,
gdy radość mą duszę rozpiera.

Z laskiem płaczę i się smucę,
gdy moje serce krwawi uszkodzone.

Z laskiem wspominam,
piękne czasy i chwile pełne blasku.

Z laskiem rozważam,
aby wybrać właściwą drogę.

Z laskiem oddycham,
zielenią liści i brązem runa.

Z laskiem chłonę,
bajeczne barwy i ciepło jego serca.

Z laskiem dumam,
nad kłopotami tego świata.

I wiedzcie o tym, że
Ja po prostu żyję z tym laskiem.

Ostatnio bardzo polubiłem pisać wiersze. Mam już ich parę, a wszystkie możecie przeczytać w zakładce Moje wiersze.

Dzisiaj, jak mówiłem, będzie bardzo sentymentalny post. O lasku, którego wartość mogliście już po części poznać w wierszu.
Takie serce ogrodu. Dla niektórych może to być zwykły zagajnik, dla innych ładny, mały las, ale dla mnie, jest to miejsce szczególnie. To w nim rośnie moja ukochana grusza, to tam jest piękne brzozowisko i wyjątkowe iglaki.

Tak więc rozpocznijmy podróż.

Lasek rozpoczyna się rzędem żywotników. Grube, silne i cały czas rosną, co mnie bardzo cieszy. Obok nich wysoki jesion, pierwszy świerk i sosna.





No to wchodzimy do tej "właściwej" części lasku. Dolna część ma w sobie same drzewa iglaste: sosny, świerki, modrzewie oraz jedną srebrną jodłę.







Lasek zdobią piękne malowane grzyby, wykonane przez mojego tatę, a przeze mnie malowane. Muchomorki, borowiki. Jednak niszczeją i trzeba co dwa lata je przemalowywać. W tym roku właśnie wypada pora na remont. Ale jak wiadomo - nawet żywe grzybki mogą być uszkodzone. :)




Dalej idziemy przez taki niby płot, na którym wznoszą się grube, drewniane łodygi winogron. W lasku rosną te ciemne i bardzo słodkie.



Idąc dalej, mijamy domek na grilla. Ogólnie na terenie lasku są dwa domki - właśnie ten i jeszcze leśniczówka. Ale o niej już za chwilę. :)
Najlepsze to jest w tym, że to wszystko wybudował mój tata, gdy byłem mały. :)



Dalej mijamy moją gruszę.



Po minięciu gruszy, docieramy do drugiej ławki. Pierwszą możecie zobaczyć przy zdjęciu z grzybkami.
Mam wiele zdjęć i wspomnień związanych z tą ławką i bardzo lubię czasem sobie na niej siąść i powspominać miłe czasy.



No i właśnie teraz jesteśmy przy leśniczówce. To taki domek na drzewie, który zbudowano, gdy miałem 7 lat. Gdy ptaki były moją wielką pasją, miałem tam taką bazę. Na ścianach - plakaty ptasie, na biurku książki z nimi w roli głównej.
Ostatnio mało tam byłem, ale obiecałem sobie, że w tym roku, na wiosnę, zrobię taki "remont" i będę znów tam spędzał miło czas.


Za chwilę wejdziemy do brzozowiska. Ale zanim to, to jeszcze chciałbym Wam przedstawić drzewo wiśniowe i wędzarnię.
Wiśnia jest tam od kilkunastu lat. Rośnie - bez innych wisienek, w otoczeniu modrzewi. Ale widocznie dobrze jej to służy - koło 15 czerwca obdarowuje nas, szkarłatnymi, pysznymi wiśniami. Palce lizać!
Wędzarnia - nieużywana już od dawna, ale kiedyś była u nas "na topie". Ryby z przydomowej wędzarni podobno smakowały niebiańsko. 


Wiśnia, ta z przodu

No i wchodzimy do brzozowiska. Piękne miejsce, w którym przeważają bielutkie brzózki. Bardzo lubię tam chodzić i obserwować rośliny, wzrost brzóz, a także jesienią - zbierać koźlarze. Taki sosik z kozaczków - pycha!





I tak nasza przygoda dobiegła końca. Bardzo lubię swój lasek - to taka oaza spokoju i wytchnienia. Uwielbiam po nim chodzić i cieszyć się każdym promieniem Słońca, każdym listkiem, bądź igiełką.

A na sam koniec przypominam, że do soboty trwa 2. część wyzwania urodzinowego! Do tej pory doszły 3 prace. Jeśli ktoś chce wysłać mi kartkę urodzinową, bądź czapeczkę urodzinową, to macie czas do soboty.
Więcej, w wyróżnionym poście na prawym boku bloga.
Liczę na Was! :)

A tymczasem, pozdrawiam Was moi czytelnicy i do zobaczenia! :)


sobota, 23 stycznia 2016

Podróże #25: Wał Ruda i Zalipie - piękne wioski Ziemi Dąbrowskiej

Witam!
Dzisiaj chciałbym Was zabrać w dwudziestą piątą podróż. Gdzie? Do Wał Rudy i Zalipia.
Te dwie wioski leżą na Ziemi Dąbrowskiej, pomiędzy Tarnowem a Wisłą.
Wał Ruda znana jest z tego, że w tej miejscowości żyła błogosławiona Karolina Kózkówna, zaś Zalipie można skojarzyć z terminem "malowana wieś".

Wał Ruda, to nieduża wieś leżąca pomiędzy Żabnem a Szczurową. Tutaj 2 sierpnia 1898 roku na świat przyszła Karolina Kózkówna.
W 1914 roku została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza, broniąc się przed gwałtem.Zmarłą szybko otoczył kult męczeństwa i świętości. Proces beatyfikacyjny Karoliny rozpoczął się w 1965 roku, 30 czerwca 1986 roku został przyjęty dekret o męczeństwie Kózkówny, a 10 czerwca następnego roku, Jan Paweł II beatyfikował ją w Tarnowie.

Ja byłem tylko przed jej domem. Nie odwiedziłem jej sanktuarium w Zabawie, ani miejsca morderstwa, ponieważ zaczął padać deszcz i dalsza podróż nie była możliwa.



Kapliczka obok

Matka Boża w drewnianej ramie obok drzwi








Dodałem trochę zdjęć z tablic informacyjnych, żeby nie było, że tak mało Wam przekazałem. :)

Druga wieś to Zalipie. Leży ona pomiędzy Żabnem a Dąbrową Tarnowską. Wielu z Was pewnie kojarzy tą wioskę z wielu malunków, nie tylko tych na płótnach, kartkach, ale także na budynkach. Domy, budy, studnie... wszystko malowane w kolorowe kwiaty.
Ogólnie zwyczaj ten istniał na całym Powiślu Dąbrowskim od schyłku XIX wieku. W Zalipiu jest około 20 malowanych domów.
Byłem zachwycony tymi malunkami. Na tle białych, starodawnych domków prezentowało się to naprawdę fantastycznie.
Dodatkowo, polskie wierzby przy drodze powodowały, że wieś nabierała takiego klimatu rodem z pięknych wiejskich czasów. Uwielbiam wierzby - taki symbol wolności, wsi. Kocham to!

















Tak więc, przedstawiłem Wam te dwie piękne wsie na Ziemi Dąbrowskiej. Była to bardzo ciekawa i oczywiście malownicza podróż. Na pewno ją zapamiętam na długo.

Na koniec przypominam o 2. części wyzwania urodzinowego. Do wykonania kartka urodzinowa lub czapeczka urodzinowa. Czas do najbliższej soboty, tj. 30 I. Wyniki ostatniego stycznia.
Regulamin i szczegóły w wyróżnionym poście na prawym pasku bloga.

Pozdrawiam i do zobaczenia!

środa, 20 stycznia 2016

Podskale i pola białym puchem obsypane

Witajcie moi czytelnicy!
Na początku taki zimowy akrostych stworzony przeze mnie:

Nasza zima wstała

Najpierw otwieram swe oczy,
Aż będą z letargu wybudzone.
Szczęśliwy cieszę się, że
Zima zastukała do naszych drzwi.
A więc szybko się ubieram,

Zabieram czapę, szal i termos.
I z radością wrota otwieram.
Mały ogród - cały zaśnieżony.
Altana okryta białym paltem.

Wiata lśni od bieli.
Sam jeszcze nie wierzę.
To się dzieje naprawdę!
Ale piękne daje dary!
Łaskawa ta nasza Pani Zima.
Aprobatą przyjmuję ten stan.

Taki wierszyk powstał. A dziś chciałbym Was wziąć na wycieczkę: na Podskale i pola niedaleko mojego domu.
Podskale, to taki wiejski lasek. Płynie tam mała rzeczka, jest staw, tamy bobra, nory lisów i piękne drzewa. Miejsce to czaruje o każdej porze roku. Bardzo często tam chodzę. Jest to taka oaza do przemyśleń, zastanowień... Można się napoić pięknem tamtejszej przyrody. Nie wiem, czy wiecie, ale pisałem o letnim Podskalu (więcej w TYM poście). Byliście zachwyceni. Zimowy lasek na pewno też Wam się spodoba. W spacerze towarzyszyła mi sąsiadka i jej wnuczek.


Do lasu weszliśmy od strony drogi.



Po przejściu paru metrów, ukazał się nam zamarznięty i ośnieżony staw, złamane drzewo i mały potok.






Po przejściu kolejnych dwustu metrów, na wysokości skrzyżowania dwóch dróżek, na rzece ukazała się tama bobrów, z dziwnymi tropami na lodzie. Z początku myślałem, że to bobrze łapy, ale okazało się, że to łapy kaczki krzyżówki. :D




Po przejściu przez most na potoku, opuściliśmy Podskale idąc dalej przez pola. W naszej wsi są one rozległe, dzikie i piękne. Myszołowy, jastrzębie, kląskawki, trznadle, sarny, dziki, jelenie, bobry, kaczki, gęsi - to tylko niektóre gatunki zwierząt żyjące na tym terenie. Ostatnio zaobserwowano na tych polach dropa! Ale o tym w innym poście.
 





Przy ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć rząd drzew. Tam płynie rzeka, a na niej - bobrze tamy. Na odcinku kilometra jest ponad 5 tych tam. Dwie są używane, trzy pozostałe zostały zniszczone przez ostatnią powódź. Szczególnie jeden domek bobrów zachwyca, tzw. wyspa króla. Budowla składa się z tamy i utworzonej przez wyjątkowy przepływ wody wyspy. Wiele drzew w pobliżu tam ucierpiało wskutek bobrzego zwyczaju. Wszystko to można obserwować ze specjalnej ambony wybudowanej w ubiegłym roku.






Przy tamach przesiedzieliśmy ponad godzinę. Wracając, mijaliśmy zbiorniki. To w tym miejscu ponad dwa lata temu, psy zagryzły mojego ukochanego jamniczka. Dziś miałby jedenaście lat. :(


Przy zbiornikach rosną dzikie róże. Na białym tle, czerwone różane owoce wyglądają czarownie.


Wracając z wycieczki, zrobiłem jeszcze parę zdjęć pól. To w tych okolicach obserwowano dropa, śnieguły, siewki złote, kurhanniki, czy myszołowy włochate.





Zima potrafi być piękna a oto dowód. Uwielbiam chodzić w tamte miejsca. Według mnie są to cuda natury. W zimie biało, w lecie zielono od roślin i kolorowo od kwiatów. 
Kocham to!

Pozdrawiam Was i do zobaczenia! :)