sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowanie i 2. edycja "Podróży Roku"

Witam Was moi drodzy w ten ciepły, słoneczny sylwestrowy dzień. Jako, że już jutro o tej porze będziemy żyć w nowym, 2017 roku, chciałbym jakoś powspominać i podsumować ubiegły rok 2016 oraz zachęcić do wzięcia udziału w 2. edycji "Podróży Roku".

Najpierw jednak małe podsumowanie pod blogowym kątem.
Co najbardziej mi zapadnie w pamięci, jeśli chodzi o ten blog, w tym roku?
Niewątpliwie to, jak przez całą wiosnę razem ze mną obserwowaliście rozkwit mojego świeżo odnowionego ogrodu (dla nowicjuszy i zapominalskich KLIK i KLIK), jak później dowiadywaliście się o moich wielkich zmianach (KLIK), ale także jak ze mną napawaliście się pięknem przyrody oraz wypraw (KLIK, KLIK, KLIK i KLIK).
To był kolejny wspaniały rok, zarówno pod względem blogowym, jak i prywatnym, bo i tam się wiele wiele wiele rzeczy się podziało.

Teraz może nieco statystyk:
  • 37 postów ✅;
  • ponad 23000 wyświetleń, czym jestem naprawdę bardzo zaskoczony (to jest 58% wszystkich wyświetleń, przez 3,5 roku!) 😲;
  • do tej pory dostałem prawie 1800 komentarzy! 😮;
  • do tej pory bloga odwiedzały osoby z 50 krajów, z czego najciekawsze to: Martynika, Zambia, Australia, Chile, Singapur, czy RPA, no po prostu wow! 🌍🌎🌏;
  • 57 polubień na fanpage'u na Facebooku, skromnie zachęcę do lajkowania, tam możecie znaleźć wiele ciekawych, śmiesznych informacji oraz dowiedzieć się nieco więcej o mnie 💾;
  • 2 dni temu wybiło 40000 wyświetleń, za co bardzo dziękuję 💟;
  • grudzień 2016 jest pierwszym miesiącem, w którym wyświetlono bloga więcej niż 4000 razy!
ZA WSZYSTKO WAM BARDZO, ALE TO BARDZO DZIĘKUJĘ!


No to przejdźmy do "Podróży Roku 2016". 
Rok temu, jeśli dobrze pamiętacie, pod koniec roku odbył się plebiscyt "Podróż Roku 2015", w którym to wybieraliście najciekawsze dla Was miejsce, w które Was zabrałem na blogu.
Tamta edycja wyszła bardzo fajnie (więcej o niej TU), więc postanowiłem w tym roku również takowy konkurs zorganizować.
W tym roku tych wycieczek bardzo dużo nie było, ale wydaje mi się, że każda była na tyle fajna i ciekawa, że będzie w czym wybierać. :)

Sonda znajduje się niezmiennie po Waszej prawej stronie, na pasku bocznym w górnej jego części.

Oto linki do wszystkich podróży, które w konkursie uczestniczą:
  1. Podróże #22: Świąteczny rynek krakowski
  2. Podróże #23: Spacer po centrum Bochni
  3. Podróże #24: Góra Skrzynecka w Dobczycach
  4. Podróże #25: Wał Ruda i Zalipie - piękno Ziemi Dąbrowskiej
  5. Podróże #26: Puszcza Niepołomicka
  6. Podróże #27: Zamek w Nowym Wiśniczu 
  7. Podróże #28: Gondolą po krakowskiej Wiśle
  8. Podróże #29: Polskie Lourdes

8 podróży, dla mnie, każda tak samo ciekawa, interesująca i piękna. Która wygra? To zależy tylko od Was. Głosowanie trwa do 14 stycznia 2017 r. Możecie wybrać więcej niż jedną podróż. :)

No i na sam koniec, z okazji nadchodzącego nowego roku, chciałbym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia, dużo zdrowia, szczęścia, radości, kolejnych blogowych spotkań i aby ten nadchodzący rok był tak samo wspaniały i zachwycający jak ten mijający, a nawet lepszy!!
I niech będzie tak magiczny, jak widoczki na krakowski Wawel.


Wszystkiego dobrego Wam życzy Maks z bloga "Świat z mojej perspektywy"!





Do zobaczenia w 2017 roku i głosujcie w "Podróży Roku"! 😉😉😉

środa, 28 grudnia 2016

Podróże #29: Polskie Lourdes

Witam! Święta, święta i po świętach! Mam nadzieję, że ten czas Wam minął spokojnie, radośnie, w miłej, rodzinnej atmosferze.
Dzisiaj, po bardzo długiej przerwie, wracam z cyklem "Podróże", gdyż przez ostatni czas udało mi się kilka ciekawych miejsc zwiedzić. Jednym z takich była niewątpliwie wizyta w polskim Lourdes. O czym mowa? Oczywiście o Sanktuarium NMP z Lourdes w Porąbce Uszewskiej.

Jak to się stało, że w Polsce mamy drugie Lourdes? Otóż ksiądz Jan Palka, będąc w 1900 r. we Francji, oczarowany został pięknem groty Niepokalanej. Postanowił więc stworzyć podobne miejsce w Porąbce Uszewskiej. "Polskie Lourdes" budowane było z wielkim trudem i poświęceniem przy użyciu dość prymitywnych narzędzi. Jako transportu używano wozów zaprzężonych w konie, woły, bądź krowy. Ksiądz Jan, mimo przeniesienia na inną parafię, przyjeżdżał na miejsce budowy i nadzorował pracę. W 1904 r. odbyła się uroczystość poświęcenia kaplicy-groty. Do tego czasu udało się zbudować jej główną część. W 2003 r. miejsce to zatwierdzono jako Sanktuarium NMP z Lourdes.
W okresie od maja do października w grocie przechowywany jest Najświętszy Sakrament i przy sprzyjającej pogodzie sprawowane są nabożeństwa.



Patrząc od lewej, w grocie widzimy wbudowane: niewielki dzwon, wnękę z rzeźbą przedstawiającą św. Bernadettę, tą której MB z Lourdes się objawiła, obok można zauważyć kranik, z którego niegdyś, po naciśnięciu przycisku obok, płynęła woda z domieszką święconej wody z Lourdes, jednak już od kilku lat z kranika nic nie płynie. Zaraz obok widoczna jest tablica z wmurowanym kamieniem prosto z francuskiego Lourdes. Pomiędzy lewym skrzydłem, a ołtarzem stoi wejście do Kaplicy Najświętszego Sakramentu.
Główną część groty stanowi oczywiście ołtarz umiejscowiony na środku. Jak już wcześniej wspominałem, w sezonie letnim odbywają się tam nabożeństwa i wystawiany jest Najświętszy Sakrament. Wtedy też na zewnątrz, przed grotą, ustawiane są dodatkowe ławki dla wiernych.
Gdy na tym terenie nie odbywają się żadne uroczystości, główny ołtarz od zewnętrza oddziela metalowa, czarno-złota brama. Po prawej stronie ściany frontowej, ponad ołtarzem, znajduje się kolejna wnęka, w której umieszczono naturalnej wielkości posąg MB z Lourdes, wykonany w początkach XX wieku.
Na prawo znajduje się jeszcze wejście do zakrystii oraz niewielka ambona, na której szczyt prowadzi kilka schodków.
















Przed grotą znajduje się dość duży, betonowy plac, na którym wierni zbierają się podczas nabożeństw, mszy świętych i innych uroczystości. Otacza go kamienista ścieżka, obok której stoi kilka kapliczek, w których wnękach przedstawione są tajemnice różańcowe, a także popiersie inicjatora budowy tego obiektu - księdza Jana Palki.








Niedaleko groty, jakieś 500 m dalej, wznosi się Kościół pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP. Polskie Lourdes z kościółkiem łączy tzw. Aleja Jubileuszowa, wybudowana w 2000 r. (stąd nazwa). Przy tej dróżce stoją 3 obiekty - idąc w stronę kościoła, najpierw mijamy pomnik św. Maksymiliana Marii Kolbe (a propos mojego patrona 😌) po lewej stronie, zaraz dalej po stronie przeciwnej widać stadko owiec pilnowane przez św. Bernadettę, a na samym dole, na środku niewielkiego ronda góruje posąg przedstawiający św. Królową Jadwigę. 






I tak oto wygląda polskie Lourdes - Porąbka Uszewska. Ja jeżdżę tam ze swoimi rodzicami rokrocznie w Święta Bożego Narodzenia lub Nowy Rok już od jakichś 8, 9 lat i zawsze to miejsce urzeka tak samo. Przeżyć ten Sakrament sprawowany podczas Mszy Świętej w takim miejscu - na zewnątrz, przed grotą łudząco podobną do francuskiego pierwowzoru, to przeżycie niezapomniane.

Naprawdę zachęcam do przyjazdu w tamto miejsce, bo warto!

A tymczasem pozdrawiam Was wszystkich i do zobaczenia niebawem! :)



piątek, 23 grudnia 2016

Wesołych Świąt!

Witajcie moi czytelnicy!
Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia chciałbym Wam wszystkim, każdemu z osobna, złożyć najserdeczniejsze życzenia: dużo zdrowia, które dziś jest tak ważne i potrzebne, bez niego ani rusz, szczęścia, które ułatwi każdy dzień i sprawi, że nasze życie stanie się kompletnym, radości, która jest fundamentem naszego istnienia, bo jaki byłby żywot przepełniony smutkiem i szarością?
Oprócz tych podstawowych trzech życzeń, pragnę złożyć Wam jeszcze siły, odwagi, które Was pociągną do realizacji coraz to dalszych, kolejnych i trudniejszych wyzwań, planów, zamierzeń, zgody i pokoju w rodzinach i wobec każdego człowieka, bo żyć w waśniach z kimkolwiek, to jest bardzo trudna i przygnębiająca rzecz, wytrwałości, aby nic co stanie nam na drodze nas nie złamało i nie zgubiło, wiary - w swoje możliwości, w swój sens istnienia, ale także tej wiary do Boga, który do nas już niebawem przyjdzie jako małe Dzieciątko, wielu wspaniałych znajomości i przyjaciół, którzy będą z Wami i będą Was wspierać zawsze i wszędzie, w dobrych i złych momentach, unikania zła i pychy, które tak niszczą nasze życie i czynią go zepsutym i nic nie wartym, miłości, która czyni nas i nasz żywot wyjątkowym i pełnym, a także wielu kolejnych lat spędzonych razem tu na blogu i w całej blogosferze. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz będziemy sobie życzyć świąteczne życzenia, tu na tym wirtualnym, blogowym, ale jak świetnym świecie.
WESOŁYCH ŚWIĄT!! 🎄🎄🎄💚😃


niedziela, 11 grudnia 2016

Bitwa barw

BITWA BARW

"Na ziemskim sklepieniu odgrywała się iście piekielna i pasjonująca walka. Po jednej stronie błękitna, niczym najczystsze wody oceanów, falanga, szykowała się do ataku na oddział zachodzącego, rdzawego Słońca, który swój bursztynowy blask przekazywał poddanym żołnierzem, czyniąc ich boskimi i majestatycznymi. Z oddali na tą niezwykłą grę barw z uwagą spoglądały ogromne, bogato odziane delikatnymi, szmaragdowymi igiełkami sosny, świerki i jodełki, a także górujący nad nimi gęsty, stary cis ozdobiony tysiącem krwawych koralików.
Nadeszła decydująca faza bitwy. Błękit nieba rozpoczął nacierać na zachód, w stronę epicentrum sił wroga - szybko i jak najmocniej. Wtem delikatne różano-sine chmurki sprzymierzone z Królem Dnia, niespodziewanie otoczyły atakujących, a główny oddział słonecznego wojska błyskawicznie zajął pozycję przeciwnika. Wynik był już przesądzony. Niebo szybko pokryło się królewskim, ognistym obłokiem. Panował on długo, nie chciał ustąpić nawet bratniemu Księżycowi. W końcu jednak stracił swoją boskość i musiał wrócić do nieśmiertelnego wodza. Niebawem mieli znów razem wrócić."

opowiadanie mojego autorstwa



Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam to zdjęcie i to, co ono ukazuje. No istna magia! Widziałem dużo zachodów Słońca, ale ten z pewnością zapisze się w mojej pamięci na długie lata.
Patrząc na takie grudniowe niebo, aż wierzyć się nie chce, że za dwa tygodnie będzie Boże Narodzenie. Ja osobiście liczę, że w tym roku święta będą ze śniegiem, nie z deszczem, bo naprawdę dawno już takich nie przeżywałem.

Zapraszam do głosowania na Post Roku 2016. Ankieta znajduje się na prawym pasku bocznym bloga. Możecie wybrać kilka postów. Głosowanie trwa do 31 grudnia. Wtedy to poznamy post z tego bloga z tego roku, który był wg Was najciekawszy i najlepszy. :)

Na sam koniec bardzo chciałbym podziękować za tyle miłych komentarzy pod poprzednim postem. Naprawdę takowe mnie bardzo motywują do dalszego działania. Więc jeśli tu już jesteś gościu i to czytasz, to zostaw swój ślad obecności w postaci komentarza. Będę wdzięczny! :)

Pozdrawiam Was wszystkich i do zobaczenia! :)

sobota, 3 grudnia 2016

Moja nowodworska przygoda

Witam!
Plany i pomysł na napisanie tego posta rodziły się w mojej głowie od prawie miesiąca. Próbowałem znaleźć czas, aby do Was napisać, ale zawsze tego jakże teraz cennego czasu brakowało - zadania, nauka na sprawdziany i inne prace kontrolne, korepetycje, ale też oczywiście domowe obowiązki i błogi, choć krótki odpoczynek, w trakcie którego nie miałem nawet ochoty ruszyć się z łóżka i podjąć się tego wyzwania jakim jest napisanie pierwszej części mojej nowodworskiej przygody.
Ci, którzy na bieżąco śledzili mojego bloga wiedzą, że od września zostałem uczniem I Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie, zwanego potocznie Nowodworkiem.
I choć dziś, 3 miesiące po pierwszym dzwonku uważam, że ten wybór był jednym z lepszych w moim życiu, to w kilku momentach czułem momenty zwątpienia i bezsensu całej mojej "operacji". Ale tak było nie wiem, może z kilka dni na przełomie września i października, gdzie wątpiłem w to wszystko.
Ale dziś jest zupełnie inaczej. Teraz jestem naprawdę szczęśliwy i dumny z faktu, że jestem Nowodworczykiem - wychowankiem tej jakże znanej i wspaniałej placówki z tyloma tradycjami. Fakt - nauki jest dużo, jak nie bardzo dużo, ale staram sobie radzić ze wszystkimi przeciwnościami losu i je przezwyciężać. I jak na razie plan ten wykonuję w 100%, co mnie ogromnie cieszy. IV miejsce w Wojewódzkim (Małopolskim) Dyktandzie Niepodległościowym organizowanym przez Radio Kraków, a także dobre oceny są tego przykładem.
Oprócz tego należy wspomnieć o tym, że trafiłem do klasy C o profilu
biologiczno-chemicznym. Poznałem 33 duszyczki, z którymi mam dobry kontakt i bardzo się cieszę, że prawdopodobnie z tymi właśnie osobami za niecałe 3 lata będę świętował udaną, mam nadzieję, maturę oraz poznawał z nimi coraz to nowsze zagadnienia licealnej podstawy programowej.
Z tego miejsca bardzo serdecznie chciałbym ich wszystkich pozdrowić. 🖐🖐🖐

Tak więc moja nowodworska przygoda zaczęła się na dobre. Co przyniosą kolejne dni, miesiące, lata? Zobaczymy. Ale wierzę, że będą to najwspanialsze 3 lata, bo jak to mówią: "Liceum, to najpiękniejszy okres w życiu każdego człowieka".

Ale to wszystko nie kończy się za murami liceum. Nie! Nowodworek spełnił jeszcze w całej tej układance jedną funkcję, a mianowicie taką, że spojrzałem na Kraków z zupełnie innej perspektywy.
Teraz to miasto, to nie tylko Rynek, galerie, muzea i obwarzanki. Dziś kocham je i zachwycam się nim jeszcze bardziej - za przepiękne wschody Słońca na nadwiślańskich bulwarach, za magiczny krakowski hejnał, w tle jesiennej słoty, za złote i lśniące od Słońca ściany Sukiennic, za przytulne i urokliwe uliczki: Wiślną, Bracką, Floriańską, za krótkie, ale wyjątkowe przechadzki po krakowskich Plantach, za kubek ciepłej, aksamitnej kawy przed szkołą, a nawet za świetne kanapki z szynką i sadzonym jajkiem z piekarni pod Jubilatem.
Odkryłem zupełnie nowe oblicze tej polskiej perełki, jaką Kraków niewątpliwie jest.
Często idąc, czy wracając ze szkoły, zatrzymuję się w jednym z tych wyjątkowych miejsc na mojej drodze i chwytam te magiczne chwile na aparacie mojego telefonu.
Niektóre zdjęcia są naprawdę dla mnie wyjątkowe i darzę je ogromnym sentymentem.

Wschód Słońca ujęty z nadwiślańskiego bulwaru

Kościół Mariacki i krakowskie konie

Zewnętrzny korytarz Sukiennic





ulica Bracka


Choinka na Rynku Krakowskim 16/17

Te 2 pierwsze zdjęcia uwielbiam najbardziej i są niejako moimi perełkami fotograficznymi. Potrafię się na nie patrzeć wiele minut, a i tak mi się nie nudzą.

I tak o to to wszystko trwa. Moja przygoda w Krakowie - w Nowodworku i poza jego murami.

Co do blogowania, to zobaczymy jak to będzie wyglądać. Wierzę, że blog będzie nieustannie funkcjonować, ale jak często będę pisał? To na pewno, będzie zależeć od tego, ile będzie wolnego czasu. Teraz zapowiada się niby nieco luźniejszy okres - święta, klasyfikacja semestralna i te sprawy, więc powinienem nieco częściej się tu pojawiać.
Ale wszystko pokaże los i przyszłość - to one tu rozdają karty, ale wierzę, że "zobaczymy" się znów niebawem.

Na dzisiaj to tyle. Życzę Wam wszystkim ciepłego, spokojnego wieczoru. Do zobaczenia! ツ ツ

sobota, 20 sierpnia 2016

Poetycka strona sierpnia

Witam moi czytelnicy! Dzisiaj chcę Wam pokazać niezwykły zachód Słońca, który miałem okazję obserwować kilka dni temu, a także wyjaśnić sens, znaczenie i prawdy płynące z mojego premierowego wiersza.
Sierpień jest dla mnie magicznym i wyjątkowym miesiącem jeśli chodzi o naturę i jej "humory". To teraz najczęściej występują trąby powietrzne, susze... Natura powoli przygotowuje się do zimowego snu, wszystko spowalnia, noce stają się chłodne.
Ale co najbardziej urokliwe, to chyba to, że sierpniowe wschody i zachody Słońca są najpiękniejsze.
Najlepiej opisałbym to językiem poetyckim, jak już dzisiaj tyle o niej będzie:

Ognista kula zachodzącego Słońca powoli zmierzała ku zachodniemu horyzontowi. Niezwykle zdobiła sierpniowe, purpurowe niebo i złote, małopolskie łąki pełne dojrzałego jęczmienia i innego zboża. Gwieździe towarzyszyły puchate, śnieżnobiałe obłoki, które otaczały ją niczym złota aureola głowę świętego, a ona rozświetlała je swymi delikatnymi, złocistymi promieniami. Nieopodal, po nieco ciemniejszej stronie niebieskiego sklepienia, swój blask zaczęły dawać słynne, gwiezdne konstelacje. Wielka Niedźwiedzica ukazywała swoje niezwykłe wdzięki, Mały Wóz wiernie jej towarzyszył jak umiłowana córa, a Kompas zachwycał swoją prostotą i skromnością.
Po drugiej stronie nieba zaś wschodził pełny, rdzawy miesiąc, który tylko czekał aż jego rywal schowa się za niewielką brzeziną, aby mógł ponownie wejść na tron tej jakże magicznej niebiańskiej krainy.

Uwielbiam pisać takie opisy. Ten poetycki styl niezwykle wpływa (przynajmniej u mnie) na wyobraźnię czytelnika. Ktoś, kto czyta taki opis o wiele bardziej jest w stanie wyobrazić sobie, jak to mogło wygląda, niż jeśli by czytał to samo w sposób prostszy i mniej poetycki. To takie moje zdanie. Ale spokojnie! Zdjęcia też są! :)








Uwielbiam fotografować i obserwować takie cudne wschody i zachody Słońca, jak na przykład TU czy TU, ale ten sprzed kilku dni był naprawdę magiczny i zachwycający. Wiele razy też u Was widziałem "ochy i achy" nad tym tematem, ale muszę przyznać, że pomimo to, widzieć taki zachód na żywo to jest niezapomniane przeżycie. Taka alfa i omega mojego dnia...

I tu przechodzę do drugiego tematu na dziś, czyli do poetyckiego spojrzenia na dwie wartości: miłość i śmierć.
Taki o to wiersz powstał ostatnio w mojej głowie:




Ten wiersz nie był pisany z obserwacji innych ludzi. Może nie, był, ale w mniejszym stopniu. Tutaj bardziej jest to związane z moją osobą i moimi ostatnimi przeżyciami. Miłość i Śmierć są tu ukazane jako uosobienia władców świata - coś co jest obecne w życiu każdego z nas, co nami panuje i przed czym nie możemy uciec ani się uchronić. Taka Alfa i Omega - najważniejsza rzecz i myśl naszego istnienia. To one wyznaczają drogę życia - jaka ona będzie długa, w co będzie obfitować i kto będzie z nami to życie dzielić. Każdy z nas darzy kogoś uczuciem i jest połączony z kimś tą miłością. Nie zależy ile mamy lat, kim jesteśmy, każdy ma swoją miłość. Dziecko ma rodziców, nastolatek pierwszą miłość, dorosły żonę, dzieci, później wnuki, zakonnicy Boga... miłość jest nieuchronna i spotyka każdą duszę i każde ciało (przepraszam za powtórzenia "każdy", ale chcę przez to ukazać ważność tych dwóch wartości). A Śmierć? Śmierć głównie wyznacza kres tej drogi i to jak się nasza ziemska podróż zakończy. Też nie można uciec z jej rąk i jesteśmy ciągle zależni od jej losu, bo nie wiadomo, kiedy przyjdzie na nas czas.
Nadają sens, bowiem możemy poniekąd przez te 2 wartości określić nasz cel i to w jaki czas go wykonamy. Bez sensu byłoby życie człowieka niezakochanego, czy nieśmiertelnego, bo nie miałby określonych barier ani zasad, które trzeba spełnić.
Tworzą i niszczą - miłość tworzy związki i jego owoce w postaci szczęścia i potomstwa, ale może też zamienić to wszystko w koszmar - rozstania, rozwody, nieprzespane noce, płacz i smutek, a w niektórych przypadkach też różne obsesje, odchylenia psychiczne, depresje, czy nawet śmierć - to jest w stanie z nami zrobić Miłość! Tak samo jest z tą drugą wartością, tworzy inne życie, to w wiecznym Królestwie Niebieskim, ale też rujnuje życie ziemskie i wszystko, co było z nami związane.
Są niczym dyktatorzy krwawi, bowiem panują nad wszelkim stworzeniem, prześladują one wielce, od nich jesteśmy uzależnieni, jak pisałem na początku: to jest coś nieuchronnego. Co więcej: rządzą nami bezlitośnie i wtrącają się w przebieg istnienia: mojego i Twojego.
A my? Wciąż do nich Lgniemy! Życie każdego człowieka zmierza w stronę tych władców - w stronę Miłości i Śmierci. Nawet jeślibyśmy nie chcieli, to i tak w pewnym momencie przylgniemy zarówno do jednej, jak i drugiej. To nieuniknione. Lgniemy do tego cały czas nawet nie będąc tego zupełnie świadomi. Nie bez powodu podkreśliłem ważność tego czasownika zaczynając dużą literą, bo według mnie to słowo w tym wierszu jest kluczowe.
Para doskonała... Przykład powyżej, do czego może doprowadzić miłość, ale nie tylko. "Nie opuszczę Cię aż do śmierci...", to jedna z ważniejszych deklaracji składanych na ślubnym kobiercu. Miłość trwa i jest przez całe nasze życie, a później łączy się ze śmiercią i tak to gna dalej, całą wieczność. Kolejny przykład? Patriotyzm. Miłość wobec ojczyzny nie przejawia się jedynie tym, że ładnie zaśpiewamy hymn, wywiesimy flagę trzeciego maja i w inne ważne święta... Ale wyraźnie jest powiedziane w definicji patriotyzmu, że to też umiejętność oddania za nią tego co najcenniejsze, czyli życia. Będąc w gimnazjum przez ostatnie trzy lata, bardzo dużo tekstów, które poznawałem miało właśnie charakter ściśle patriotyczny, związany właśnie ze śmiercią: Alek, Rudy, Zośka z "Kamieni na szaniec", polegli piloci z Dywizjonu 303, polscy niepodległościowcy i inni, którzy wyzionęli ducha walcząc o suwerenność ojczyzny. Im chwała!
Tak samo jest, z miłością do Boga, że niektórzy cierpią prześladowanie i z miłości przychodzi na nich śmierć. 
Te dwie wartości uzupełniają się idealnie, żadna nie przewyższa drugiej, obie warunkują nasze istnienie na Ziemi, rządzą nami, a co najważniejsze: są nieuchronne!
I taka rada na koniec, nie bójcie się tych krwawych dyktatorów, jakimi są Miłość i Śmierć.

Do zobaczenia i pozdrawiam! :)

środa, 29 czerwca 2016

Podróże #28: Gondolą po krakowskiej Wiśle

Witajcie moi mili!
Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o tym, jak to się stało, że przepłynąłem część krakowskiej Wisły piękną, drewnianą gondolą.

2 tygodnie temu, w piękny, słoneczny dzień, byłem ze swoim bratem w Krakowie, aby załatwić kilka spraw, a przy okazji pochodzić po urokliwych, krakowskich uliczkach i coś zwiedzić. Najpierw porwało nas na rynek. W jednej z kawiarń zamówiliśmy sobie truskawkowe mrożone napoje. Gdy odebraliśmy zamówienie, zaczęliśmy się włóczyć po płycie rynkowej - Sukiennice, Kościół Mariacki, a na samym końcu usiedliśmy sobie przy ratuszu, aby spokojnie dokończyć pić tę truskawkową "ambrozję".
Po jakiejś godzinie, wyszliśmy na Grodzką i zmierzaliśmy w kierunku Wawelu. W pewnym momencie jednak, postanowiłem skręcić na Planty, aby iść bardziej cienistą i chłodniejszą trasą, a przy okazji pokazać bratu liceum, do którego zamierzam iść od września. Wchodząc na Planty, od razu można było poczuć delikatne orzeźwienie i ochłodzenie, które dawały nam rozłożyste korony kasztanowców, a dokładniej cień, który one dawały. Kilka minut później doszliśmy pod ogromny, jasny gmach liceum nowodworskiego. Stanęliśmy i przez dłuższą wpatrywaliśmy się w te szkolne okna, do których za niedługo pewnie będę musiał poznać. Sama świadomość, że liceum to kończył chociażby największy polski malarz - Jan Matejko, wzbudzała we mnie poczucie dumy i zachwytu. Brat był zachwycony, nie tylko renomą, ale też wyglądem i stylem. Jasne ściany tego budynku, a także jego oryginalny, wyjątkowy styl, powoduje, że liceum to wygląda jak antyczna, hellenistyczna akademia. Można poczuć się, jakby się żyło w starożytnych Atenach.
Skręciliśmy na Plac na Groblach i tamtędy, małą uliczką poszliśmy nad zakole Wisły przy Wawelu. I tam doszło do nagłej i spontanicznej zmiany planów. W pewnym momencie podeszła do nas młoda kobieta, ubrana w strój kapitana statku i zaprosiła nas do skorzystania z wycieczki po Wiśle. Bardzo nas zaciekawiła ta propozycja - nigdy dotąd bowiem nie płynęliśmy łódką po tej jakże sentymentalnej, leniwej rzece, dlatego po chwili zastanowienia, postanowiliśmy wejść na dwunastoosobową, drewnianą gondolę, o pięknym imieniu - Anna, która nas od razu zachwyciła. Usiedliśmy przy dziobie łódki i zaczęliśmy cieszyć się takim stanem rzeczy.


Oprócz nas, na gondolę weszło kilka osób, głównie obcokrajowców, kapitan i pomocnica, która sama szkoliła się na kierowcę takich wycieczek.
10 minut siedzenia... i ruszyliśmy w godzinny rejs. Zamknęliśmy na chwilę oczy, aby wsłuchać się w jakże genialnie łączące się się ze sobą głosy delikatnego warkotu silnika i plusków wody. Na samym początku minęliśmy Wawel, który z perspektywy Anny na środku Wisły wyglądał bajecznie.





Po kilku minutach, dopłynęliśmy pod Kościół św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Skałce. Właśnie wtedy kapitan włączył nagranie, na którym lektor opowiedział pokrótce historię tego miejsca w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim.
Kościół ten zawsze robi na mnie piorunujące wrażenie - jego wyjątkowy styl, kolorystyka, a także usytuowanie wzbudza we mnie zachwyt i podziw.



Gdy lektor skończył swoją wypowiedź, pomocnica kapitana, aby umilić nam jeszcze bardziej czas, puściła nam kilka piosenek, m.in. "Bałkanicę" i inne polskie biesiadne nutki. Widząc po minach obcokrajowców, można było zauważyć, że są bardzo zaciekawieni, a jednocześnie ubawieni tą naszą polską muzyką, a moje obserwacje potwierdziły się na końcu rejsu, gdy jeden z Niemców zapytał się kapitana o tytuły tych piosenek.
I tak, w muzycznym tempie dopłynęliśmy pod magiczny Kazimierz i tam zaczęliśmy się nawracać. Trochę nas to zdziwiło, bo nie minęło nawet 15 minut, a godzinny rejs miał już się wracać? Pod Wawelem się jednak wszystko rozwiązało, dlaczego tak wcześnie zawróciliśmy.









Okazało się bowiem, że rejs ten płynie na Kazimierz, później się wraca i płynie dalej na Salwator! Znam Kraków i wiedziałem, że ta drugą część będzie obfitować w większą ilość wrażeń i się nie pomyliłem! Płynąc na Kazimierz, cały czas było słychać warkoty silników, głosy ludzi spacerujących po bulwarze... natomiast droga na Salwator cechowała się cichym, spokojnym tonem. Od czasu do czasu odzywał się szum dzikich nadrzecznych lasów i trel trzciniaków.
W pewnym momencie wyjąłem rękę poza burtę i włożyłem ją do chłodnej, wiślanej wody. Krople co chwila podskakiwały, raz szybciej, raz wolniej, osiadając się na mojej gorącej od upału ręce. Zaraz po tym, druga też wylądowała w rzece i tak mijały kolejne minuty rejsu.

Po upływie 15 minut, przy starym, niedostępnym moście, który żył w otoczeniu rosnących w pobliżu dębów i akacji, zaczęliśmy się nawracać. Kapitan na naszą prośbę zatrzymał gondolę na chwilkę, abyśmy mogli jeszcze bardziej napoić się tą cudną chwilą.




Wracając, mijaliśmy Kościół św. Augustyna i św. Jana Chrzciciela i klasztor Norbertanek w Krakowie, który obok Wawelu jest podobno największym kompleksem zabytkowym miasta. Na tle rzeki, zabytek ten wyglądał bardzo interesująco. Pierwszy raz widziałem ten kościół z tak bliska. Bardzo mi się spodobał, dlatego zaraz po zrobieniu kilku zdjęć powiedziałem do brata, że to jest nasz kolejny cel podróży. W sierpniu, gdy przyjedzie na kilka dni, z pewnością tam wstąpimy.

 


Gdy minęliśmy to miejsce, kapitan znów włączył nagranie z opowieścią o klasztorze Norbertanek. Jednak wiąże się z tym bardzo zabawna sytuacja: na 12 osób, Polaków było tylko dwóch - ja i mój brat. W pewnym momencie chyba o nas zapomniano, bo wersji polskiej nie usłyszeliśmy.

Godzina minęła, a to oznaczało jedno - koniec rejsu. Wychodząc i widząc nasz smutek z tym związany, kapitan zaproponował, abyśmy następnym razem wyruszyli na czterogodzinny rejs na Tyniec! Gdy usłyszeliśmy o tej propozycji, to brat od razu powiedział, że w sierpniu na pewno wyruszymy na tę wyprawę. Już nie mogę się doczekać!


Tak więc taka historia - tradycyjny "wypad" na Wawel zmienił się w ekscytującą i wspaniałą podróż gondolą po krakowskiej Wiśle. I morał z tego taki, że spontaniczne decyzje obfitują w najwięcej wrażeń i są jak najbardziej korzystne.

Do zobaczenia niebawem, napiszcie koniecznie co tam u Was słychać. Pozdrawiam i do zobaczenia! :)